Rok 2026 został ogłoszony rokiem Andrzeja Wajdy – 6 marca przypada setna rocznica urodzin reżysera, w tym roku obchodzona jest też dziesiąta rocznica jego śmierci. Mówi się o nim jako o piewcy polskości, romantyku polskiego kina. Jego filmowe obrazy ukazujące losy Polski i jej mieszkańców bazują na najpiękniejszej polskiej literaturze, poruszają najtrudniejsze tematy i ukazują największe rozterki jednostek, które wpadły w wir historii.

Ojciec Wajdy był oficerem Wojska Polskiego, zginął w Katyniu w 1940 roku. Matka była z kolei nauczycielką. Andrzej Wajda urodził się w Suwałkach, ale wkrótce rodzina ze względu na obowiązki zawodowe ojca przeniosła się do Radomia. Po rozpoczęciu wojny uczył się w gimnazjum na tajnych kompletach, ale wkrótce zmuszony był przerwać zajęcia, by pracować i zarabiać pieniądze – jako magazynier, tragarz, pomocnik bednarza, ślusarz i kreślarz.
I on, i jego brat wykazywali zainteresowanie sztuką. Brat Andrzeja, Leszek, był scenografem, artystą plastykiem, profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Andrzej Wajda już w czasach wojny interesował się malarstwem. Rok po zakończeniu wojny rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W trakcie studiów dołączył do Grupy Młodych Plastyków, którą inspirowały nurty prymitywizmu, surrealizmu i abstrakcjonizmu. Związany by też z Grupą Samokształceniową prowadzoną przez Andrzeja Wróblewskiego, którego niezwykle cenił. Jednak latem 1949 roku zrezygnował z malarstwa na rzecz wydziału reżyserii w łódzkiej Wyższej Szkole Filmowej. Prace Wróblewskiego wywarły na nim ogromne wrażenie. Uznał, że nie potrafiłby lepiej niż kolega wypowiedzieć się na tematy, które dotyczyły jego pokolenia. Postanowił więc wybrać inne medium, by zupełnie innym językiem opowiadać o kwestiach, które były mu bliskie.

Powojenne rozterki
Po ukończeniu łódzkiej filmówki terminował u Aleksandra Forda. Międzynarodową karierę przyniósł mu film „Kanał” (1956). „O moim pierwszym i najważniejszym życiowym sukcesie, jakim stał się ‘Kanał’, zdecydował Tadeusz Konwicki. To on podsunął mi opowiadanie Jerzego Stawińskiego i jako kierownik literacki Zespołu ‘Kadr’ zrobił wszystko, aby film powstał” – wspominał po latach Wajda. Sceny z kanałów kręcone były w łódzkim studio, gdzie wybudowano odpowiednie dekoracje wypełnione wodą i specjalnym szlamem. Tematyka Powstania Warszawskiego była niewygodna dla władz komunistycznych, obawiano się reakcji widzów. Sam Wajda wiedział, że musi ukryć wszystko to, co chce powiedzieć, głęboko pod ludzkim dramatem powstańców. To spotkało się z krytyką części uczestników powstania lub ich rodzin, których takie podejście do końca nie satysfakcjonowało.
Film zaprezentowano na festiwalu w Cannes. Pokaz zakończył się sukcesem, obraz został nagrodzony. Wajda wspominał spotkanie z filmowcami amerykańskimi, które odbyło się w tym czasie. Nie mogli uwierzyć, że to, co wydarzyło się na ekranie, nie było fikcją. „Bez filmu ‘Kanał’ nigdy by się o tym nie dowiedzieli i ten fakt był dla mnie najważniejszy. Konwicki miał rację, mieliśmy coś do opowiedzenia światu” – pisał w swojej autobiografii.
W kraju poznano Wajdę, gdy zrealizował pierwszy swój film, „Pokolenie” (1954). Ale za najdojrzalszy obraz tamtych czasów uznano „Popiół i diament” (1958) na podstawie powieści Jerzego Andrzejewskiego o tym samym tytule. „Film był zaskoczeniem. Nie wolno było przecież pokazać na ekranie sympatycznego chłopca zabijającego komunistycznego działacza. To wychodziło poza reguły gry” – wspominał po latach Wajda. Tymczasem partyzant z AK, Maciek Chełmicki (grany przez Zbigniewa Cybulskiego), potrafi wzbudzić pozytywne uczucia. Targa nim niepewność, chciałby zacząć normalnie żyć, kochać. Tragiczne losy partyzantów ścierają się w tym filmie z nowym porządkiem i nie są oni tu potępieni.

