Byki w ciemności. Tajemnice jaskini Lascaux

Nie uprawiali rolnictwa, nie znali koła ani pisma. Zima wiązała się dla nich z ryzykiem wyniszczającego głodu, złamana noga groziła śmiercią, a większość dzieci nie dożywała dorosłości. Mimo to blisko 20 tys. lat temu ludzie znajdowali czas i siły, by uprawiać sztukę. Przedstawiamy historię jaskini Lascaux, której ściany pokrywają malunki z tamtych czasów.

Byki w ciemności. Tajemnice jaskini Lascaux

Wrzesień 1940 roku. Francja od kilku miesięcy liże rany po wojennej klęsce, kraj przecina linia demarkacyjna, a departament Dordogne, w którym leży miasteczko Montignac, trafia do tak zwanej strefy wolnej. Wojna jest wszędzie: w gazetach, w codziennych rozmowach, w historiach ludzi, którzy uciekali z północy. Ale dla grupy nastolatków miejska legenda okazuje się silniejszym magnesem niż cała wojenna rzeczywistość. Gdzieś pod ziemią, na wzgórzu ma być ukryty tajemny korytarz prowadzący do pobliskiego dworu Lascaux, a w nim – skarb.

Siedemnastoletni Marcel Ravidat spaceruje po lesie ze swoim psem. Zwierzę zaczyna węszyć przy otworze w ziemi, który odsłoniło wyrwane z korzeniami drzewo. W najpopularniejszej wersji tej historii pies wpada do głębokiej i ciemnej dziury. Chłopak postanawia zbadać tajemnicze miejsce i wraca tam z trzema kolegami. Poszerzają otwór i jeden po drugim zsuwają się do wnętrza nowo odkrytej przestrzeni. W słabym świetle dostrzegają zadziwiające rysunki – ze ścian i sklepienia patrzą na nich zwierzęta. Czarne sylwetki turów, konie o nienaturalnie wydętych brzuchach, jelenie z porożem przypominającym korony drzew. Wszystko w czerwieniach, żółciach i czerni, na lśniącym, niemal białym tle kalcytowych skał. Chłopcy nie mają pojęcia, że stoją w miejscu, które niedługo świat nazwie „Kaplicą Sykstyńską prehistorii”.

fot. Arzu Çakıra (VOA), edytowane

W małym miasteczku taki sekret nie ma szans długo się zachować. O odkryciu dowiaduje się
nauczyciel chłopców, Léon Laval, który szybko orientuje się, że to nie są tylko dziecięce fantazje.
Już parę dni później do Montignac przyjeżdża ksiądz Henri Breuil – najwybitniejszy wówczas znawca sztuki paleolitu. Towarzyszą mu też inni specjaliści, m.in. kustosz muzeum prehistorii w
pobliskim Les Eyzies. Ocena ekspertów nie pozostawia wątpliwości: znalezisko jest wyjątkowe.
Jaskinia jeszcze w 1940 roku zostaje objęta ochroną jako zabytek.

Badacze początkowo łączyli malowidła ze znacznie starszą kulturą grawecką. Już po wojnie, w 1951 roku, fragmenty węgla drzewnego z najgłębszej części jaskini trafiły do laboratorium Willarda Libby’ego, twórcy świeżo opracowanej metody datowania radiowęglowego, za którą niespełna dekadę później dostał Nagrodę Nobla. Analizy wykazały, że obiekt pochodził sprzed około 15,5 tysiąca lat, co przesunęło Lascaux do kultury magdaleńskiej. Kolejne próbki zebrane przez księdza André Glory’ego wskazywały na historię sięgającą16-17,5 tysięcy lat. Ocena stylu malowideł, a także badania znalezionych narzędzi i warstw ziemi skłaniały naukowców do kolejnych zmian w datowaniu rysunków.

Do podręczników trafiła okrągła, łatwa do zapamiętania liczba: 17 tysięcy lat, mimo iż było wiadomo, że na dokładny werdykt jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Farby z Lascaux to w przeważającej mierze pozbawione węgla pigmenty mineralne, co oznacza, że nie da się datować bezpośrednio samych malunków. Ich wiek szacuje się jedynie, badając przedmioty, które zostawili w jaskini jej dawni goście. Po drugie, wczesne daty podawano w latach radiowęglowych, które nie uwzględniały zmian klimatycznych i zmiennej aktywności promieniowania słonecznego. Po odpowiedniej kalibracji, próbki okazały się wyraźnie starsze.

fot. Arzu Çakıra (VOA)

Współcześnie mówi się o malowidłach sprzed mniej więcej 18-20 tysięcy lat (18.000 – 16.000 lat p.n.e.). Badania i próby dokładniejszych ocen wciąż jeszcze trwają.

