Historia samurajów od dawna inspirowała pisarzy, reżyserów i malarzy. Bo też jest niezwykła. Mówimy o kaście japońskich wojowników, którzy stworzyli jedną z najbardziej fascynujących kultur w historii opartą na honorze, odpowiedzialności i lojalności. I o tej właśnie kulturze opowiada wystawa w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Wojownicy w Japonii pojawili się w IX wieku, kiedy to wpływowe rody toczyły między sobą boje i potrzebowały walecznych mężczyzn, którzy obronią ich wpływy. Sama nazwa pochodzi od słowa samurau, które oznacza „służyć panu”. Po raz pierwszy określenia samuraj w odniesieniu do wojownika pojawiło się w X wieku. Samurajowie, poza tym, że zobowiązani byli do wierności swojemu panu, mieli też kierować się konkretnymi zasadami moralnymi – sprawiedliwością, szczerością, odpowiedzialnością. Nie mogli splamić swojego honoru i musieli być zawsze gotowi na śmierć.
Ale ich wpływy z czasem zaczęły rozciągać się poza samo wojowanie – pełnili funkcje administracyjne, zarządzali ziemią, walczyli z pożarami. Rozwój samurajów ukierunkowany był nie tylko na fizyczność, ale i na duchowość. Medytowali, poświęcali się działalności literackiej, intelektualnej i artystycznej. Nauka i sztuka miała być też sposobem na okiełznanie myśli, walkę ze słabościami. Traktowano je jako kolejne narzędzia do samodoskonalenia. Samuraj uprawiał sztukę kaligrafii, poznawał klasyczną literaturę chińską, ale też japońskie opowieści wojenne i historię rodu pana, któremu służył.

Wystawa „Czas samurajów” w Lublinie pozwala spojrzeć z bliska na tę niezwykłą kulturę, posmakować jej, dotknąć, zrozumieć. Sprowadzone z muzeów polskich i zagranicznych setki eksponatów odnoszą się one do życia codziennego, religii, rozrywki i sztuki.
Znalazło się tu mnóstwo akcesoriów wojennych. I tak obejrzeć można wspaniałe zbroje japońskie, które nie dość, że chroniły, to jeszcze olśniewały swoim wyglądem. Kunszt i precyzja wykonania rynsztunku japońskiego wojownika budzi podziw. Już same hełmy są tak dekoracyjne, że wyglądają, jakby chwilę wcześniej opuściły teatralną rekwizytornię. Czasem przypominają górną część głowy byka, z rogami, uszami i włosiem, kiedy indziej królika, jest nawet hełm zdobiony figurą chińskiej stonogi. Są też maski wojenne, które poza funkcją ochronną miały wzbudzać przerażenie przeciwnika oraz strzemiona będące prawdziwymi dziełami sztuki!

Znajdziemy tu łuki, włócznie, długie i krótkie miecze. Biała broń była bogato zdobiona. Na rękojeściach i pochwach umieszczano miniaturowe sceny, elementy geometryczne i roślinne. Podobnie na broni palnej. Ta w Japonii pojawiła się dość późno, bo w 1543 r., za sprawą portugalskich żeglarzy, którzy podczas sztormu przypadkowo trafili na wyspę Tanegashima. Miejscowi władcy zlecili odtworzenie broni, którą znaleziono przy podróżnikach. Przez kolejne stulecia strzelby wytwarzane w Japonii praktycznie się nie zmieniały, w pierwotnej formie przetrwały aż do schyłku okresu Edo, czyli do drugiej połowy XIX w.
Nie mniej istotny był świat duchowości samurajów, świat kultury, sztuki i nauki. Ideałem było łączenie „pióra i miecza”, waleczności z rozumem i wrażliwością. Łącznikiem między tymi dwiema przestrzeniami na lubelskiej wystawie jest pawilon herbaciany, który wprowadza nas w zapachy, rytuały i estetykę panującą w japońskiej herbaciarni.

