„Malarze holenderscy malowali ludzi starych i pokurczonych”, jak głosi słynny cytat. Holendrów wyprzedził wszakże niderlandzki malarz Quentin Massys. Jego „Brzydka księżna” to portret starej kobiety, która zapewne niebawem będzie pokurczona, jednak stanowczo nie akceptuje zastanej rzeczywistości. Pięćset lat po powstaniu obrazu, wciąż nie wiemy, kim była bohaterka dzieła. Nie mamy nawet pewności, czy przypadkiem nie była mężczyzną.

W 1509 roku niderlandzki filozof i uczony Erazm z Rotterdamu napisał traktat filozoficzny „Pochwała głupoty”. Traktat był tak naprawdę satyrą na renesansowe społeczeństwo, którego przywary Erazm soczyście opisywał. Czołowy humanista renesansu przekonywał w nim, że źródłem ludzkiego szczęścia jest głupota właśnie, a wiedza przynosi jeno zgryzotę i przedwczesny zgon. W świecie na opak opisanym przez Erazma to głupota i wszelkie związane z nią przywary dają ludziom prawdziwe zadowolenie z życia.
Tekst pokazywał m. in. głupotę stojących nad grobem mężczyzn wiążących się z nastolatkami i akceptujących niewierność swoich młodych żon. Ale i kobiety dostają za swoje. „Lecz to wszystko niczem jest w porównaniu z owemi staremi zalotnicami, co to przez starość będąc prawie martwe, podobniejsze do trupa niż do obrazu człowieka, tak, iż zdaje się, jakby z tamtego wróciły świata (…) starannie tynkują twarz swoję, patrzą się bezustannie w lustro, siwe sobie wydzieżgają włosy, wdzięczą się, mizdrzą się, zwiędłe i obwisłe wystawiają piersi, a drżącem lecz lubieżnym skomleniem raczej niż śpiewem, silą się już stygnącą rozniecić pożądliwość (…). Sprawiedliwie śmieją się z tego wszyscy, jak z największego głupstwa, a one przyklaskują sobie, największem poją się szczęściem i w miodowej rozpływają się rozkoszy.” Jak by nie patrzył – Erazmowa „stara zalotnica” to wypisz wymaluj „brzydka księżna” z obrazu Quentina Massysa, nieświadoma swojej śmieszności, a jednak – z powodu głupoty – zapewne dość zadowolona z życia.
Malarz, który lubił groteskę
Quentin Massys urodził się w Louven (dzisiejsza Belgia) w 1465 roku, zmarł w 1530 roku w Antwerpii. Jego ojciec był wziętym kowalem, ale Quentin wykręcił się z rodzinnego interesu, przez co Louven prawdopodobnie straciło utalentowanego kowala, ale sztuka europejska zyskała niepospolitego malarza. Jako dwudziestopięciolatek artysta osiedlił się w Antwerpii, stając się jednym z pierwszych malarzy tzw. antwerpskiej szkoły manieryzmu gotyckiego. Ten nurt w malarstwie oczywiście nie miał związku z późniejszym manieryzmem, który wieńczył renesans, a był raczej reakcją na wcześniejszy, hieratyczny styl gotyckich malarzy niderlandzkich.

Malarstwo Massysa było więc swoistym połączeniem schyłkowego gotyku i rodzącego się renesansu. Jego obrazy to często religijne, realistyczne przedstawienia o bogatej kolorystyce, pełne precyzyjnie oddanych detali – przede wszystkim w biżuterii, stroju i ornamentyce. Massys stosował zasady perspektywy, potrafił też pokazać indywidualizm i religijną ekspresję swoich bohaterów. W jego obrazach religijnych dostrzegamy ewidentne wpływy wcześniejszych mistrzów niderlandzkich, ale także niemieckich czy włoskich malarzy renesansowych.

Jednak nie tylko religijne emocje widzimy na twarzach Massysowych postaci. Częstym elementem jego kompozycji jest groteska – malarz nie boi się umieszczać karykaturalnych przedstawień nawet w obrazach sakralnych. Jego święci są pełni wyrafinowanej melancholii, oprawcy i kaci mają przerysowane grymasy i wykonują teatralne gesty, bankierzy patrzą z czułością na monety, a starcy z niepełnym uzębieniem obłapiają młode dziewczyny.
Najbrzydsza księżna w sztuce
Tę satyryczną manierę znajdziemy także – a może przede wszystkim – w „Brzydkiej Księżnej”. I choć to chyba najbardziej znany obraz Quentina Massysa, niewiele o nim wiemy. Powstał około 1513 roku, a więc w czasach, kiedy malarz od kilkunastu lat mieszkał w Antwerpii. I to jest w zasadzie jedyny konkret, dotyczący portretu. Tajemnicą pozostaje, dla kogo został namalowany i kogo przedstawia. Wiemy jednak, że dzieje się tu coś bardzo dziwnego…

