Od pastuszka do dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. Historia Juliana Fałata

Mało kto potrafił tak oddać nastrój zimy jak Julian Fałat. Kolory śniegu, światłocienie, uwielbienie natury, wszystko to sprawia, że jego prace są wyjątkowe. A w tak nieoczywisty sposób zaczęła się jego artystyczna droga.

Julian Fałat, Śnieg, 1906
Julian Fałat, Śnieg, 1906

Fałat urodził się w 1853 r. we wsi Tuligłowy w obwodzie lwowskim, na terenie dzisiejszej Ukrainy. Ojciec był organistą i prowadził szkółkę wiejską. Matka gospodarzyła w domu, wychowując Juliana i czwórkę jego rodzeństwa. Chłopak od małego pasał krowy, biegał po pastwiskach, ciesząc oczy przyrodą, która na zawsze pozostała mu tak bliska. Już jako maluch był niezwykle wrażliwy na kolor i światło. W swoich pamiętnikach dawał temu wyraz wielokrotnie. Tak pisał o alei lipowej w swojej wsi: „W sierpniu, a czasie żniw, słońce zachodziło w osi tego tunelu, rozświetlając go żółto i czerwono; gdy wjechała weń fura, wracająca na przykład z pola ze zbożem, to słońce oblewało jej ciemną sylwetę, a po przejeździe jej pozostawał kotłujący się kurz w czarujących kolorach. Na taki moment czekałem i wybiegałem na drogę, aby podziwiać to oświetlenie” – pisał we wspomnieniach.

Julian Fałat, Pejzaż zimowy z rzeką i ptakiem, 1913

Wysyłano go na naukę, ale uparcie uciekał ze stancji do domu rodzinnego i znajomych widoków. Ojciec surowo go za to karał, ale tęsknota była silniejsza. Zaprzęgano go więc do prac – pielenia grządek, karmienia ptactwa, pasania krów, zrywania jabłek. Ojciec przyuczał go jednocześnie do zawodu organisty. Chłopak nie narzekał, uroki pastuszego życia i możliwość obcowania z przyrodą i miejscami, które tak kochał, stanowiły wystarczający argument, by utrzymywać, że to opcja najlepsza z możliwych.

Rodzina jednak podejmowała kolejne próby, by wyprowadzić Juliana „na ludzi”. Ostatecznie wylądował w szkole w Przemyślu, gdzie pieczę nad nim miał trzymać starszy brat Józef, kleryk seminarium duchownego. Tam profesor od rysunków dostrzegł talent chłopca i zasiał w nim marzenie o krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Julian pojechał tam pewnego razu, bez środków do życia, wyprosiwszy wcześniej bilet wolnej jazdy do Krakowa u ojca kolegi, który był inżynierem kolei. I tak to się zaczęło…

Julian Fałat, Zakole rzeki zimą, 1907

Chude lata

Dzięki uprzejmości kolegi, syna maszynisty kolejowego, zamieszkał w budynku, w którym mieściła się pompa do zasilania dworca kolejowego w wodę. W hali umieszczono siennik, Julian miał więc już zapewniony dach nad głową. Do Szkoły Sztuk Pięknych przyjęto go najpierw na próbę, na skutek jego usilnych próśb. Nęciły go farby olejne, ale finanse nie pozwalały na takie zbytki. Musiał zadowolić się więc tanimi akwarelami. Po latach, mając już odpowiedni status finansowy i możliwość malowania najdroższymi nawet farbami, wracał z własnej woli do akwareli.

Julian Fałat, Brzozy w Nieświerzu, ok. 1910

Z czasem zebrała się w Szkole Sztuk Pięknych grupka adeptów sztuki, których połączyły bieda i marzenia. Wynajęli nędzny pokoik na poddaszu jednego z domów, wielkości 3 na 4 metry, który nazwali jamą. Zamieszkało w nim sześć osób. Warunki były fatalne, zimą było tka zimno, że woda zamarzała w misce, mieszkańcy poddasza nie byli się nawet w stanie umyć. Chłód, głód i brud doskwierał przyszłym artystom. Mimo to podążali konsekwentnie swoją drogą, znajdując wytchnienie w sztuce.

Od architektury do szwajcarskich kolei

W pewnym momencie Julianowi zaproponowano pracę przy wykopaliskach archeologicznych na Ukrainie, gdzie miał malować odnalezione zabytki. Zgodził się, kusił go przypływ gotówki, ale też tęsknota za przygodą. Tam pochłonął go step. Udawał się na konne przejażdżki ze sforą miejscowych psów, ciesząc się wolnością i przestrzenią. „Step, oświetlony wschodzącym księżycem, nasuwa porównanie z przestrzenią morza. Cisza – aż w uszach dzwoni” – wspominał po latach. Z Ukrainy udał się do Odessy, gdzie przepracował rok w biurze znanego architekta, niejakiego Gąsiorowskiego. Ten, widząc potencjał Fałata, zachęcił go do wstąpienia na wydział architektury w Zurychu, oferując pomoc ze strony żony i synów, którzy mieszkali w tym mieście.

Historia Juliana Fałata - DlaKultury.pl
Julian Fałat, Autoportret, 1896

Julian wstąpił ostatecznie na wydział, ale szybko przekonał się, że ani jego znajomość matematyki, ani niemieckiego – tu okraszonego szwajcarskim akcentem – nie jest na wystarczającym poziomie, by przebrnąć przez studia. Udał się więc na uczelnię monachijską. Starsi koledzy architekci zapewniali mu stałe zlecenia – za każdym razem, gdy zaprojektowali jakiś budynek, Julian, świetny akwarelista, wypełniał pracę tłem, pejzażem. Do architektów z czasem doszli studenci inżynierii, którzy również potrzebowali scenerii uatrakcyjniającej rysowane przez nich wiadukty. Sytuacja materialna studenta wciąż nie była dobra, ale udawało się przeżyć.