Spotkania herbaciane odbywały się w specjalnie zaprojektowanych niedużych pokojach, skromnie wykończonych, wykonanych z naturalnych materiałów. Pośrodku, w zagłębieniu podłogi, znajdowało się palenisko lub przenośny piecyk do gotowania wody. I takie właśnie pomieszczenie odtworzono na muzealnej ekspozycji. Znajdziemy tu szkatułki z popularnymi w Japonii zapachami, jak choćby drzewo sandałowe, akcesoria do parzenia wywaru, w tym czajniczki i czarki o ziemistych kolorach oraz tradycyjne siedlisko z matami, na które można wejść, zdjąwszy wcześniej buty. Wspólne picie herbaty pełniło funkcje towarzyskie, ale było też elementem spotkań dyplomatycznych, formą wzmacniania sojuszy politycznych itd. Herbatę, którą sprowadzili z Chin buddyjscy mnisi, postrzegano jako napój wspomagający koncentrację podczas technik medytacyjnych. Nic dziwnego, że prosto z herbaciarni wychodzimy na kamienny ogród, który właśnie medytacji miał służyć.
Mowa o karesansui, ogrodach wyschniętego krajobrazu związanych z buddyzmem zen. Są niemal zupełnie pozbawione roślinności. Zalegają tu kamienie, które symbolizują góry i wyspy. Ich kształt i rozmieszczenie nie są przypadkowe, mają oddać harmonię i równowagę świata. Żwir i piasek, na których leżą, jest starannie zagrabiony, dzięki czemu na powierzchni takiego ogrodu tworzą się linie naśladujące kształt fal. Wrażenie pustki w trakcie obserwacji surowego, „księżycowego” krajobrazu ma sprzyjać zadumie i refleksji.

Dalej ścieżka muzealnej ekspozycji wiedzie nas do świata bóstw i wierzeń. Wprowadza do niego XVI-wieczna figura feniksa, który w Japonii był połączeniem koguta, jaskółki, węża, żółwi i pawia. Symbolizował pokój, wierność, sprawiedliwość i dobrobyt.

Samurajskie życie religijne zbudowane było wokół trzech wierzeń, sinto, buddyzmu i konfucjanizmu. Sinto – to zakorzenienie w świecie natury, wierzono w duchy zamieszkujące góry, doliny, rzeki, skały. Buddyzm wprowadzał refleksję nad przemijaniem i naturą ludzkiego życia; samurajowie upodobali sobie nurt zen, który stawiał na doświadczenie i medytację. Konfucjanizm z kolei podkreślał znaczenie lojalności, obowiązku i uznania hierarchii, co było istotą funkcjonowania japońskiego społeczeństwa.

Samuraje rozwijali też swój intelekt. Wielu pisało wiersze i traktaty filozoficzne. Uczyli się japońskiej sztuki kaligrafii, co wymagało cierpliwości i sprawności manualnej. Pisano, zachowując harmonię między umysłem, ruchem ciała i oddechem. Traktowano to jako trening, kolejną okazję do samodoskonalenia się. Na lubelskiej wystawie obejrzeć można akcesoria piśmiennicze – pędzle, kamienie do rozcierania tuszu i papieru i sakiewki, w których te przedmioty przechowywano.
W ostatniej części ekspozycji prezentowane są stroje. Samuraje przywiązywali do wyglądu ogromną wagę. Ich styl bycia był trochę teatralny a sam ubiór nie miał jedynie funkcji praktycznej – oznaczał przynależność do określonej warstwy. Obejrzeć tu można stroje samurajów składające się z szerokich, plisowanych spodni i narzut bez rękawów (kamishimo) a także ubrania kobiece. Są reprezentacyjne kimona szyte z jedwabiu zdobionego różnymi technikami – haftowane, barwione, malowane. Na tkaninach pojawiają się motywy żurawi, kwiatów i wachlarzy. Są nieziemskiej urody pasy obi, które utrzymywały kimono, ale też pozwalały nosić przy sobie różne przedmioty. Prezentowane są akcesoria takie jak wachlarze, puzderka, w których wojownicy nosili leki, tusze i pieczątki, wśród obiektów znalazły się też damskie grzebienie, szpile do włosów, buty i lusterka.

Druga część ekspozycji obejmuje drzeworyty. Do połowy lipca były to prace Utagawy Kuniyoshiego, a obecnie prezentowane są wspaniałe dzieła Utagawy Hiroshigego. Odtworzył on na 53 pracach „drogę wschodniego wybrzeża”, która stanowiła w okresie Edo najważniejszy szlak łączący siedzibę sioguna w Edo (obecnie Tokio) z rezydencją cesarza w Kioto. To prawdziwa perełka, która zasługuje na to, by opisać ją w oddzielnym tekście, co też uczynimy niebawem!
Monika Borkowska
mecenas kultury

