W 1876 roku jedna z rzymskich galerii pokazała „Pochodnie Nerona”, obraz namalowany przez Henryka Siemiradzkiego. To ogromnych rozmiarów płótno otworzyło malarzowi drzwi do kariery. Rozgłosu wystawie nadało zdarzenie, które odbiło się szerokim echem w ówczesnej prasie – przed obrazem zmarł znany architekt. Odtąd przed Pochodniami Nerona pojawiały się tłumy.

Obraz ma 385 cm wysokości i 705 cm szerokości. To prawie cztery metry w pionie i ponad siedem w poziomie – jest tak ogromny, że trzeba odsunąć się od niego na kilka kroków, żeby ogarnąć go wzrokiem. Można przy nim spędzić wiele kwadransów i wciąż znajdować nowe szczegóły.
Scena rozgrywa się w ogrodach pałacu Nerona. Rzymska noc, rok sześćdziesiąty czwarty. Cesarz, oskarżony przez lud o podpalenie Rzymu, znalazł kozła ofiarnego – chrześcijan. Skazani zostali rozebrani i przywiązani do drewnianych słupów oblanych smołą, które ustawiono wzdłuż alei pałacowych. Mieli stać się żywymi pochodniami oświetlającymi cesarski bankiet. Siemiradzki maluje moment tuż przed egzekucją. Pochodnie jeszcze nie płoną, ale już stoją w gotowości.
Po lewej stronie widzimy schody pałacu i kłębiący się tłum – patrycjusze, niewolnicy, kobieta z lirą, gladiator w pełnym rynsztunku, muzycy, bachantki z winem. Pośrodku na lektyce spoczywa sam Neron. Jest znudzony, leniwie zerka w stronę pali. Tłum dookoła rozmawia, śmieje się, je. Wieczór jak każdy inny – tyle że z dodatkową rozrywką.

Po prawej – ofiary. Pierwsza para, mężczyzna i kobieta, których prasa XIX-wieczna lubiła odczytywać jako ojca i córkę, czekają spokojnie, z uniesionymi głowami. Nie krzyczą, nie błagają o łaskę. Siemiradzki nie ukazuje samego męczeństwa, krwi i krzyku, tylko moment tuż przed egzekucją. Wszyscy wiedzą, co stanie się za chwilę. Jeszcze tylko ostatni oprawca otrzyma płonące polano i rozpocznie się to potworne widowisko. Oczekiwanie na wykonanie wyroku, świadomość, że wkrótce wszyscy oskarżeni będą konać, buduje wśród oglądających ogromne napięcie.

Siemiradzki inspirował się prawdopodobnie literaturą. W połowie XIX wieku Europa odkrywała wczesne chrześcijaństwo na nowo – i to nie jako pobożną legendę, ale jako temat historyczny. Stało się tak za sprawą m.in. Ernesta Renana, francuskiego historyka, orientalisty i badacza historii religii. W 1863 roku wydał on Życie Jezusa, książkę, która podzieliła czytelników, bo opisała Chrystusa jako postać historyczną, a nie boską. Wywołał tym solidny skandal, ale odniósł też niesłychany sukces – jego siedmiotomową Historię początków chrześcijaństwa czytano w salonach Paryża, Berlina i Petersburga, była prawdziwym bestselerem. Czwarty tom serii, Antychryst, ukazał się w 1873 roku i był poświęcony prześladowaniom chrześcijan za czasów Nerona. Siemiradzki tę książkę znał, zapewne była dla niego źródłem inspiracji. Zresztą nie tylko dla niego, dwie dekady później sięgnął po nią, pisząc Quo vadis, Henryk Sienkiewicz.
Bardzo prawdopodobnym źródłem inspiracji była również powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego Rzym za Nerona, której pierwsze wydanie książkowe ukazało się w 1866 roku. Siemiradzki znał Kraszewskiego osobiście, odwiedził go w Dreźnie, korespondowali, byli przyjaciółmi. Powieść była już na rynku, gdy malarz zabierał się do pracy nad swoim największym płótnem. Pozostaje jeszcze Tacyt. Rzymski historyk, autor Roczników, jest jedynym antycznym źródłem opisującym kaźń chrześcijan po pożarze Rzymu. Siemiradzki czytał Tacyta i przeglądał ryciny, dlatego każdy szczegół jego obrazu, od skomplikowanych strojów po fryzury i lektyki, był skrupulatną rekonstrukcją dokonywaną według antycznych źródeł.
Rzymski debiut, czyli śmierć przed obrazem
W 1876 roku Siemiradzki, malarz jeszcze młody, ale cieszący się coraz większą sławą, zaprezentował rzymskiej publiczności Pochodnie Nerona. Dochód ze sprzedaży biletów przekazał na cele dobroczynne, co dodatkowo zjednało mu sympatię włoskich kół artystycznych. Sukces był wyjątkowy! Krytyka była przychylna, galerię odwiedzały tłumy, a dodatkowo stało się coś, co zamieniło wydarzenie artystyczne w głośną sensację brukową – przed płótnem zmarł człowiek…
Nazywał się Enrico Alvino, był znanym neapolitańskim architektem. Wedle ówczesnych relacji dziennikarskich, stojąc przed Pochodniami Nerona, doznał ataku serca i zmarł na miejscu. Sugerowano, że śmierć miała związek z reakcją na obraz. L’Illustrazione Italiana, czołowy włoski tygodnik ilustrowany, opublikował nawet drzeworyt przedstawiający martwego architekta leżącego u stóp obrazu. Rzymska prasa pisała o tym przez tydzień, a ludzie zaczęli wręcz szturmować galerię. Już nie tylko z miłości do sztuki, ale też z czystej ciekawości.

