Portret idealny. Instagramowe trendy w XVIII wieku

Każda epoka ma swoje narzędzia upiększania rzeczywistości. Dziś są to mobilne aplikacje wygładzające cerę, filtry wyszczuplające twarz i algorytmy poprawiające sylwetkę. Jeszcze niedawno królował równie skuteczny, choć odrobinę bardziej pracochłonny Photoshop. W XIX wieku retusz fotograficzny wykonywano ręcznie na negatywach. A co było wcześniej?

Portret idealny. Instagramowe trendy w XVIII wieku - DlaKultury.pl
Elżbieta Bawarska na obrazie Franza Xavera Winterhaltera, 1865

Współczesna dyskusja o „fałszywym pięknie” w mediach społecznościowych często brzmi tak, jakby ludzkość dopiero teraz odkryła sposoby na upiększanie wizerunku. Tymczasem idealizowanie postaci, wygładzanie zmarszczek, wysmuklanie sylwetki i poprawianie urody były praktyką stosowaną od stuleci. Portret niemal nigdy nie był neutralnym zapisem rzeczywistości. Był deklaracją statusu, marzeniem o sobie, projektem społecznym, a czasem zwyczajnie – subtelnym kłamstwem.

Dawniej to malarz pełnił funkcję, którą dziś przejęły aplikacje mobilne. Potrafił rozświetlić spojrzenie, odmłodzić cerę, ukryć asymetrię twarzy. Wiedział, jak wydłużyć szyję, jak subtelnie zmienić linię nosa, jak sprawić, by dłonie wyglądały szlachetniej. Motywacje tych działań były od zawsze te same: człowiek chciał oglądać siebie piękniejszym, niż widziało go lustro.

Królowa, która nie chciała się starzeć

Jednym z najbardziej fascynujących przykładów historycznego „filtrowania” wizerunku była Elżbieta I. W późnych latach życia angielska monarchini stworzyła wokół własnej twarzy niemal polityczny system kontroli obrazu.

Portret Elżbiety I, ok. 1575

Wszystko zaczęło się od choroby, na którą Elżbieta I zapadła w młodości. Była to ospa prawdziwa – jedna z najbardziej przerażających plag dawnej Europy. Jej Królewska Mość zachorowała na variolę w czasach, gdy śmiertelność sięgała niemal trzydziestu procent zakażonych, a medycyna pozostawała wobec choroby bezradna. Szczepionka przeciw ospie miała zostać wynaleziona dopiero w 1796 roku, dlatego lekarze uciekali się w tym czasie do metod z pogranicza magii i szarlataństwa. Elżbiecie zaaplikowano tak zwaną „czerwoną terapię” – królową zawinięto w czerwone tkaniny i otaczano czerwonym światłem, wierząc, że ten kolor osłabia działanie choroby. Poza izolacją i modlitwą niewiele więcej można było zrobić. Elżbieta przeżyła, lecz ospa pozostawiła na jej twarzy wyraźne blizny, które stały się źródłem kompleksów. To właśnie dlatego monarchini zaczęła nakładać grubą warstwę białej farby ołowiowej, tworząc słynną porcelanową maskę, znaną z jej późniejszych portretów. Farba zakrywała szpetne blizny, ale zawartość toksycznego ołowiu przyspieszała starzenie skóry. Wizerunek królowej stawał się coraz bardziej sztuczny, coraz bardziej odrealniony. Elżbieta panicznie strzegła swojej prywatności i nie dopuszczała do sytuacji, w których ktoś mógłby zobaczyć jej twarz bez starannie nałożonej maski. Mimo tych wszystkich zabiegów, było doskonale widoczne, że Królowa się starzeje. I na dodatek starzeje się brzydko.

A jednak oficjalne portrety przedstawiały ją jako niemal nadprzyrodzoną istotę: gładką, wiecznie młodą, nieskazitelną. Dwór kontrolował sposób malowania królowej. Istniały wzorcowe podobizny, według których artyści mieli tworzyć jej portrety. Nie chodziło o realizm, ale o władzę. Twarz Elżbiety miała być symbolem nieśmiertelności monarchii.

Elżbieta w wieku 13 lat
Elżbieta w podeszłym wieku

Madame de Pompadour i sztuka eleganckiego złudzenia

W XVIII wieku mistrzynią kontrolowania własnego wizerunku była Madame de Pompadour. Kochanka Ludwika XV doskonale rozumiała siłę obrazu. Zamawiała portrety u najwybitniejszych malarzy epoki, zwłaszcza u François Boucher, który przedstawiał ją jako uosobienie wdzięku, inteligencji i luksusu.