Jak wyglądał wtedy świat? Europa wychodziła z najsroższej fazy ostatniego zlodowacenia, ale poziom mórz był nadal o wiele niższy niż dziś, a lód przykrywał jeszcze znaczną część lądu. Po terenach, gdzie można było znaleźć pokarm, wędrowały stada koni, turów, żubrów, jeleni i reniferów. Za nimi szli ludzie. Anatomicznie byli już w zasadzie tacy sami jak my, w starszej literaturze nazywano ich kromaniończykami. Potrafili zrobić sobie odzież ze skór zwierzęcych, a z kości i poroża rzeźbili proste narzędzia. Teraz okazało się jednak, że byli również uzdolnieni plastycznie.

Nie mieszkali w Lascaux. Jaskinię odwiedzali, zdobili jej ściany, ale nie była ich domem. Nie była też jedynym miejscem, w którym malowali. Cała dolina Vézère to prawdziwe zagłębie prehistorii. W okolicach naliczono kilkadziesiąt ozdobionych jaskiń i schronisk skalnych, co stanowi największe takie skupisko w Europie. W 1979 roku Lascaux wraz z czternastoma innymi stanowiskami z tej doliny trafiło na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Warsztat malarza epoki lodowcowej

Łatwo wyobrazić sobie „jaskiniowca”, który maże ścianę palcem umoczonym w błocie. Lascaux taką wizję całkowicie przekreśla. Za malowidłami stoi przemyślana technologia, wiedza o materiałach i zadziwiająco skuteczna organizacja pracy. Pierwsi badacze nadając nazwy poszczególnym częściom jaskini sięgnęli po słownik architektury sakralnej: jest tu Rotunda, Nawa, Absyda. Już samo to mówi wiele o wrażeniu, jakie robiło na ludziach to miejsce.

Paleta barw była ograniczona, ale technika nakładania dość wyrafinowana. Czerwień dawał hematyt i żółć getytowa (oba to związki żelaza obecne w ochrze), a czerń uzyskiwano przede wszystkim stosując związki manganu, bo węgla drzewnego używano bardzo oszczędnie. Grudki barwników kruszono i ucierano na kamiennych paletach, a proszek mieszano z wodą i prawdopodobnie także z gliną lub tłuszczem. Bogata w wapń woda jaskiniowa pomagała w wiązaniu barwników ze skałą.

Farbę nakładano zarówno na mokro – tamponami oraz palcami – jak i na sucho, rysując grudkami pigmentu uformowanymi jak kredki. Stosowano też natrysk: pigment wydmuchiwano przez rurkę z wydrążonych fragmentów kości albo bezpośrednio z ust, uzyskując miękkie, rozmyte plamy przypominające efekt aerografu. Tam, gdzie skała była bardziej miękka, sięgano po krzemienne rylce i wycinano linię w kamieniu.

Światło dawały lampki, w których palił się zwierzęcy tłuszcz. Znaleziono ich w Lascaux kilkadziesiąt, przeważnie prostych, wapiennych. Jedna jest jednak małym arcydziełem: starannie wygładzona, z różowego piaskowca, z wydłużonym trzonkiem. W jej czaszy zachowały się popiół drewna iglastego i zwęglone gałązki jałowca, a na trzonku rozpoznano ryte znaki bliźniaczo podobne do motywów malowanych pod rysunkami na ścianach jaskini.




Lampka tłuszczowa, fot. Sémhur, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Fascynujące jest, jak ówcześni artyści planowali kompozycję przedstawień i jak dojrzale myśleli o przestrzeni, którą zamierzali zdobić. Ściana nie była dla nich płaską kartką, lecz trójwymiarowym podłożem. Wypukłość skały stawała się łopatką lub grzbietem konia, zagłębienie brzuchem, a naturalny próg skalny traktowano jako linię gruntu. Niektóre zwierzęta mają zdublowane nogi lub głowy, co odczytuje się jako zapis ruchu. Część badaczy idzie dalej i sugeruje, że w drżącym świetle lampki takie figury dosłownie ożywały, a my mamy do czynienia z czymś w rodzaju prehistorycznej animacji.