Siemiradzki został rozpoznany jako mistrz akademizmu, a włoska prasa pisała o nim w samych superlatywach. Przed Pochodniami Nerona pojawiła się szansa na europejskie tournée.
Triumfalny pochód
Obraz wystawiany był w Monachium, Berlinie i kilku innych miastach niemieckich, następnie ruszył do Petersburga, Lwowa, Warszawy, Krakowa. Wszędzie witały go tłumy, pisano świetne recenzje, a wszystko to w atmosferze sensacji. Punktem kulminacyjnym była Wystawa Światowa w Paryżu w 1878 roku, na której Siemiradzki otrzymał za Pochodnie złoty medal. Trzeba sobie uświadomić skalę tego wydarzenia. Wystawa Światowa była najważniejszą imprezą artystyczną stulecia. Siemiradzki w wieku trzydziestu czterech lat znalazł się więc na samym szczycie. Niewielu polskim malarzom XIX wieku udało się osiągnąć aż taki rozgłos – i to za sprawą w zasadzie jednego obrazu.
Po drodze jego mniejsze prace kupowali bankierzy z Londynu, ziemianie z Galicji, kolekcjonerzy z Petersburga. Jednak Pochodnie Nerona, mimo tak oszałamiającego sukcesu, nie znalazły kupca przez kilka lat. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku, ponad sto lat po triumfie Siemiradzkiego, polscy badacze przeszukujący archiwa w Petersburgu natknęli się na list. Pisał go Henryk Siemiradzki do cara Rosji, Aleksandra II. Proponował władcy kupno Pochodni Nerona za pięćdziesiąt tysięcy rubli – znaczną, ale nie astronomiczną sumę. Malarz deklarował nawet, że jest gotów przyjąć zapłatę w ratach. Car jednak odmówił. Wcześniej w Polsce krążyła inna wersja tej historii. Według niej to car zabiegał o zakup obrazu, a Siemiradzki – polski patriota – zniechęcił go w ostatniej chwili i przekazał obraz władzom miasta. Anegdota piękna, budująca, ale jednak nie do końca prawdziwa.

fot. Marcin Szala, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
Obraz zbierał pochwały, choć nie brakło też słów krytyki, zwłaszcza ze strony zwolenników realizmu. Zarzucano malarzowi, że na twarzach portretowanych brakuje emocji, że zbyt mały jest ładunek ekspresji. Malarz Tadeusz Pruszkowski pisał: „Podejmując nawet tragiczne w zasadzie tematy (…) odwraca Siemiradzki oczy widza od okrucieństwa tych scen, rzecz odbywa się tak ładnie i przyjemnie, że czujemy się nieledwie po stronie katów, którzy sobie i nam (pośrednio przez malarza) zgotowali tak przyjemne widowisko”. Podobnie Stanisław Witkiewicz poddał krytyce obojętne fizjonomie bohaterów, mdły wyraz męczenników zawieszonych na zbyt wątłych słupach i katów podkładających ogień, który… „wystarczyłby zaledwie dla usmażenia kawałka polędwicy”. Pochodnie były jednak stworzone przez przedstawiciela akademizmu, który wierzył w sztukę rozumianą jako popis erudycji i mistrzostwa.
Bal pod hasłem „Pochodnie”
Październik 1879 roku, Kraków. W odrestaurowanych właśnie Sukiennicach trwają obchody pięćdziesięciolecia pracy literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego. To wielkie wydarzenie. Do Krakowa, wówczas pod zaborem austriackim, zjeżdżają Polacy z pozostałych zaborów. Z Rzymu przyjeżdża Henryk Siemiradzki.
Trzeciego października 1879 roku odbywa się oficjalne otwarcie nowych Sukiennic. Dwa dni później, piątego października, na wielkim balu Siemiradzki podchodzi do prezydenta Krakowa Mikołaja Zyblikiewicza i wygłasza krótkie oświadczenie, które przejdzie do historii:
„Ponieważ pan prezydent był tyle łaskaw, że odstąpił mi jedną ścianę w Sukiennicach, przeto zawieszę na niej moje »Pochodnie Nerona«, ofiarując je krajowi z tem przeznaczeniem, aby w Sukiennicach były umieszczone”.
Wywołało to ogromną ekscytację. Prezydent Zyblikiewicz kazał natychmiast rozwiesić w mieście afisze informujące o darze. Mieszkańcy Krakowa zebrali się na placu Szczepańskim, zapalili pochodnie i przeszli z nimi przez miasto aż pod hotel w którym mieszkał Siemiradzki.
Siódmego października 1879 roku Rada Miasta Krakowa formalnie powołała Muzeum Narodowe. Najstarsze polskie muzeum tego typu. Pochodnie Nerona są do dzisiaj jedną z atrakcji tego muzeum. Numer inwentarzowy – pierwszy!
Jacek Borkowski
mecenas kultury

