W połowie XIX wieku fotografia opuściła duszne pracownie i ruszyła w świat. Tam, gdzie wcześniej jechał rysownik ze szkicownikiem, teraz wyruszał fotograf. Aparaty wciąż były wielkie i ciężkie, konieczne było transportowanie statywów i skrzyń z chemikaliami. Fotograf musiał mieć przy sobie szkło, płytki, butelki z odczynnikami i rozstawianą w polu ciemnię namiotową. Ale trud nie zniechęcał pionierów.
Jednym z pierwszych pól zastosowania nowego medium była nauka. Astronomowie dostrzegli, że aparat rejestruje rzeczy, których nie widzi ludzkie oko. Już w 1840 roku John William Draper (1811-1882) w Nowym Jorku wykonał jedno z pierwszych zdjęć Księżyca. Nie było perfekcyjne, nie było szczegółowe, ale udowodniło, że fotograf może „sięgnąć” po bardzo odległe obiekty.

W kolejnych dekadach teleskopy połączone z aparatami odkrywały już najskrytsze tajemnice nieba – mgławice, plamy słoneczne, komety. Ze względu na małą czułość ówczesnych materiałów fotograficznych, uwiecznianie tych zjawisk było zajęciem karkołomnym, wymagało precyzyjnego kompensowania ruchu obrotowego ziemi – aparat musiał podążać za wiecznie uciekającymi gwiazdami. Isaac Roberts w roku 1888 pokonał jednak tę przeszkodę i wykonał między innymi słynne zdjęcie Galaktyki Andromedy, ukazujące jej spiralną strukturę. Takie fotografie zmieniły astronomię, ujawniając prawdziwe kształty kosmosu i przyspieszyły rozwój wielu teorii dotyczących galaktyk.

Również medycyna szybko włączyła fotografię do swoich badań. Lekarze dokumentowali choroby skóry, deformacje, efekty przeprowadzonych zabiegów. Dzięki zdjęciom mogli porównywać poszczególne przypadki, przekazywać wiedzę studentom, tworzyć pierwsze podręczniki ilustrowane fotografiami. Tam, gdzie rysownik mógł się pomylić, coś pominąć albo niedokładnie odwzorować – niezawodna okazywała się fotografia rejestrująca każdy szczegół.
Jednym z pionierów fotografii medycznej był francuski uczony Alphonse Bertillon (1853-1914), który opracował system dokumentacji antropometrycznej. Metody, które opisał, przyspieszyły rozwój fotografii medycznej, uwzględniającej cechy anatomiczne pacjentów, ale główne zastosowanie znalazły one w medycynie sądowej i identyfikacji kryminalnej. Fotografowanie przestępców rozpoczęło się już w latach 40. XIX wieku, zaledwie kilka lat po wynalezieniu fotografii, ale dopiero w 1888 roku Bertillon ustandaryzował ten proces.

Podróże w obiektywie
Około 1850 roku brytyjski fotograf Maxime Du Camp (1822-1894) wyruszył z pisarzem Gustavem Flaubertem (1821-1880) do Egiptu i Palestyny. Jego zdjęcia piramid, świątyń i posągów były pierwszymi fotograficznymi dokumentami starożytności. Europa patrzyła na nie z zachwytem – ludzie mogli zobaczyć miejsca, do których nigdy by nie dotarli.

Fotografia stała się oknem na świat. Wkrótce pojawiły się albumy z egzotycznych wypraw do Indii, Afryki, na Bliski Wschód. Wraz z rozwojem techniki, zdjęcia stawały się coraz wyraźniejsze, a kadry – coraz śmielsze. Fotografowie ryzykowali zdrowiem, by uchwycić nieznane oblicza świata: pustynne karawany, świątynie ukryte w dżungli, portrety ludów, o których w Europie krążyły jedynie legendy. Fotografia zaczęła pełnić rolę pośrednika między kulturami, zaspokajała ciekawość a jednocześnie rozbudzała marzenia o dalekich podróżach.

Pierwsze wojny w obiektywie
Największym przełomem w rozwoju fotografii dokumentalnej było jednak wejście fotografii na pole bitwy. W 1855 roku podczas wojny krymskiej brytyjski fotograf Roger Fenton (1819-1869) wyruszył na front z ogromnym wozem, na którym zainstalował ciemnię fotograficzną.

Fenton, mimo ograniczeń tamtych czasów, został pionierem fotografii reportażowej. Materiały fotograficzne wciąż były zbyt mało czułe na światło, jego zdjęcia przedstawiają więc puste pola bitewne, obozy, portrety żołnierzy – nigdy nie ma na nich samego starcia. Aparat nie był jeszcze w stanie uchwycić dynamiki i chaosu walki. Ale nawet te statyczne obrazy robiły wrażenie: po raz pierwszy ludzie w Londynie mogli zobaczyć kulisy frontu i „prawdziwych” żołnierzy, a nie tylko litografie i ryciny.

Wojna krymska zapoczątkowała nowy trend. Kilka lat później w Ameryce Mathew Brady (1822-1896) i jego ekipa fotografów stworzyli ogromną dokumentację kolejnego konfliktu, wojny secesyjnej (1861–1865). Wystawy ich zdjęć w Nowym Jorku wywoływały szok: ludzie patrzyli na porzucone w lesie ciała poległych, na zniszczone pola, na grozę wojny – bez upiększeń.

To doświadczenie zmieniło sposób patrzenia na fotografię. Nagle się okazało, że aparat nie tylko zatrzymuje uśmiechy i pejzaże, ale także tragedię, ból i śmierć.
Pojawiło się przekonanie, że fotografia jest obiektywnym świadkiem historii. To, co aparat rejestruje, nie podlega dyskusji, nie można już temu zaprzeczyć. W ten sposób narodziła się dokumentalna siła obrazu fotograficznego – siła, która w kolejnych dekadach będzie coraz potężniejsza.
cdn.
wis
