Sztuka doświadczana bez pośpiechu inaczej smakuje

11 kwietnia obchodzimy Dzień Wolnej Sztuki. I nie chodzi tu o sztukę wolną – od cenzury, wpływów, agresji czy propagandy. Mowa o naszym podejściu. O tym, by podczas zwiedzania muzeum skoncentrować się na kilku wybranych eksponatach i poświęcić im więcej czasu, by zwiedzać nieśpiesznie. Warto spróbować takiej metody nie tylko raz w roku, dzięki temu inaczej doświadczymy sztuki.

Podczas wizyt w instytucjach kultury większość osób poświęca jednemu dziełu zaledwie kilkanaście sekund. Wiedzeni wewnętrznym impulsem chcemy zobaczyć jak najwięcej, najlepiej jeszcze zrobić zdjęcia, by móc potem wracać do wspomnień. Zdarza się, że czas spędzony przy obrazie wytycza audioprzewodnik. Wtedy obcujemy z obiektami dłuższą chwilę. Słuchamy lektora i próbujemy odczytać dzieło, korzystając z eksperckiej pomocy. Wciąż jednak dostosowujemy się do tempa narzucanego z zewnątrz.

Także oprowadzanie kuratorskie reguluje czas obcowania z dziełem. Przenosimy uwagę z jednej pracy na drugą w rytm naznaczony przez opowiadającego o wystawie eksperta. Zdarza się, że coś nas zaintryguje, zostajemy chwilę przed obrazem, tymczasem grupa przesuwa się do kolejnych obiektów i już mamy poczucie, że coś tracimy. Taka sytuacja nie zawsze jest komfortowa. Choć z pewnością ten rodzaj obcowania ze sztuką przynosi dużo satysfakcji, mamy poczucie, że się czegoś dowiedzieliśmy, więcej zrozumieliśmy.

W Dzień Wolnej Sztuki zwiedzającym proponowana jest inna opcja – skoncentrowanie się na kilku, maksymalnie pięciu dziełach sztuki i zanurzenie się w nich, poświęcenie im należytej uwagi, zatopienie się na dobre w artystycznej wizji. Bez pośpiechu, bez poczucia obowiązku, że przed nami jeszcze długi maraton przez muzealne korytarze.

Warto spróbować tego typu metody choć raz, nawet po to, by przekonać się, czy to podejście nam odpowiada. Można wtedy zastanowić się, co czujemy, jakie emocje wyzwala obraz. Czy to jest tylko ciekawość? Czy zachwyt? Czy coś nieopisanego, co dzieje się głęboko w środku? Rodzaj katharsis, oczyszczenia… Przecież to jest główny cel sztuki, wyzwolenie nas od niepokoju, napięcia, doprowadzenie do wewnętrznego spokoju i harmonii i ostatecznie zbliżenie się do tajemnicy losu i mądrości, wyższego poziomu świadomości.

Ostatniego lata odwiedziłam muzeum Prado w Madrycie. Jedzie się w takie miejsca, by doznać najwyższych uniesień, oczywiście z naładowanym aparatem i kompletem baterii, by uwiecznić na swój użytek arcydzieła, których jest tu bez liku. Każdy korytarz, każdy gabinet skrywa najcenniejsze płótna – jest tu Tycjan, Rembrandt, Rafael, Bosh, Rubens, Caravaggio, Dürer, Goya, el Greco, Velázquez i wielu innych mistrzów. Chciałoby się zobaczyć dzieła ich wszystkich, zaznać ich wielkości w bezpośrednim kontakcie. Ale i zapamiętać, sfotografować, by mieć je w jednym miejscu, ze zbliżeniami, wykadrowanymi fragmentami, które pozwalają rozkoszować się detalami również po czasie. Tymczasem w tym akurat muzeum nie wolno robić zdjęć! W pierwszej chwili nastąpiło rozczarowanie. Byłam z córką, każda z nas zmierzyła się z tym na swój sposób. Ona przeżyła chwilę buntu i złości, po czym uruchomiła notatnik w telefonie – tam zapisywała, co ogląda. Ja w akcie bezradności udałam się do muzealnego sklepiku po zeszyt i ołówek, bo grzebanie w ekranie smartfona nie przemawiało do mnie nic a nic…

