Błękit cenniejszy niż złoto. Sekret najdroższego koloru w dziejach sztuki

Przez kilkaset lat najpiękniejszy błękit w europejskim malarstwie pochodził z jednego tylko miejsca na świecie – z jaskiń wykutych w skałach dzisiejszego Afganistanu. Był rzadziej spotykany i droższy niż złoto, więc malarze dawkowali go jak skarb, a w umowach z mecenasami wpisywano go jako osobną pozycję, niczym kosztowny kruszec. Mowa o ultramarynie – pigmencie, którego sama nazwa kryje już część jego ciekawej historii.

Błękit cenniejszy niż złoto. Sekret najdroższego koloru w dziejach sztuki
Szata Marii w intensywnej ultramarynie – klasyczny motyw ikonograficzny

Kamień zza morza

Ultramaryna powstawała z lapis lazuli – półszlachetnej skały o intensywnie niebieskiej barwie, za którą odpowiada minerał lazuryt. Najlepszy surowiec sprowadzano z kopalni Sar-e-Sang w górzystym Badachszanie, w dzisiejszym północno-wschodnim Afganistanie. Droga do Europy wiodła Jedwabnym Szlakiem, a kamień docierał głównie do Wenecji – stąd łacińska nazwa ultramarinus, czyli „zza morza”.

Sam transport to jednak dopiero początek. Surowej skały nie dało się po prostu zemleć: lazuryt jest zanieczyszczony kalcytem (białe smugi) i pirytem (złote drobinki), które rozjaśniają lub zazieleniają kolor. Aby wydobyć czysty błękit, proszek trzeba było wielokrotnie ugniatać z woskiem i żywicą oraz płukać – proces trwał nawet kilkanaście dni. Uzyskiwano w ten sposób niewielkie ilości pigmentu o oszałamiającej czystości. Nic dziwnego, że w epoce renesansu uncja najlepszego lapis lazuli potrafiła kosztować więcej niż uncja złota.

Lapis lazuli, ultramaryna
Lapis lazuli, fot. Lech Darski, CC BY-SA 4.0 Wikimedia Commons

Cena szła w parze z prestiżem. Średniowieczny teoretyk Cennino Cennini w swoim podręczniku malarskim nazwał ultramarynę barwą najszlachetniejszą i najdoskonalszą ze wszystkich. Z tego połączenia kosztu i piękna wzięła się tradycja, która przetrwała stulecia: błękit rezerwowano niemal wyłącznie dla najważniejszych postaci – Maryi i Chrystusa – gdzie symbolizował niebo, boskość i czystość.

Błękit i sztuka
Giotto di Bondone, Opłakiwanie Chrystusa, ok. 1305

Giotto i niebo pełne gwiazd

Kaplica Scrovegnich w Padwie zapiera dech w piersiach. Sklepienie Giotta, gęsto rozsiane złote gwiazdy na tle nieziemsko głębokiego błękitu, to wizja nieba, która od premiery w 1305 roku zachwyca kolejne pokolenia. Fundator, Enrico Scrovegni, nie skąpił grosza, a najdroższym składnikiem całego cyklu była właśnie ultramaryna z afgańskiego lapis lazuli.

Giotto, freski Kaplicy Scrovegnich w Padwie (ok. 1305). Sklepienie pełne złotych gwiazd na tle głębokiego błękitu ultramaryny.
Giotto, freski Kaplicy Scrovegnich w Padwie (ok. 1305). Sklepienie pełne złotych gwiazd na tle głębokiego błękitu ultramaryny.

Większość fresków powstaje na świeżym (a fresco), mokrym tynku, ale ultramaryny nie dało się nakładać w ten sposób. Giotto malował nią na sucho (a secco), już po wyschnięciu ściany. To piękne, lecz nietrwałe rozwiązanie, dlatego część błękitów z czasem się złuszczyła się i wyblakła, przysparzając konserwatorom niemałych problemów. Mimo to padewskie niebo wciąż należy do najsłynniejszych błękitów w historii sztuki – po części właśnie dlatego, że pokrycie tak ogromnej powierzchni tym kolorem było w średniowieczu gestem niesamowitego luksusu.

Tycjan: błękit w roli głównej

Jeśli istnieje jeden obraz, na którym ultramaryna gra główną rolę, to jest nim „Bachus i Ariadna” Tycjana. Płótno powstało dla księcia Ferrary Alfonsa I d’Este i ilustruje moment, w którym bóg wina zakochuje się od pierwszego wejrzenia w porzuconej przez Tezeusza Ariadnie. Kompozycja dzieli się na dwie części, dwa trójkąty, które wyznacza wyobrażona przekątna. Po jednej stronie znajduje się kipiący ruchem orszak w ciepłych brązach i zieleniach, po drugiej – niebo o porażającej barwą intensywności.

