Klątwa dziewiątej symfonii

Beethoven i Schubert zmarli wkrótce po skomponowaniu Dziewiątej Symfonii, Bruckner w trakcie pracy nad nią, Mahler na początku pisania Dziesiątej… Wielu twórców wierzyło, że ta zbieżność nie była przypadkowa. Przekonanie o nieuchronnym wyroku losu ciążącym nad kompozytorami, którzy stworzyli dziewięć symfonii, stało się jedną z najsłynniejszych obsesji w historii muzyki XIX i XX wieku. Lęk przed Dziewiątą paraliżował licznych artystów, często zamieniając proces twórczy w próbę ucieczki przed śmiercią. Jak narodził się ten mroczny mit?

Cień Beethovena

Kompozytorzy XVIII stulecia pisali symfonie niemal seryjnie: Joseph Haydn stworzył ich 104, Wolfgang Amadeus Mozart – 41 (licząc tylko utwory numerowane, ujęte w oficjalnym katalogu). Powstawały one szybko i trwały po kilkanaście minut. Miały charakter użytkowy – tworzono je na konkretną okazję, na zamówienie lub jako oprawę dworskich uroczystości.

Rangę gatunku zmienił Ludwig van Beethoven. Jego kolejne symfonie miały coraz większe rozmiary, a niemal każda z nich była dziełem przełomowym. Trzecia, „Eroica”, pokazała, że symfonia może stać się nośnikiem idei politycznych i filozoficznych. Piąta stawiała pytania o nieuchronność losu. Szósta, „Pastoralna”, zapowiadała romantyczną programowość. Kulminacją twórczości kompozytora stała się Dziewiąta Symfonia d-moll – monumentalny manifest filozoficzny, którego prawykonanie odbyło się w 1824 roku. Beethoven pracował nad nią dwanaście lat; ukończył dzieło, gdy był już całkowicie głuchy. Przeznaczona dla czworga solistów, potężnego chóru i orkiestry o niespotykanej wcześniej obsadzie, trwa ponad godzinę – długość dotąd niewyobrażalna dla symfonii – i kończy się wielkim hymnem do braterstwa ludzkości: Odą do radości do słów Schillera.

Ludwig van Beethoven, klątwa IX symfonii
Ludwig van Beethoven
Klątwa dziewiątej symfonii, Rękopis finału IX Symfonii Beethovena
Rękopis finału IX Symfonii Beethovena

Trzy lata po prawykonaniu Dziewiątej kompozytor zmarł, pozostawiając jedynie mgliste szkice pierwszej części Dziesiątej Symfonii. W świadomości następców zaczęło się wówczas kształtować przekonanie, że dziewięć symfonii to absolutny kres ludzkich możliwości. Śmierć Beethovena podczas pracy nad kolejną odczytywano jako znak, że siły wyższe postawiły granicę, której człowiekowi nie wolno przekroczyć.

Czym symfonia stała się dla kolejnych pokoleń, dobrze ilustruje przypadek Johannesa Brahmsa. Urodzony sześć lat po śmierci Beethovena, przez całe życie – jak sam pisał w listach – słyszał za sobą „kroki olbrzyma”. Nad swoją Pierwszą Symfonią c-moll pracował ponad dwadzieścia lat, niszcząc kolejne wersje i nieustannie poprawiając partyturę. Gdy wreszcie zabrzmiała w 1876 roku, dyrygent Hans von Bülow nazwał ją „Dziesiątą Beethovena”. Był to wyraz najwyższego uznania, ale także dowód na to, w jakim kontekście odbierano każdą nową symfonię jeszcze pół wieku po śmierci Beethovena.

Schubert, Dvořák, Bruckner: „ofiary klątwy” w XIX wieku

Pierwszą „ofiarą” rodzącego się przesądu stał się Franz Schubert. Zmarł w listopadzie 1828 roku, półtora roku po Beethovenie, mając zaledwie 31 lat. Jego ostatnia Symfonia C-dur, zwana „Wielką” – ostatecznie uznana za dziewiątą – stanowiła radykalne zerwanie z dotychczasowym stylem kompozytora. Robert Schumann zachwycał się nią, pisząc o „niebiańskich dłużyznach” i potężnej sile wyrazu. Dziś uważana jest za jedno z arcydzieł otwierających epokę romantycznej symfoniki.

