Pięć spojrzeń na sztukę. Grupa Pięciu w krakowskim muzeum

W krakowskim Muzeum Narodowym trwa jeszcze wystawa młodopolskich twórców tworzących Grupę Pięciu. Oniryczne wizje Mieczysława Jakimowicza przeplatają się tu z groteską i gorzkim liryzmem Witolda Wojtkiewicza i zauroczeniem prostym człowiekiem, któremu uległ Wlastimil Hofman. Dużo tu można odkryć, sporo się dowiedzieć, zaznać wielu wzruszeń.

Grupa Pięciu w krakowskim muzeum - DlaKultury.pl, malarstwo
Wlastimil Hofman, Spowiedź, 1906

Grupa Pięciu działała w Krakowie przez zaledwie dwa i pół roku, od sierpnia 1905 r. do lutego 1908 r. Tworzyli ją: Leopold Gottlieb, Wlastimil Hofman, Mieczysław Jakimowicz, Jan Rembowski i Witold Wojtkiewicz. Młodzi twórcy postanowili przeciwstawić się skostniałemu Towarzystwu Artystów Polskich „Sztuka”, odwracając się od poimpresjonistycznej estetyki i narodowej martyrologii. Sztuka nie miała być, ich zdaniem, utylitarna, nie miała czemuś służyć, nie miała umoralniać. Miała jedynie mówić o człowieku, pozwolić manifestować jego twórczą osobowość.

Artyści poszukiwali własnej tożsamości i nowych środków wyrazu, ale każdy na swój sposób, łącząc prądy młodopolskie z nowoczesnością awangardy. Chętnie nawiązywali do nowinek artystycznych z Paryża, Monachium, Wiednia czy Berlina. Wciąż pozostawali jednak indywidualistami i outsiderami. Nie wystarczała im sama malarskość, szukali sposobów na wyrażenie samych siebie, własnej duszy i uczuć. Badacze podkreślali ich związki z symbolizmem. W przypadku Jakimowicza był to symbolizm wizyjno-poetycki, u Gottlieba ekspresyjny, u Hofmana ludowo-prymitywizujący, u Rembowskiego linearno-secesyjny, a u Wojtkiewicza groteskowo-metaforyczny.

Witold Wojtkiewicz, Przed teatrzykiem / Cyrk. Grupa Pięciu - DlaKultury.pl
Witold Wojtkiewicz, Przed teatrzykiem / Cyrk, 1906,

Za założyciela grupy uznany był Gottlieb. Pochodził z Drohobycza, urodził się w częściowo zasymilowanej rodzinie żydowskiej o tradycjach artystycznych, jego bratem był Maurycy, utalentowany malarz. Wlastimil Hofman to pół Czech, pół Polak. Przez całe życie robił wszystko, by zasłużyć na miano polskiego artysty. Był mocno związany z Jackiem Malczewskim, na którym się wzorował. Wielkim indywidualistą był Witold Wojtkiewicz. Jego malarski język to połączenie groteski z liryzmem. Eksplorował z zapałem ludzką podświadomość, przełamując wszelkie tabu. W skład grupy wchodził też Jan Rembowski. Marzył on o karierze rzeźbiarza, ale gruźlica nie pozwalała mu realizować marzeń, pozostał więc przy malowaniu. Ze względu na chorobę coraz więcej czasu spędzał na kuracjach w Zakopanem niż w Krakowie, ostatecznie osiadł tam na stałe. I ostatni członek grupy, Mieczysław Jakimowicz, siostrzeniec Reymonta i szwagier Gottlieba. Zagadkowa i tajemnicza postać, twórca niezależny, jak nikt inny operujący nastrojem.