Kiedy jednak po kilku miesiącach odwiedził go Leon Gąsiorowski, syn odeskiego architekta, załamał ręce nad zabiedzonym chłopakiem i zaoferował mu pracę rysownika przy budowie kolei w Szwajcarii. I tak rozpoczął się nowy rozdział w życiu Juliana, który trwał dwa lata. W ciągu tygodnia pracował, w weekendy wyruszał na górskie wycieczki, ciesząc oczy niezwykłymi widokami. Tworzył rysunki techniczne według wytycznych, ale szybko obok nich powstawały inne, zapełnione robotnikami i krajobrazami. Zostały one później wydane za spore pieniądze w specjalnym przewodniku poświęconym kolei. Po zakończonej pracy wrócił do Monachium, tym razem zdecydowany już nie na kurs architektury, a na studia w Akademii Sztuk Pięknych.

Julian Fałat, Psy na polowaniu, 1886

Inspirujące podróże

Wkrótce rozpoczął się czas intensywnych podróży – rok w Rzymie, cztery lata w Warszawie, Hiszpania. Odbył podróż statkiem dookoła świata. Płynął przez północny Egipt, południowy Jemen, Cejlon, do Singapuru. W drodze robił notatki z podróży, również te malarskie, chłonąc nowe krajobrazy, egzotykę, ludzi, światło. Patrzył na świat oczami artysty. Tuż przed pojawianiem się w Singapurze pisał: „Zdawałoby się, że im bliżej równika, tym niebo powinno być bardziej niebieskie; w rzeczywistości tak nie jest; z powodu gorąca, wywołującego silne parowanie wody, niebo jest przeważnie jasne, koloru mlecznego, czasem z lekkim odcieniem seledynowym”.

W Singapurze zachorował na malarię, ale znajomość poczyniona na statku z dobrze sytuowaną rodziną pozwoliła mu przetrwać te trudne chwile, mógł liczyć na opiekę. Nie tylko choroba budziła obawy artysty. „Przed użyciem pierwszej kąpieli byłem przerażony kłębami różnokolorowych wężów na posadzce kabiny. Trzeba było je przepędzać kijem, aby się pochowały po kątach i w szczelinach – ale i to niewiele pomogło, bo zanim się wykąpałem, było ich znów już sporo na ceglanej podłodze. Są to węże niejadowite, ale dla Europejczyk przedstawiają tak czy tak wstrętny widok”. Później udał się jeszcze do Hongkongu, Jokohamy, Nowego Jorku i do Bremy, skąd wrócił do Monachium.

Julian Fałat, Oszczepnicy, 1890

Ulubieniec cesarza

W końcówce lat 80. XIX wieku wrócił do Polski. Charakterystycznym motywem z tego okresu twórczości były sceny myśliwskie. Przykładem prac o tej tematyce były takie obrazy jak „Oszczepnicy” (1890) czy „Powrót z polowania na niedźwiedzia” (1892). Duża w tym zasługa cesarza Wilhelma II, na którego dworze artysta pracował, dokumentując wyprawy na polowania organizowane przez cesarski dwór. W dzikich ostępach czuł się jak ryba w wodzie, wychowany na wsi do końca życia cenił sobie kontakt z naturą. Rozkoszował się leśnymi widokami. „Cudny zachód słońca ozłocił śnieg, drzewa, dymy i ludzi. Całość sprawiała wrażenie jakiegoś finału opery: słońce, drzewa i olbrzymie wykroty, ogniska i słupy dymu, napływające jeszcze fale ludzi i psów, odgłosy trąb, zwołujące zbłąkanych – stworzyły fortissimo akordu, łączącego uroki natury z naszym nastrojem” – pisał o jednym z polowań.

Julian Fałat, Powrót z polowania na niedźwiedzia, 1892

Był ulubieńcem cesarza, który niezwykle cenił jego prace. Wysokie noty zbierał też już w tym czasie na licznych wystawach – w Berlinie, Monachium czy Wiedniu. W 1895 roku zaproponowano mu objęcie stanowiska dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. W tym samym roku został mianowany dyrektorem uczelni. Kiedy tylko mógł, uciekał z miasta na wieś. Dużo czasu spędzał w Zakopanem.

Julian Fałat, Wyjazd na polowanie, 1898
fragment obrazu

Jako malarz zaszedł bardzo wysoko, bez koneksji, znajomości i pieniędzy. Pochodząc z ubogiej chłopskiej rodziny, dzięki własnej determinacji przeszedł wszystkie szczeble kariery. Postrzegano go jako człowieka otwartego, uprzejmego, budzącego zaufanie. Jego prace do dziś budzą zachwyt. Śnieżne pejzaże, rozległe przestrzenie, na których zalegają połacie śniegu i lodu nie mają sobie równych. To on pokazał, ile odcieni ma biel. Miłość do natury, która towarzyszyła mu od dziecięcych lat, sprawiła, że w tak niezwykły sposób odmalowywał jej uroki. Tam bowiem, gdzie do wprawnego oka i dłoni dochodzi gorące serce, mamy do czynienia ze sztuką najwyższych lotów.

Monika Borkowska


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.