Zadziwiająca jest także skala przedsięwzięcia. Rysunki są umieszczone na dużych wysokościach, włącznie ze sklepieniem jaskini. Budowa rusztowań, przygotowanie barwników, odpowiednie oświetlenie, praca na wysokości w wąskich korytarzach, gdzie nie da się odejść kilku kroków, by spojrzeć na całość – wszystko to wymagało współpracy wielu osób, dobrej organizacji i planowania.

fot. Arzu Çakıra (VOA)

Malarze z Lascaux zanim dotknęli skały musieli nosić w głowie obraz, który chcieli utrwalić. Nie wiemy, kim byli. Nie wiemy nawet, czy dekoracje powstały w stosunkowo krótkim czasie, czy były dziełem wielu pokoleń. Badacze wciąż się o to spierają. Widzimy natomiast, że tworzyli je ludzie posiadający zaskakująco rozwinięty zmysł twórczy.

Zagadki interpretacyjne

Choć emblematem Lascaux jest tur, to wcale nie jest on najczęstszą figurą pojawiającą się na ścianach jaskini. Pierwsze miejsce zajmuje koń z ponad trzystu pięćdziesięcioma wizerunkami. Zaraz za nim znalazły się jelenie, tury, żubry i koziorożce. Pojawia się też kilka kotowatych drapieżników, jeden niedźwiedź, jeden nosorożec. Wszystkie te gatunki rzeczywiście żyły wówczas w okolicy.

fot, DP-WC

Ale to, czego na ścianach nie ma, jest równie wymowne jak to, co na nich się pojawiło. Zabrakło krajobrazów – rzek, lasów, wzgórz i nieba. Praktycznie nie ma też ludzi – jedyna postać przypominająca człowieka ma ptasią głowę i wygląda, jakby przybyła z innego świata. Nie widać też tego, co ludzie jedli i od czego zależało ich przetrwanie, choćby ryb (magdaleńczycy łowili łososie). Renifer pojawia się jeden jedyny raz, mimo że dziewięć na dziesięć zwierzęcych kości znalezionych w jaskini należało właśnie do reniferów.

Malarze z Lascaux nie malowali więc jadłospisu, nie uwieczniali siebie ani swojej codzienności. Nie tworzyli atlasu przyrody. Dokonywali wyboru, a ten wybór musiał coś dla nich znaczyć. Obok zwierząt ciągną się rzędy kropek, kreski, różnego rodzaju kratki i prostokąty. Dla współczesnego widza to abstrakcja. W czasach powstania malunków znaki te były nośnikiem treści, do których klucz niestety już dawno i bezpowrotnie zaginął.

Każde pokolenie badaczy czytało Lascaux po swojemu, a historia tych lektur jest niemal tak fascynująca jak same obrazy. Wielu uczonych pierwszej połowy XX wieku widziało w sztuce jaskiniowej przede wszystkim tematykę myśliwską: namalowanie zwierzęcia, a czasem symboliczne „zranienie” go na ścianie, miało zapewnić powodzenie łowów. Tę hipotezę w przypadku jaskini Lascaux mocno nadwyrężył paradoks reniferów – trudno zrozumieć, dlaczego motywy łowieckie miałaby omijać zwierzę, na które polowano najczęściej.

André Leroi-Gourhan, który zajął się Lascaux w latach sześćdziesiątych, zaproponował lekturę strukturalistyczną. Zauważył, że zwierzęta nie są rozmieszczone przypadkowo, że pewne gatunki regularnie tworzą pary i że układ figur przypomina przemyślany program oparty na dualizmie pierwiastka męskiego i żeńskiego.

Pod koniec XX wieku badacze, bogatsi już o wiedzę o sztuce naskalnej ludu San z południowej Afryki, rozwinęli hipotezę szamańską. Obrazy miałyby być zapisem wizji doznawanych w transie, a geometryczne znaki – echem wzorów, które ludzki mózg wytwarza w odmiennych stanach świadomości. W tym ujęciu człowiek z ptasią głową staje się szamanem w ekstazie, a ściana jaskini membraną oddzielającą świat ludzi od świata duchów.

Szukano też sensu w kolejności, w jakiej nanoszono figury. Tam, gdzie gatunki się nakładają, najpierw malowano konie, potem tury, a na końcu jelenie. Przypisywano też poszczególnym gatunkom cechy pór roku, próbując odczytać z rysunków specyficzną formę kalendarza. Byli też tacy, którzy patrzyli w niebo przekonując, że skupisko kropek nad grzbietem jednego z turów to Plejady, a symbole pod rysunkami są odwzorowaniem jasnych gwiazd letniego nieba. Inni widzieli w znakach i wizerunkach zwierząt kolejne miesiące księżycowe.

Każda z tych teorii mówi coś ważnego o Lascaux, ale równie wiele o czasach, w których powstała. Magia łowiecka odpowiadała wyobrażeniom o „prymitywnym” człowieku jaskiniowym, strukturalizm – intelektualnej modzie lat sześćdziesiątych, szamanizm – fascynacji odmiennymi stanami świadomości, a kalendarze i kody – naszej epoce kodowanych baz danych. Być może najbliżej prawdy jest założenie, że obrazy te pełniły wiele funkcji naraz, a ich sens zmieniał się wraz z kolejnymi pokoleniami, które schodziły do jaskini.