Głód tworzenia
Wajda był niezwykle płodnym reżyserem. W kolejnych latach powstawały jego następne kultowe obrazy, m.in. „Niewinni czarodzieje” z muzyką Komedy (1960), „Popioły” (1965), „Wszystko na sprzedaż” (1968), „Krajobraz po bitwie” (1970), „Brzezina” (1970) na postawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, czy „Wesele” (1972) będące filmową adaptacją dramatu Stanisława Wyspiańskiego. W 1972 roku na ekrany weszła „Ziemia obiecana” na podstawie powieści Władysława Reymonta. W tle bezduszny kapitalizm XIX-wiecznej Łodzi, a na pierwszym planie losy trzech przedsiębiorczych młodzieńców odegrane po mistrzowsku przez Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna. Ten obraz musiał przynieść sukces. Pojawiły się nawet opinie, że to najlepszy polski film wszech czasów. Do dziś cytaty z filmu weszły do języka powszechnego, zyskując drugie życie.

kompilacja kadrów z zasobów archiwum NAC
Wkrótce potem Wajda powrócił do tematyki współczesnej. „Człowiek z marmuru” (1976) był wyrazem buntu wobec nomenklatury. Studentka reżyserii (Krystyna Janda) realizuje film dokumentalny o przodowniku pracy z lat 50. (Jerzy Radziwiłowicz) i poznaje przy tej okazji niewygodną prawdę o powstawaniu robotniczej legendy. „Scenariusz atakował przodownictwo pracy, które uważano za kamień węgielny komunizmu. Na różnych szczeblach partyjnej kontroli pytano mnie: Co chcecie dać ludziom, jeśli zabierzecie im etos pracy?” – pisał Wajda w autobiografii. Od pomysłu do realizacji minęło 14 lat. Przygasnąć musiał kult lat 50., partię zasilili młodsi politycy i ostatecznie reżyser dostał zielone światło na realizacji filmu. Emisja budziła mnóstwo emocji, ludzie reagowali żywo podczas seansów. Wajda otrzymał wiele listów od widzów. „Takiego filmu, nagiej prawdy (za którą tak tęsknimy), jeszcze nie było” – pisała 44-letnia księgowa.
W 1979 r. powstały „Panny z Wilka”, film zupełnie niepolityczny. Reżyser świadomie chwycił się bezpiecznego tematu, by dać na chwilę od siebie odpocząć politycznym notablom. To obraz oniryczny, sentymentalny, przepełniony nostalgią. Wiktor Ruben (Daniel Olbrychski) próbuje przywrócić przeszłość, ratować to, co za nim. Bez skutku, motyw śmierci i przemijania cały czas daje o sobie znać. „Lato się we mnie przełamało” – padają w końcu z jego ust kluczowe słowa. Akcja w tym filmie mocno spowalnia. Jest czas na to, by przyjrzeć się twarzom bohaterów, zatopić w domowej krzątaninie, poddać się atmosferze leniwego letniego popołudnia, poczuć niemal na własnej skórze promienie słońca, zasmakować resztek namiętności, która zaraz zostanie zduszona.
Wajda znów zaczyna pracować nad kolejnymi gorącymi tytułami, wśród nich „Człowiek z żelaza” (1981), którego akcja toczy się w roku 1980, podczas wydarzeń sierpniowych. Aktualność filmu wywołała żywą reakcję widzów, tym bardziej, że czasy były wyjątkowo niespokojne. „’Człowiek z żelaza’ zbliżył mnie do ludzi, którzy domagali się zmian w naszym kraju i którzy widzieli we mnie swego rzecznika” – pisał po latach Wajda. Później było jeszcze wiele innych ważnych tytułów – „Pan Tadeusz” (1999), „Zemsta” (2002), „Katyń” (2007), „Tatarak” (2009), „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013). A to przecież zaledwie fragment filmowego dorobku reżysera. Trzeba też pamiętać, że Wajda działał również aktywnie w teatrze, realizując wiele ważnych spektakli. Wystawiał sztuki w teatrach w Gdańsku, Warszawie, w Krakowie i za granicą.

Świat u stóp…
Jego dzieła mocno rezonowały, były doceniane w kraju, ale i za granicą, mimo że tak mocno odwoływały się do polskości, do lokalnej historii, literatury, miejsc i narodowych emocji. Otrzymał mnóstwo nagród i wyróżnień, w tym Oscara za całokształt twórczości w 2000 roku. Statuetkę odebrał z rąk Jane Fondy. – Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku. Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina – mówił podczas gali w Los Angeles.
W 1987 roku otrzymał też Nagrodę Kioto, około 400 tys. dolarów. Została przyznana za twórczoś
filmową i teatralną artysty. Wraz z żoną Wajda przekazał całą kwotę na powstanie Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w Krakowie, które uruchomiono w 1994 roku. Miało ono pomieścić bezcenną kolekcję sztuki japońskiej Feliksa Jasieńskiego, który w 1920 roku ofiarował swój zbiór krakowskiemu Muzeum Narodowemu. Muzeum funkcjonuje do dziś, jako samodzielna instytucja kultury.
Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałoby polskie kino bez Wajdy. Jak sprawy potoczyłyby się, gdyby pozostał w sferze swoich pierwotnych zainteresowań i oddał się na dobre malarstwu. Strata dla polskiego kina byłaby niepowetowana, pozbawiłoby to nas części tożsamości. Jego dorobek to nie tylko dzieła artystyczne, ale też sposób opowiadania o polskiej historii, literaturze, pamięci i doświadczeniach kolejnych pokoleń. Dziś artystyczne dziedzictwo Wajdy to jeden z ważniejszych punktów odniesienia w historii polskiej kultury.
Monika Borkowska