Portret to przedstawienie starej kobiety, której brzydota jest wynikiem nie tylko upływającego czasu. Jej wizerunek został celowo przerysowany dla zwiększenia groteskowego efektu. Pomarszczona skóra zwisa fałdami dookoła szyi, zaciśnięte wargi wydają się zasłaniać bezzębne szczęki, czepiec przykrywa czubek głowy, który wygląda na bezwłosy. Wielkie uszy, zniekształcona górna szczęka i przesunięty w górę nos z rozszerzonymi nozdrzami, plamy i brodawki na wydłużonej, owalnej twarzy – wszystko to sprawia wrażenie, że widzimy tu raczej męską a nie kobiecą twarz. Tym bardziej zadziwiają wyeksponowane ponad ówczesne zasady przyzwoitości mocno przywiędłe piersi modelki, ściśnięte i podniesione ciasnym gorsetem.
Babcia w sukience ze studniówki
Wiek i nienachalna uroda kobiety mocno kontrastują z jej bogatym ubiorem. Dama ma haftowane, rozbudowane nakrycie głowy zwane eskofionem bądź czepcem siodłowym. Złota brosza spina czepiec z dużym, białym welonem, który opada z tyłu na plecy i ramiona kobiety. Granatowa suknia z mocno zasznurowanym gorsetem prezentuje głęboko wycięty dekolt podszyty białą marszczoną tasiemką. Niewątpliwie mamy do czynienia z arystokratką. W słusznym wieku, ale z arystokratką.
Współczesny widz może jednak nie dostrzec kilku szczegółów, które na pewno były widoczne dla szesnastowiecznych odbiorców dzieła. Nasza modnisia ma na sobie strój, który mógł zrobić furorę, lecz niestety w wieku piętnastym. Zarówno eskofiony, jak i suknie tego kroju noszone były przez bogate arystokratki na dworze burgundzkim, tyle że kilkadziesiąt lat wcześniej, zapewne w latach młodości bohaterki obrazu. Całości dramatu dopełnia rachityczna, nierozwinięta róża w prawej ręce kobiety. Czerwony kwiat, który zazwyczaj dzierżył mężczyzna, był symbolem narzeczeństwa bądź zalotów. Ten szczegół dodatkowo podkreśla satyryczny charakter portretu, jeszcze bardziej ośmieszając bohaterkę.

Chłop czy chora baba, a może sakwa z gęby?
Tożsamość bohaterki obrazu pozostaje tajemnicą do dziś, choć powstało kilka koncepcji na temat tego, kogo przedstawia portret. Kobieta miała być królową Tunisu, znajomą Leonarda da Vinci, a nawet „najbrzydszą kobietą świata”. Wedle tej ostatniej teorii sportretowaną osobą była hrabina Małgorzata z Tyrolu, zwana Maultasch (czyli sakwa z gęby). Historie o rzekomej brzydocie hrabiny, jak i jej nieprzyzwoity przydomek oznaczający po prostu kurtyzanę, były jednak wymysłem kościelnych kręgów, którym Małgorzata podpadła, oddalając pierwszego męża i wchodząc w nowy związek będący czymś w rodzaju małżeństwa cywilnego. Poza tym hrabina zmarła półtora wieku przed powstaniem portretu, stąd jej obecność na obrazie Massysa jest mało prawdopodobna.
W 2008 roku pojawiła się kolejna propozycja. Angielscy chirurdzy – Michael Baum i Christopher Cook – stwierdzili, że namalowana na obrazie kobieta była w zaawansowanym stadium choroby Pageta. W przebiegu tego schorzenia dochodzi do zaburzeń procesów tworzenia i wchłaniania kości, co sprawia, że niektóre z nich są przerośnięte i zdeformowane. Powiększone szczęki kobiety, zdeformowana górna warga i broda a także nienaturalnie uniesiony nos miały wskazywać na to schorzenie. Teoria sugerowałaby, że zainteresowany brzydotą Massys być może sportretował konkretną kobietę rzeczywiście cierpiącą na chorobę Pageta.
Jeszcze inną koncepcję wysunęli niedawno pracownicy National Gallery w Londynie, gdzie obraz znajduje się na stałe. Emma Capron, jedna z najlepszych na świecie ekspertek od sztuki średniowiecznej, zdecydowanie odrzuca teorię chirurgów i twierdzi, że Massys w rzeczywistości namalował mężczyznę w kobiecej garderobie. Zainteresowanie malarza brzydotą, dziwactwami i groteską obejmowało również tradycje karnawałowe, podczas których mężczyźni przebierali się za młode kobiety. I te właśnie zabawy – według Capron – były inspiracją dla Massysa. Niezbyt ponętne, jednak prawdziwe piersi bohatera obrazu miałyby być osobistą fantazją autora obrazu. W dobie popularności kultury woke powyższa transwestycka koncepcja zyskuje na popularności, jednak zapewne za jakiś czas przepadnie, podobnie jak wszystkie poprzednie.
Alicja spotyka Księżnę
Nawet jeśli nigdy nie byliście w National Gallery w Londynie i nie widzieliście „Brzydkiej Księżnej”, ten wizerunek może wydawać się znajomy z czasów bardziej współczesnych. W istocie kobieta z obrazu Quentina Massysa posłużyła XIX-wiecznemu ilustratorowi Johnowi Tennielowi jako wzór do postaci Księżnej w „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla.

Księżna opisana przez Carrola jest dziwaczną kobietą o podwójnej osobowości. Potrafi być agresywna i nerwowa, ale także miła i rozmowna. Postać Księżnej bywa interpretowana jako dziecięce postrzeganie dorosłych, tajemniczych i niestabilnych emocjonalnie, którzy z ponurego nastroju przechodzą w protekcjonalną czułość w nieprzewidywalnych momentach. Autor polecił Tennielowi przedstawić Księżnę jako „niewymownie brzydką”, co też ten uczynił, rysując ją jako szpetną, odrażającą kobietę z nieproporcjonalnie dużą głową. Wykorzystanie malowidła niderlandzkiego malarza jako inspiracji do tej postaci już na zawsze uczyniło kobietę z obrazu Massysa „Brzydką Księżną”.
Jolanta Boguszewska