Madame de Pompadour - Portret idealny - DlaKultury.pl
Portret Madame Pompadour autorstwa François Bouchera

Jej twarz była rozświetlona miękkim światłem, skóra przypominała porcelanę, a sylwetka wydawała się eteryczna. Boucher nie malował jednak tego, co widział… W rzeczywistości markiza cierpiała na problemy zdrowotne i miała znacznie mniej dziewczęcej świeżości, niż sugerowały obrazy. Ale portret miał tworzyć legendę.

To właśnie w epoce rokoko kobiece portrety zaczęły przypominać starannie wyreżyserowane sesje beauty. Malarze opanowali do perfekcji wizualny język luksusu: perłową cerę, zaróżowione policzki, jedwabiste światło. Kobieta na obrazie miała wyglądać idealnie.

Cesarzowa Sisi i obsesja własnej twarzy

Elżbieta Bawarska, znana światu jako Sisi, była jedną z pierwszych nowoczesnych ikon wizerunku. Obsesyjnie dbała o swoją urodę, ćwiczyła godzinami, stosowała rygorystyczne diety i niemal panicznie bała się starzenia.

Cesarzowa Sisi
Elżbieta Bawarska (1867)

Urodziła się w 1837 roku jako Elżbieta Amelia Eugenia Wittelsbach, córka bawarskiego księcia Maksymiliana. Dorastała z dala od sztywnego ceremoniału europejskich dworów – jeździła konno, spacerowała po górach. Nie przygotowywano jej do wielkiej polityki. Cesarz Austrii miał poślubić jej starszą siostrę Helenę. Jednak podczas spotkania młody Franciszek Józef zakochał się właśnie w piętnastoletniej Elżbiecie. To zmieniło całe jej życie.

Dwór wiedeński okazał się dla Sisi światem chłodnym i brutalnym. Etykieta regulowała wszystko – sposób chodzenia, siedzenia, rozmowy, ubierania się. Młoda cesarzowa czuła się bez przerwy obserwowana. Nie potrafiła odnaleźć się w roli, którą dla niej przygotowano. Gazety pisały o jej włosach sięgających niemal kostek, o niezwykle smukłej talii, o sylwetce tak doskonałej, że wydawała się nierzeczywista. Ale piękno cesarzowej nie było darem natury utrzymującym się bez wysiłku. Było projektem realizowanym z niemal wojskową dyscypliną.

Cesarzowa Sisi
Elżbieta w czasie jazdy konno autorstwa Th. L. Atkinsona, ok. 1880-1882

Sisi dużo ćwiczyła, spacerowała po kilka godzin dziennie i obsesyjnie kontrolowała wagę. Codziennie mierzono jej talię. Jej dieta przypominała współczesne ekstremalne kuracje celebrytek. Potrafiła przez wiele dni żywić się niemal wyłącznie bulionem, sokiem pomarańczowym lub mlekiem. Zdarzało się, że jedynym jej posiłkiem był spożywany zaledwie raz dziennie wywar z mięsa, skrupulatnie odsączony, aby nie spożywać „zbędnego” pokarmu.

Cesarzowa Sisi, Elżbieta Bawarska
Portret Elżbiety autorstwa Leopolda Horowitza, 1899

Po trzydziestce praktycznie zakazała wykonywania swoich realistycznych portretów i fotografii. Publiczność miała pamiętać ją wyłącznie jako młodą i olśniewającą kobietę. Jej oficjalne wizerunki były starannie selekcjonowane i idealizowane. Artyści wygładzali rysy, odejmowali lat, podkreślali charakterystyczne, niezwykle długie włosy. Cesarzowa stworzyła więc własną wizualną markę. Trudno nie dostrzec w tym zaskakującego podobieństwa do współczesnych trendów.

Historia Elżbiety I, Madame de Pompadour czy cesarzowej Sisi pokazuje wyraźnie, że potrzeba upiększania własnego wizerunku nie jest wynalazkiem ery instagrama, lecz stałym elementem ludzkiej natury. Dawniej rolę filtrów pełniły pędzle malarzy, dziś zastąpiły je aplikacje mobilne oraz cyfrowy retusz. Zmieniły się narzędzia, ale motywacje pozostały te same: zatrzymać młodość, ukryć niedoskonałości i stworzyć piękniejszą wersję samego siebie. Mimo upływu stuleci, mechanizmy budowania idealnego obrazu samego siebie pozostają zadziwiająco podobne.

Jacek Borkowski


Opublikowano

w

,

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.