Gottlieb malował niezwykłe portrety. Uwieczniał na płótnie znajomych, żonę, matkę, samego siebie. Wyraziste rysy twarzy, układ dłoni, pozycja ciała modeli – wszystko to miało oddać nie tylko fizjonomię, ale i kondycję psychiczną, emocjonalną portretowanych. Te obrazy wciągają bez reszty, są niezwykle poetyckie. Ogromne wrażenie robi choćby jego „Autoportret / Cisza” (1907). Artysta ma zamknięte oczy jakby uciekał od rzeczywistości. Pozostaje w swoim świecie, zatopiony w bezczasie. Pastelowe, delikatne kolory i rozmyty kontur dają wrażenie ulotności, ma się wrażenie, jakby to nie żywy człowiek z krwi i kości stał przed nami, a zjawa, myśl, duch…

Leopold Gottlieb, Autoportret / Cisza
Leopold Gottlieb, Autoportret / Cisza, 1907

Trudno oprzeć się urokowi pracy zatytułowanej „Mężczyzna siedzący na krześle / Portret Mieczysława Jakimowicza” (1907). To niezwykła, natchniona wizja uduchowionego mężczyzny namalowanego przez niemniej uduchowionego artystę! Obraz piękny w swej prostocie, kolorystyce. Ascetyczne wnętrze nie zagaduje oglądającego, nie rozprasza go detalami. Pozwala skoncentrować się na samym modelu, nad jego stanem, emocjami, głębią duchowości…

Leopold Gottlieb, Mężczyzna siedzący na krześle / Portret Mieczysława Jakimowicza
Leopold Gottlieb, Mężczyzna siedzący na krześle / Portret Mieczysława Jakimowicza, 1907

Niezwykłym twórcą, wymykającym się definicjom i schematom, był Mieczysław Jakimowicz. Jego somnambuliczne wizje z pogranicza świata materii i ducha, są niezwykle poetyckie. To pozbawiony realnych kształtów zapis ludzkich emocji, trwania, zamyślenia. Artysta tworzył prace w niewielkich formatach, były one zazwyczaj utrzymane w czarno-białej kolorystyce.

Był indywidualistą, na swój wyjątkowy sposób obcował z malarską materią. Posługiwał się tuszem. Operował drobnymi, mikroskopijnymi kreskami i plamkami, dzięki czemu uzyskiwał efekt wibrującej struktury powierzchni obrazu. Łączył to z miękkim, rozmytym konturem. Jego prace tchną magicznym, nieziemskim nastrojem, czasem ma się wrażenie, jakby oglądało się artystyczne fotografie, na których obiekty, postaci wyłaniają się z cienia, z mgły niebytu.

Mieczysław Jakimowicz, Florencja – Arno po zachodzie słońca, ok. 1903-1904
Mieczysław Jakimowicz, Kobieta w nocy, 1904

Witold Wojtkiewicz, kolejny członek Grupy Pięciu, to artystyczny fenomen. W jego twórczości jest ironia, melancholia, liryzm a wszystko to podane w groteskowo-karykaturalnym sosie. Flagowym dziełem artysty jest „Krucjata dziecięca” (1905) inspirowana poematem belgijskiego symbolisty Marcela Schwoba. Tytuł obrazu nawiązuje do wydarzenia z początku XIII w. – wyprawy krzyżowej dzieci, które wyruszyły tłumnie z Francji i Niemiec do Jerozolimy, by uwolnić z rąk niewiernych grób Chrystusa. Jej uczestnicy nigdy nie dotarli do Ziemi Świętej. Pokonały ich głód i choroby, część utonęła podczas przeprawy przez Morze Śródziemne, innych sprzedano w niewolę na targach wschodnich.

Jakże ponura i tragiczna to wizja! Bezbronne dzieci, które padły ofiarą okrucieństwa świata dorosłych, kroczą w pątniczych szatach prosto w ramiona śmierci. Beznadzieję bijącą z obrazu potęguje natura – skłębione chmury i pusta, jałowa ziemia. Kolorystyka z przewagą czerni, szarości i brązów, dopełnia całości. Ma się wrażenie, jakby ten smutny pochód smutnych, bezradnych i przerażonych dzieci przesuwał się powoli przed oczami oglądających w otchłań niebytu.