Muzeum Prado, fot. Outisnn, CC BY 3.0,

Weszłam do sali z Hieronimem Boschem, bo od początku wiedziałam, że od niego chcę zacząć. Przed „Ogrodem rozkoszy ziemskich” kłębił się tłum. Pomyślałam, że poczekam na lepszy moment, może trafi się w końcu jakaś luka. I stanęłam przed tryptykiem „The adoration of the Magi”. Postanowiłam zapamiętać z niego jak najwięcej, nie mogłam przecież zrobić zdjęcia. Zostałam tam na długo, pochłonięta tym, co zobaczyłam, oczarowana wizją artysty, kolorami, mnóstwem detali. Tchnie od tego dzieła spokojem, jeśli ktoś szuka harmonii, to z pewnością tu jej zazna. Znalazłam się na długą chwilę poza czasem za sprawą przypadku – zakazu fotografowania i kolejki do „Ogrodu…”.

Hieronymus Bosch, The adoration of the Magi

Czegóż na tym obrazie nie ma! Na pierwszym planie scena, w której trzej królowie składają pokłon dopiero co narodzonemu Jezusowi. A ileż detali można odnaleźć w tle! Scenę podglądają wścibscy wieśniacy. Ktoś toczy walkę z wilkiem, wbijając ostatecznie w bestię nóż. Grupa żołnierzy rozgrywa bitwę. Zakochani obejmują się wpatrzeni w toń wody. Ktoś ciągnie osła. Kilka osób tańczy na trawie. Kobieta siedzi przy ognisku. Są owce, dzik, pies, konie. Daleko, daleko tlą się mury pięknego miasta. Jednym słowem – świat przegapił wielką chwilę! Dzieje się rzecz niesłychana, Bóg schodzi na ziemię w ludzkiej postaci, tymczasem życie toczy się według utartych schematów, przełomowe wydarzenie uszło uwadze człwieka… Odniosłam się do walorów narracyjnych, a przecież to dopiero początek. Zostaje jeszcze poetyka dzieła, technika, sposób, w jaki artysta malował, oddając wszelkie niuanse – tego nie sposób zaznać, oglądając reprodukcję.

Bywają też inne sytuacje, gdy to konkretna praca wybije nas ze schematu zwiedzania. Chwyci za gardło i nie pozwoli odejść. Każe wracać do siebie, wpycha w jakiś rodzaj bezczasu, wytrąca ze świata realnego. Przestaje liczyć się to, co wokół, jest tylko jedno – ono, dzieło, twórcza wizja artysty, która z jakichś powodów przemawia do nas niezwykle silnie. To odbywa się poza nami. Spróbujmy jednak czasem sami zainicjować głębokie doświadczenie sztuki, dając sobie czas na obcowanie z dziełem. Otworzyć drzwi do duchowego świata, stanąć przed możliwością głębszego przeżycia. Zapytać samego siebie: „co czujesz?”. Zbliżyć się do artystycznej wizji, zatopić w idei. Kontemplacja to nie tylko pozyskanie wiedzy, ale też zaangażowanie emocjonalne, uruchamia się wtedy jakiś wewnętrzny „nerw”, który potrafi doprowadzić do największego duchowego doświadczenia.

A wiedza? Nie warto z niej oczywiście rezygnować. Można zaplanować wcześniej, co się chce zobaczyć i zdobyć informacje, które pozwolą nam zrozumieć dzieło. Można też zdać się na własną intuicję i indywidualne odczucia, a później zestawić je z opiniami ekspertów i informacjami prezentowanymi przez historyków sztuki. Każdy z nas ma przecież jakieś pokłady wrażliwości, które pozwolą na eksplorację sztuki na swój sposób. Każda droga dotarcia do prawdy i piękna jest dobra!

Monika Borkowska

Podobał Ci się ten artykuł?
Daj znać w komentarzu pod naszym postem na Facebooku


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.