Kwartet Prima Vista String Quartet zabrał radziejowicką publiczność w fascynującą podróż przez trzy epoki i skrajnie odmienne stylistyki – od młodzieńczej, włoskiej lekkości Mozarta, przez gęsty od podhalańskich motywów modernizm Szymanowskiego, aż po nasycony amerykańską przyrodą romantyzm Dvořáka. To był wspaniały wieczór, wypełniony doskonałą muzyką w mistrzowskim wykonaniu!

Prima Vista String Quartet działa już od trzydziestu lat. Zespół tworzą Krzysztof Bzówka (I skrzypce), Jakub Grott (II skrzypce), Marek Czech (altówka) i Tomasz Błaszczak (wiolonczela). – To jeden z najlepszych zespołów kameralnych w Polsce – podkreślał Jerzy Kisielewski, zapowiadając koncert. Czwartkowym występem muzycy potwierdzili, że nie były to słowa bez pokrycia. Wykazali się niezwykłym kunsztem, precyzją i finezją.
Wykonali trzy kwartety – każdy z innych czasów, utrzymany w innej stylistyce. Zaczęli od I Kwartetu smyczkowego G-dur „Lodi” Wolfganga Amadeusa Mozarta, po czym przeszli do II Kwartetu smyczkowego op. 56 Karola Szymanowskiego. Program zakończył Kwartet smyczkowy F-dur op. 96 „Amerykański” Antonina Dvořáka. Od klasycznej lekkości i śpiewności, poprzez ostre, mocno zabarwione folklorem brzmienia dwudziestolecia międzywojennego, po estetykę romantyczną.
Mozart stworzył swój kwartet, gdy miał zaledwie 14 lat! Był wtedy we Włoszech, dokąd wybrał się z ojcem w 1769 roku – spędzili tam wtedy 15 miesięcy. Występował przed włoską publicznością, a wpływy z koncertów miały pokryć koszty pobytu. Dochody nie były jednak nadzwyczajne. „Ogólnie rzecz biorąc, we Włoszech nie zarobimy zbyt wiele. Zazwyczaj trzeba przyjmować podziw i brawa jako zapłatę” – żalił się Leopold Mozart w listach do domu. Młody Wolfgang jednak zyskiwał dzięki tej podróży sławę i zaznajamiał się z włoską kulturą. Kompozycję na smyczki miał napisać spontanicznie w jeden wieczór, wiosną 1770 roku. Tak przynajmniej utrzymywał ojciec. Kwartet powstał w miasteczku Lodi, stąd podtytuł utworu. Słychać tu wpływy muzyki włoskiej tamtych czasów.
Kompozycja jest lekka i śpiewna, muzycy Prima Vista String Quartet świetnie bawili się, grając tę muzykę. Przekazywali sobie z wdziękiem i uważnością muzyczne motywy, zupełnie jakby prowadzili rozmowę. Cały czas utrzymywali kontakt wzrokowy, uśmiechali się. Inaczej wyglądało to podczas wykonywania kwartetu Szymanowskiego. Tu trzeba już było dużego skupienia, wyczulenia na gesty, myślenia o czasie. Materia dźwiękowa była bardziej złożona. Wykonanie było doskonałe!
Szymanowski napisał swoje dzieło w 1927 roku. Wysłał je na konkurs organizowany przez Music Fund Society z Filadelfii, ale jurorzy nie przyznali mu żadnej nagrody. Na prawykonanie kwartet czekał dwa lata, a na wydanie partytury – kolejne dwa. Tak to już jednak jest, gdy twórca wyprzedza swoją epokę, nie może liczyć na poklask współczesnych. Dziś doceniamy w pełni poetykę i mistrzostwo warsztatu Szymanowskiego. Fascynacja folklorem podhalańskim łączy się tu z brzmieniem europejskiego modernizmu. Zachwycający jest sposób przenikania przez gęstą fakturę brzmieniową motywów góralskich, czasem nie do końca wyostrzonych, jakby z sennej wizji. To był bardzo mocny punkt programu wieczornego koncertu!
Występ zamknął kwartet Dvořáka, drugiego obok Bedřicha Smetany najwybitniejszego kompozytora czeskiej szkoły narodowej. Utworowi nadano po latach tytuł „Amerykański”, a to za sprawą miejsca, w którym został skomponowany – Dvořák napisał go w Stanach Zjednoczonych, gdzie w latach 1892–1895 pełnił funkcję dyrektora Narodowego Konserwatorium Muzycznego w Nowym Jorku. Skomponował dzieło w ciągu zalewie dwóch tygodni, w 1893 roku, podczas wakacji spędzonych w miejscowości Spilville w stanie Iowa.
W części trzeciej pojawia się słynny ptasi motyw, w którym kompozytor miał inspirować się śpiewem ptaka usłyszanym podczas spaceru w Spilville. Jeden z badaczy twórczości Dvořáka poświęcił sporo czasu na analizę odgłosu ptaków zamieszkujących ten region USA i – jak mówił Jerzy Kisielewski, zapowiadając utwór – doszedł do wniosku, że to tanger szkarłatny. Śpiew tanagera opisuje się jako dość ochrypły, tworzą go krótkie frazy podobne do głosu drozda, jednak nieco bardziej chrapliwe i zgrzytliwe. Ciekawe, jak zawiłą drogę pokonał wnikliwy badacz, dochodząc do swoich wniosków…



Wcześniej na małej scenie odbył się koncert kameralny organizowany we współpracy z Akademią Operową Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Akademia wspiera młodych utalentowanych śpiewaków, pomagając im wejść na duże sceny operowe świata. Zyskują oni szlify pod okiem znakomitych pedagogów – wokalistów, reżyserów i lingwistów. W czwartek zaprezentowali program zatytułowany „Jedwab i cierń: Szymanowski, Ravel – między marzeniem a bólem istnienia”. Przed radziejowicką publicznością wystąpili: Daria Korolova (sopran), Weronika Wojtkowska (mezzosopran) i Ambroży Golachowski (tenor). Usłyszeliśmy m.in. pieśń Roksany z opery Król Roger, Pieśni miłosne Hafiza i Pieśni muezina szalonego Karola Szymanowskiego oraz greckie pieśni ludowe i część cyklu Shéhérazade Maurice’a Ravela.

Piątek przyniesie kolejne muzyczne atrakcje. Na początek dwaj pianiści, Gabriel Bortnowski i Miron Łajming, zagrają utwory Schuberta, Chopina i Ravela, a następnie na dużej scenie odbędzie się wieczór filmowy – orkiestra Filharmonii Zielonogórskiej pod batutą Rafała Kłoczki wraz z wokalistami Martą Burdynowicz i Marcinem Januszkiewiczem zaprezentują kompozycje m.in. Michała Lorenza, Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza i Wojciecha Kilara. To będzie gorący wieczór, pełen wielkich hitów. Zapraszamy!
Monika Borkowska