Witold Wojtkiewicz, Krucjata dziecięca, 1905

Wojtkiewicz wprowadzał do swojej sztuki trudne motywy, eksplorował tematykę starości, chorób psychicznych, depresji, wyniszczających emocji. Nie było dla niego tematów tabu. Na jego obrazach pojawiają się prostytutki, dewianci, samobójcy. Stylistyka jego prac jest bardzo charakterystyczna, już z daleka można rozpoznać obrazy tego artysty. Twarze-maski, zdeformowane ciała, nierealne kształty, rozmywające się, rozpływające w powietrzu. I odwrócony porządek rzeczy, jak w obrazie „Lalki” (1906), gdzie młode dziewczęta, w gorsecie konwenansów, przypominają nieruchome marionetki, a lalki pogrążone w spazmatycznym tańcu rwą się do świata żywych.

Witold Wojtkiewicz, Lalki, 1906
Witold Wojtkiewicz, Lalki, 1906

Nie brakuje na jego płótnach klaunów i pierrotów. Cyrkowa rzeczywistość jest deformacją samą w sobie, w tym świecie panuje umowność, którą malarz tak bardzo sobie upodobał. To przestrzeń iluzji, groteski i maski, świat obalonych schematów. Tematem stale powracającym w twórczości Wojtkiewicza jest też obłęd, szaleństwo. Tu, podobnie jak w cyrku, mamy do czynienia ze światem odwróconych pojęć, wymykających się normom zachowań, zaburzonego porządku, życia poza nawiasem społecznych oczekiwań.

Wlastimil Hofman, kolejny artysta wchodzący w skład formacji, kontynuował artystyczną wizję Jacka Malczewskiego, w którego był zapatrzony. Symbolika, kolorystyka, pomieszanie elementów realnych z fantastycznymi nawiązuje do prac mistrza. Wyraźnie w twórczości Hofmana daje o sobie znać sympatia do zwykłego prostego człowieka, odkrywanie wartości w tym, co naturalne i pierwotne, w dziecięcym zawierzeniu, w życiu bliskim naturze, w szczerości i prostolinijności. Chętnie malował starców, bezdomnych, żebraków i dzieci. Każda jednostka zasługiwała na jego uwagę, w każdej dopatrywał się emocji i przeżyć. Starał się spoglądać głębiej, poza ciało, odkryć ducha.

Wlastimil Hofman, Pogrzeb ptaszka
Wlastimil Hofman, Pogrzeb ptaszka, 1907

Na wystawie znalazły się też rysunki Jana Rembowskiego. Stworzył on imponującą galerię góralskich typów, chętnie portretował ludzi starych, ale i tych u progu dorosłości. Malował m.in. węglem i pastelami. Jego obrazy przepełnione są odniesieniami do tradycji i duchowości regionu Tatr. Są tu również wspaniałe portrety młodych dam i panów. Rembowski w swoich obrazach podejmował dialog ze sztuką Wyspiańskiego. Wystarczy wspomnieć choćby „Kobietę odpoczywającą na leżaku” (ok. 1910). Widać tu tak charakterystyczną dla Wyspiańskiego giętką, secesyjną linię, fascynację motywami roślinnymi oraz nastrój melancholii i intymności.

Jan Rembowski, Kobieta odpoczywająca na leżaku
Jan Rembowski, Kobieta odpoczywająca na leżaku, ok. 1910

Wystawa jest niezwykle bogata, podzielona na sekcje, które eksplorują różne wątki – portret, kobieta, świat matki i dziecka, fantastyka, sacrum w codzienności, nastroje i emocje oraz motyw śmierci. To bogactwo form, tematów i artystycznych wizji. Jest niezwykle obszerna i bogata w treść. Przybliża sylwetki twórców, którzy zostali zepchnięci na drugi plan, niezwykłych indywidualistów ukazujących świat przepuszczony przez filtr własnej wrażliwości. Mnóstwo tu okazji do wzruszeń i ogromna przestrzeń do osobistych odkryć. Zajrzyjcie, jeśli tylko macie taką możliwość!

Monika Borkowska

mecenas kultury



Wlastimil Hofman, malarz zapomniany…


Opublikowano

w

Tagi: