„Rzeźba na meblościankę”. Wystawa małych dzieł sztuki w Królikarni

Do Królikarni idzie się przez park. I to nie jest bez znaczenia dla tego, co zobaczymy w środku. Klasycystyczny pałac, stare drzewa, rozstawione między nimi kamienne rzeźby – wszystko duże, ciężkie, monumentalne. Gdy jednak wchodzimy do budynku, okazuje się, że bohaterami sezonu są obiekty, które mieszczą się w dłoni. Kruche i delikatne porcelanowe ptaki, małpy, tancerki i smukłe gazele, przez pół wieku stojące na meblościankach w mieszkaniach naszych babć.

Henryk Jędrasiak, Gazele, 1958 - Rzeźba na meblościankę. Wystawa małych dzieł sztuki w Królikarni
Henryk Jędrasiak, Gazele, 1958, fot. DlaKultury.pl

Figurki, o których jeszcze niedawno mówiło się z lekceważeniem „durnostojki” albo „kurzołapy”, trafiły do instytucji poświęconej rzeźbie. I zostały tu potraktowane tak, jak traktuje się prawdziwą sztukę.

Zamiast rekonstrukcji peerelowskiego wnętrza, a taka pokusa musiała być ogromna, postawiono niewielkie porcelany na rzeźbiarskich kawaletach, czyli ciężkich, warsztatowych stołkach, na których modeluje się w glinie. Kontrast między masywnym podestem a kilkunastocentymetrową figurką jest ogromny.

Kawalet podnosi porcelanę do wysokości oczu i pozwala obejść ją dookoła. To nie było możliwe, gdy figurki stały na meblach, tyłem do ściany, w rzędzie innych drobiazgów. Dzięki temu podziwiamy sylwetkę, krzywiznę linii, sposób, w jaki forma zamyka się na czubku bryły.

Fragment wystawy, fot. DlaKultury.pl
Fragment wystawy, fot. DlaKultury.pl

Na wystawie znalazło się około 150 obiektów. Każdy ma zarezerwowaną dla siebie przestrzeń, dzięki czemu patrzy się na nie zupełnie inaczej niż na zwykłe bibeloty.

Przechadzka między gablotami jest jak podróż do przeszłości. Kilka figurek przywiodło wspomnienia z dzieciństwa. „Dziewczynka z lalką” stała u sąsiadów za szybą, na półce, do której nie wolno było sięgać. „Jeleń” zdobił wnętrze domku myśliwskiego pod Radzyniem Podlaskim. Z kolei „Ryby” znajdowały się w pokoju nauczycielskim w podstawówce i nigdy nie kojarzyły się dobrze. Były częścią scenografii, do której ciężko zatęsknić. Dopiero tutaj, wyjęte z tamtych wnętrz i postawione samotnie, zyskują nową jakość. Wszystkie okazały się na swój sposób piękne. Nawet „Ryby”!

Henryk Jędrasiak, Ryby, 1957
Henryk Jędrasiak, Ryby, 1957, fot. DlaKultury.pl

Prezentowany zbiór jest wyjątkowy, bo w całości składa się z pierwowzorów, modeli powstałych w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie pod osobistym nadzorem projektantów. Tworzyła je czwórka artystów: Henryk Jędrasiak, Mieczysław Naruszewicz, Hanna Orthwein i Lubomir Tomaszewski. To oni w połowie lat 50. wypracowali styl, który później stał się tak popularny.

Warto pamiętać o kontekście. Instytut Wzornictwa Przemysłowego kierowany przez Wandę Telakowską działał według bardzo ciekawego założenia: państwowa instytucja zatrudniała artystów, ci projektowali przedmioty codziennego użytku, przemysł produkował je masowo i ostatecznie perełki trafiały pod strzechy, ucząc wrażliwości i edukując.

Historia polskiego wzornictwa jest cmentarzyskiem projektów, które nigdy nie wyszły poza prototyp. Jednak ceramiczne figurki są jednym z nielicznych spektakularnych sukcesów. W latach sześćdziesiątych produkowały je praktycznie wszystkie polskie fabryki porcelany, a spora część trafiła na eksport. W ten sposób nowoczesna rzeźba tylnymi drzwiami weszła do PRL-owskich mieszkań, po cichu zajmując miejsce między książkami a kryształowymi kieliszkami.

Henryk Jędrasiak, Marabut, 1959
Henryk Jędrasiak, Marabut, 1959

Ekspozycja została podzielona tematycznie. Są tu zwierzęta, są tancerki a nawet kącik sportowy z „siłaczami”. Pojawiają się też przedstawiciele odległych kultur. PRL był krajem zamkniętym, w dużej mierze odizolowanym, tymczasem artyści poprzez swoją sztukę poszukiwali więzi ze światem, od którego Polacy zostali odcięci.

Na półkach zagościły egzotyczne Meksykanki, Sudanki a także Arabki Tomaszewskiego z 1959 r., jedna z najbardziej efektownych prac na wystawie. Uproszczenia formy przynoszą niezwykle ciekawe efekty. Pomysłowość twórców, ich spojrzenie na kształt, poszukiwanie istoty, esencji odtwarzanego obiektu, uwzględnienie specyfiki danej kultury, celność spojrzenia – wszystko to dowodzi mistrzostwa projektantów.

Hanna Orthwein, Grający na bębnie, 1957
Hanna Orthwein, Grający na bębnie, 1957

Ciekawym elementem wystawy są ptaki. Grupę ptasich form ustawiono przy oknie, sugerując, że ich miejsce jest tuż obok, w widocznym za szybą parku. Artyści, sprowadzili anatomię ptaka do zaledwie kilku linii, które zamiast wyznaczać kształt, zdają się bardziej sugerować temperament zwierzęcia. Ma się wrażenie, że to ruch zapisany w bryle. Nie ma tu naśladowania rzeczywistości, jest wyciśnięta z obserwacji esencja zmieniająca zwierzę w pewien symbol – dość abstrakcyjny, ale bardzo czytelny.

Fragment wystawy, fot. DlaKultury.pl

Warto także zwrócić uwagę na malaturę. Kolor bardzo często nie idzie posłusznie za formą, ale biegnie w poprzek, budując własną kompozycję. Obejście figurki dookoła przypomina oglądanie małego abstrakcyjnego obrazu, który zmienia się z każdym krokiem, w zależności od kąta patrzenia.

Lubomir Tomaszewski, Arabki, 1959, fot. MNW, ©Instytut Wzornictwa Przemysłowego
Lubomir Tomaszewski, Arabki, 1959, fot. MNW, ©Instytut Wzornictwa Przemysłowego

Dopełnieniem wystawy są wzory tkanin z epoki i archiwalne zdjęcia. Nie pełnią tu one jednak ani funkcji sentymentalnej, ani dekoracyjnej. Tapety dyskretnie przypominają, że neutralne tło, na którym oglądamy dziś figurki, nie jest ich naturalnym środowiskiem. W mieszkaniu porcelana konkurowała z wzorzystą zasłoną, tapetą albo serwetą. Ginęła w wizualnym gąszczu, zlewała się z otoczeniem. Tu, wyeksponowana w sterylnym, minimalistycznym wnętrzu wystawienniczym, zaczyna przemawiać z ogromną siłą.

Porcelanowe figurki przeszły ewolucję, od użytkowych przedmiotów po wartościowe obiekty kolekcjonerskie. Dziś znajdują się w najważniejszych zbiorach muzealnych i prywatnych w Polsce, a wystawa w Królikarni jest tego najlepszym przykładem. Możliwość podziwiania zbioru w tak szerokiej i kompleksowej odsłonie to wyjątkowa gratka dla miłośników polskiego designu, ale też hołd złożony kunsztowi i wizjonerstwu dawnych projektantów.

Wystawę można oglądać do 25 października.

>>> Wystawy czasowe / Królikarnia

Jacek Borkowski

mecenas kultury


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.