Tycjan, Bachus i Ariadna 1520–1523
Tycjan, Bachus i Ariadna 1520–1523

Analizy pigmentów przeprowadzone przez naukowców potwierdziły, że Tycjan użył tu naturalnej ultramaryny, zarówno malując niebo, jak i szatę Ariadny. Bez oszczędzania, bez rozcieńczania tańszymi pigmentami. Jedynie dalszy, lekko zielonkawy pejzaż namalowano tańszym azurytem; różnicę widać gołym okiem. To świadomy zabieg: najszlachetniejszy kolor dostał najważniejsze partie obrazu. Kontrast z ciepłymi barwami sprawia, że błękit wręcz pulsuje.

Vermeer i błękit, na który nie powinno go być stać

Johannes Vermeer zostawił po sobie kilkadziesiąt znanych obrazów słynących z kolorów tak czystych, że trudno od nich oderwać wzrok. Sięgał po naturalną ultramarynę wyjątkowo często, choć była najdroższym pigmentem, jaki można było wówczas kupić. Jak skromnie sytuowany malarz z Delft mógł sobie na to pozwolić – pozostanie prawdopodobnie na zawsze zagadką.

„Widok Delft” to jego jedyna panorama miasta i zarazem dowód, jak daleko potrafił się posunąć w stosowaniu cennego barwnika. Analizy konserwatorskie wykazały, że ultramaryna pojawia się nie tylko w błękicie, ale i w białych chmurach, w cieniach murów oraz w dachach domów.

Johannes Vermeer, „Widok Delft", ok. 1660
Johannes Vermeer, „Widok Delft”, ok. 1660

Vermeer „dosypywał” cennego pigmentu, by uzyskać chłodną, perłową głębię światła. Ten sam pigment, w najwyższym gatunku, badacze odnaleźli w turbanie „Dziewczyny z perłą”. U Vermeera ultramaryna przestaje być więc oznaką świętości, a staje się narzędziem do malowania samego światła, kolejnym pigmentem stanowiącym składową wielu barw. Ta rozrzutność miała jednak swoją cenę. Gdy zmarł w 1675 roku, zostawił żonę i dzieci niemal bez pieniędzy i z długami. Choć trzeba dodać, że winne temu były też inne czynniki, zwłaszcza gwałtowne załamanie gospodarcze w 1672 roku.

Van Gogh i koniec ery luksusu

Ponad dwieście lat później w „Gwiaździstej nocy nad Rodanem” z 1888 roku Vincent van Gogh maluje nocne niebo i jego odbicia w rzece, łącząc – jak potwierdza Musée d’Orsay – błękit pruski, kobaltowy i ultramarynę. Ten sam zestaw trzech błękitów powraca w jego najsłynniejszej „Gwiaździstej nocy” z 1889 r.: badania multispektralne wykazały, że głębokie niebo wokół gwiazd to przede wszystkim ultramaryna.

Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc nad Rodanem
Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc nad Rodanem

Tyle że to już zupełnie inna ultramaryna. W 1828 roku francuski chemik Jean-Baptiste Guimet opracował jej syntetyczny odpowiednik – „ultramarynę francuską” o równie głębokiej barwie, lecz produkowaną z tanich składników. Błękit, który kiedyś rezerwowano dla Madonny, w ciągu jednego pokolenia stał się powszechnie dostępny. To umożliwiło van Goghowi i impresjonistom swobodę stosowania niebieskich tonów, o jakiej dawni mistrzowie mogli tylko marzyć. Prace nad poszukiwaniem głębi kolorystycznych tonów nie ustawały – w styczniu 1957 roku w Mediolanie Yves Klein zaprezentował własny odcień – International Klein Blue – który uznał za najbardziej niebieski ze wszystkich błękitów.

Dziś wszelkie odmiany błękitu mamy na wyciągnięcie ręki, ale magiczna aura obrazów dawnych mistrzów nie przestaje działać. Oczywiście nie za sprawą samej ultramaryny, bo bez talentu artystów i genialnego pociągnięcia pędzlem prace te nie robiłyby na widzach aż takiego wrażenia. Ale świadomość, że stojąc przed obrazami Tycjana czy Vermeera patrzymy na błękit uzyskany ze skały, która przemierzyła pół świata, by rozbłysnąć na płótnie, potęguje fascynację tymi dziełami.

Jacek Borkowski


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.