O krok od zniszczenia…

Lascaux udostępniono zwiedzającym 14 lipca 1948 roku, w dniu francuskiego święta narodowego. Turyści ruszyli do Dordogne tłumami. By ich przyjąć, przebudowano wejście, wprowadzono stałe oświetlenie i schody, obniżono też posadzkę. W połowie lat pięćdziesiątych do jaskini wchodziło około 1200 osób dziennie, a w ostatnich miesiącach przed zamknięciem nawet 1800. Oddech każdego z gości ogrzewał powietrze, na butach i ubraniach wnoszono mikroorganizmy. Rosło stężenie dwutlenku węgla i wilgotność, zmieniała się cyrkulacja powietrza. Na ścianach pojawiły się zielone naloty glonów oraz wykwity grzybów. W kwietniu 1963 roku minister kultury André Malraux zdecydował o zamknięciu jaskini dla publiczności.

Zamknięcie nie oznaczało jednak końca kłopotów. W 2001 roku, po wymianie systemu klimatyzacji, jaskinię zaatakowała pleśń. Kilka lat później na ścianach pojawiły się czarne plamy wywołane przez nieznane wcześniej nauce grzyby. W styczniu 2008 roku zastosowano kolejne silne środki biobójcze, a Lascaux zamknięto na kilka miesięcy nawet dla badaczy. Walka z mikroorganizmami zostawiła ślady w postaci ciemnych przebarwień i uszkodzeń pigmentów. Według raportów francuskiego ministerstwa kultury dziś sytuacja jest względnie stabilna. Do jaskini wchodzą jednak wyłącznie strażnicy, naukowcy i konserwatorzy, a ich wizyty ograniczono do niezbędnego minimum.

Przerażające jak blisko byliśmy od utraty cennego dziedzictwa. Przez blisko dwadzieścia tysięcy lat malowidła trwały w ciemności chronione jedynie przez niezmienny klimat jaskini. Wystarczyło piętnaście lat turystyki, by pojawiła się groźba ich zniszczenia. To chyba najbardziej gorzka lekcja z Lascaux: dzieła, które przetrwały epokę lodowcową, mogły nie przetrwać aktywności współczesnego człowieka.

Wilk syty i owca cała

Skoro oryginał pozostaje zamknięty, a ciekawość świata nie słabnie, trzeba było znaleźć sposób, jak zaprezentować zainteresowanym bezcenny dorobek sprzed kilkunastu tysięcy. W 1983 roku w pobliżu prawdziwej jaskini otwarto Lascaux II, wierną replikę wybranych ścian, które odtworzono na podstawie pomiarów fotogrametrycznych. Malarka Monique Peytral przez ponad dekadę odtwarzała figury naturalnymi pigmentami, naśladując techniki paleolitycznych mistrzów.

Replikę odwiedziły miliony osób. Sukces tego przedsięwzięcia sprawił, że w 2012 roku w świat ruszyła objazdowa wystawa Lascaux III, która pokazała wybrane fragmenty jaskini m.in. w Chicago, Brukseli, Szanghaju i Johannesburgu.

Kopia malowideł z jaskini

Najwierniejszą imitacją jest Lascaux IV udostępnione turystom w 2016 roku i obchodzące w tym roku dziesiąte urodziny. Betonowy budynek kryjący wewnątrz niemal pełną replikę jaskini odtworzono na podstawie skanów 3D z dokładnością co do milimetra. Przez blisko trzy lata kilkudziesięciu rzeźbiarzy, modelarzy i malarzy wykonało kopię jaskini i malowideł przy zastosowaniu tych samych pigmentów, którymi posługiwano się przed tysiącami lat.

Wierne repliki znaleziska to kompromis, który pozwala współczesnym zapoznać się z niematerialnym dziedzictwem ludzi sprzed blisko 20 tysięcy lat, pozostawiając w bezpiecznych warunkach ich oryginalny dorobek. Przetrwanie dzieła bez wątpienia jest ważniejsze niż dostęp do niego szerokich rzesz turystów.

Francuskie ministerstwo kultury udostępnia bezpłatny wirtualny spacer po jaskini w serwisie La grotte de Lascaux – oparty na trójwymiarowym modelu, z komentarzami naukowymi i szkicami ułatwiającymi odczytanie trudnych do zauważenia konturów

Jacek Borkowski


Opublikowano

w

,

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.