Pianohooligan bierze na warsztat biblijne psalmy

Minęło już parę dni od koncertu Piotra Orzechowskiego, znanego również jako Pianohooligan i wokalistki Natalii Kordiak, na którym artyści wykonywali najnowszy projekt pianisty, „Psalmy”. Czas mija, a wrażenia z tego wieczoru pozostają świeże i niezatarte. Nic dziwnego, rzecz jest wyjątkowa.

Tomasz Orzechowski i Natalia Kordiak - Pianohooligan bierze na warsztat biblijne psalmy
fot. DlaKultury.pl

Na początku pojawił się dźwiękowy patchwork. Tony, zdawałoby się przypadkowe, tworzone na poczekaniu. Różnej wysokości, różnej jakości, różnej artykulacji. Pianista wydobywał z fortepianu dźwięki gładkie, chropowate, szarpane, rozciągnięte, dramatyczne, łkające i śpiewne. Wykorzystywał nie tylko klawiaturę, grał również bezpośrednio na strunach. A ludzki głos naśladował kolejne brzmienia. Z czasem jednak zaczął się pojawiać odwrotny kierunek interakcji – to wokalistka próbowała wymusić na pianiście konkretny efekt czy frazę. I bywało, że jej się udało, choć nie bez oporu.

Po koncercie siedząca obok mnie kobieta rzuciła do swojej współtowarzyszki, że było ciekawie, ale wstęp okazał się zupełnie niepotrzebny. Zakładam jednak, że był nośnikiem treści i sensu. W końcu to wprowadzenie do psalmów. Można go w tym kontekście odebrać jak moment kreacji – oto człowiek, stworzony przez Boga na jego podobieństwo, nabiera krok po kroku jego cech. Ten proces nauki, tu zobrazowany dźwiękowo, postępuje, aż ostatecznie istota ludzka zaczyna się usamodzielniać i wchodzi w dyskusję z twórcą, próbując przekonać go do swoich racji. W kulturze żydowskiej, starotestamentowej, zdarza się człowiekowi dyskutować z Bogiem, przekomarzać, starać się coś wymóc. I tu nieśmiało powołana do życia istota bada, na ile może sobie pozwolić. To te momenty, w których wokalistka próbuje wymóc na pianiście reakcje. Ostatecznie ludzka myśl usamodzielnia się, czego owocem są wyśpiewywane przez człowieka psalmy.

Pianohooligan bierze na warsztat biblijne psalmy - DlaKultury.pl

Jest jednak jeszcze inny możliwy sens tego wstępu – wprowadzenie słuchaczy w muzyczną stylistykę wieczoru, wyrwanie ze schematów, z oczekiwań, które może sugerować tradycyjna melodyka psalmów. Bo przecież materia dźwiękowa, jaką ten duet zaserwował podczas występu w foyer warszawskiego Teatru Studio, nie miała nic wspólnego ze śpiewnymi frazami. Słuchaliśmy okrzyków, podszeptów, poświstów, cmoknięć. Ale i muzyczne motywy były zupełnie nieoczywiste, odległości między dźwiękami nie były intuicyjne, naturalne dla ucha, harmonia nie niosła ukojenia, nie było tu miejsca na typowe rozwiązania akordów, na które przeciętny słuchacz podświadomie czeka. Jedynie chwilami, przelotem, wyłaniały się motywy ubrane w strzępy melodii, by za chwilę ponownie rozpłynąć się w przestworzach innego muzycznego świata. Zanurzyliśmy się w zupełnie nowej przestrzeni dźwiękowej.

Psalmy podane w tej formule odbiera się zupełnie inaczej. Pewne myśli są starannie wyeksponowane, inaczej rozłożone są akcenty. Treść zyskuje na znaczeniu. Pieśni – modlitwy pochwalne, błagalne, dziękczynne, pokutne niosą niezwykle emocjonalny przekaz. Uwydatnia się tu ich liryzm, a ludzka istota jawi się jako byt niezwykle kruchy i godny współczucia, ale też w gruncie rzeczy poczciwy, łaknący miłości i akceptacji.

Człowiek opowiada Bogu o swoich udrękach i cierpieniu, żaląc się, że nikt inny na niego nie zwraca już uwagi. Kiedy indziej szuka uznania u Stwórcy, zapewniając o swoim bezgranicznym oddaniu. Jest bezsilny, nie obejmuje rozumem tego, co zostało mu objawione, ale próbuje pojąć to sercem. „Panie, przenikasz i znasz mnie, / Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. / Z daleka przenikasz moje zamysły, / widzisz moje działanie i mój spoczynek / i wszystkie moje drogi są Ci znane. / Choć jeszcze nie ma słowa na języku: / Ty, Panie, już znasz je w całości. / Ty ogarniasz mnie zewsząd / i kładziesz na mnie swą rękę. / Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, / zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć”.

Człowiek jawi się jako istota oddana, bezwolna i bezgranicznie ufna. W muzycznej wizji psalmów stworzonej przez Piotra Orzechowskiego podkreślona jest intymna relacja ludzi z Bogiem. Niemała tu zasługa Natalii Kordiak, która wykorzystuje wszelkie możliwe środki, by ten przekaz właściwie zaprezentować. Gdy mowa o ostatnim tchnieniu, wysyca dźwięk powietrzem. Bawi się rytmem, swobodnie porusza się po nietypowych interwałach. Jej wokalizy pozostają spójne z linią fortepianu. Raz jej głos jest ciepły i matowy, kiedy indziej szorstki, chropowate dźwięki przeplatają się z jasnymi, silnymi, mocno osadzonymi tonami. Jej możliwości są niewyczerpane. I – co niezwykle istotne – doskonale rozumie estetyczną wizję kompozytora.

„Psalmy” to coś zupełnie nieoczywistego, jak zresztą cała twórczość Piotra Orzechowskiego. Nie da się powiedzieć, że gra jazz, albo że wykonuje klasyczną muzykę współczesną. I choć jest paru innych muzyków, których również trudno jest zaszufladkować, jego podejście do sztuki jest zupełnie, ale to zupełnie niestandardowe.

Orzechowski jest nie tylko utalentowanym pianistą, improwizatorem i kompozytorem, ale też filozofem z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. To intelektualne podejście słychać w jego muzyce, ale i w wypowiedziach, które krążą po sieci. Czego się z nich dowiadujemy? Przede wszystkim, że wolność i swoboda w muzyce jazzowej jest niezwykle cenna, ale potrzeba elementu samokontroli i świadomości celu, jaki się chce osiągnąć. Że zasady należy bezwzględnie łamać, ale jednocześnie trzeba do nich nawiązywać, one nie powinny odejść zupełnie do lamusa. Faktycznie, ma rację. Żeby pokazać, jak daleko i w którą stronę odchodzimy od tego, co utarte, musimy mieć na horyzoncie kanon, w jakiś sposób się do niego odwoływać. A świadomość kierunku, w jakim podążamy, pozwala nam zrozumieć ścieżki, które już przeszliśmy i wytyczyć kolejne kierunki poszukiwań. Totalny nihilizm nie prowadzi do niczego.

Piotr Orzechowski mówi też dużo o wpływach i inspiracjach. One są w każdym muzyku. Estetyka twórców kształtowana jest przez doświadczenie, przez dzieła kompozytorów z czasów minionych, z którymi obcowali czy dokonania artystów współczesnych, których obserwują. Muzycy przeglądają się w wielkich mistrzach, czerpiąc z ich dorobku. Tymczasem Orzechowski fanatycznie poszukuje siebie. Nie chce powielać schematów, posługiwać się kształtami, które mogły być zaczerpnięte może nazbyt bezpośrednio z pierwowzorów. – To, co ze mnie wypływa, przechodzi przez sito mojej świadomości – mówił w rozmowie z Tomaszem Obertynem w radiowej Dwójce. Każdy szuka indywidualizmu, by jego język muzycznej wypowiedzi był jedyny i niepowtarzalny. Ale – jak podkreślał – trzeba ogromnej pokory, by zrozumieć, że nie wszystko, co z nas wypływa, jest do końca nasze. I zabiegać o to, by dochodzić do sedna, szukać wewnątrz siebie esencji, odcedzić to, co indywidualne od tego, co może podświadomie, ale jednak jest powielaniem.

Nie wiem, czy do końca rozumiem muzyczny przekaz Orzechowskiego. Nie mam pojęcia, czy właściwie odczytuję jego sygnały i intencje. Przyznaję jednak, że muzyczny świat artysty, tym razem połączony ze słowem (w tak niezwykły sposób zaprezentowanym przez Natalię Kordiak) wciągnął mnie na dobre. Echo tego wieczoru wciąż pobrzmiewa, a to dowód na to, że udało się zasiać ziarno…

Monika Borkowska


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.