Franz Schubert
Rękopis ostatnich taktów IX Symfonii Schuberta

Symfonia C-dur nie zabrzmiała za życia twórcy ani razu – odnaleziono ją dopiero dziesięć lat po jego śmierci. Sam Schubert prawdopodobnie nie miał świadomości, że tworzy akurat Dziewiątą – w jego spuściźnie panował ogromny bałagan, a spory dotyczące numeracji dzieł trwają do dziś (w niektórych wydaniach Symfonia C-dur figuruje jako Siódma lub Ósma). Jego przedwczesna śmierć po ukończeniu tak monumentalnego utworu dała jednak potomnym argument umacniający rodzącą się legendę o „klątwie”.

Antonín Dvořák ukończył Dziewiątą Symfonię e-moll „Z Nowego Świata” w 1893 roku, mając 52 lata. Prawykonanie w nowojorskiej Carnegie Hall było jednym z największych sukcesów w jego karierze. Utwór szybko stał się jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem i zdobył ogromną popularność na całym świecie. Dvořák żył jeszcze jedenaście lat, jednak już nigdy nie wrócił do komponowania symfonii. W wywiadach twierdził, że w tym gatunku powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia. Co ciekawe, kompozytor opublikował utwór za życia jako Piątą Symfonię. Dopiero wiele lat po jego śmierci, gdy odnaleziono i wydano kilka dzieł z czasów młodości, ustalona została obowiązująca dziś numeracja. Ostatecznie dorobek symfoniczny Dvořáka zamknął się więc na dziewięciu dziełach, co dla zwolenników teorii o fatum stanowiło kolejny argument przemawiający za istnieniem „klątwy”.

Rękopis początku IX Symfonii „Z Nowego Świata” Antonína Dvořáka

Przypadek Antona Brucknera był bardziej dramatyczny. Kompozytor był człowiekiem o neurotycznej osobowości, wierzył w przesądy i miał obsesję na punkcie liczb. Panicznie bał się, że nie dożyje ukończenia Dziewiątej Symfonii d-moll. Ta psychiczna presja paraliżowała go do tego stopnia, że zamiast ukończyć utwór, któremu poświęcił niemal dekadę, spędził ostatnie lata życia na nieustannym poprawianiu wcześniejszych partytur. Zmarł w 1896 roku, w wieku 72 lat, nie ukończywszy finału Dziewiątej. Traktował ją jako swój artystyczny i religijny testament – zadedykował dzieło „ukochanemu Bogu”. Podejmowano później próby rekonstrukcji finału na podstawie szkiców, najczęściej jednak wykonuje się tylko trzy ukończone części symfonii lub, zgodnie z sugestią samego kompozytora, jako finał wykorzystuje się wokalno-instrumentalne Te Deum. Choć w rzeczywistości Bruckner pozostawił jedenaście symfonii (dwie młodzieńcze – studencką i tzw. „Zerową” – uznał za dzieła niedojrzałe i nie włączył ich do oficjalnego katalogu), to jego śmierć podczas pracy nad Dziewiątą jeszcze mocniej utrwaliła przekonanie, że dziewiąta symfonia wyznacza nieprzekraczalną granicę.

Program prawykonania IX Symfonii Antona Brucknera

Mahler: próba ominięcia fatum

Przypadek Gustava Mahlera jest wyjątkowy w historii zmagań z „klątwą dziewiątej symfonii”. Kompozytor przez całe życie mierzył się z licznymi przeciwnościami losu, których kulminacja nastąpiła w 1907 roku: po wieloletniej antysemickiej nagonce zmuszono go do rezygnacji z kierowania Operą Wiedeńską, jego czteroletnia córka zmarła na szkarlatynę, a u samego Mahlera wykryto poważną wadę serca. Do tego był człowiekiem chorobliwie przesądnym – i głęboko przekonanym o istnieniu klątwy. Rok wcześniej ukończył Ósmą Symfonię, zwaną „Symfonią Tysiąca”.

Mahler wpadł w paraliżujący lęk przed Dziewiątą, postanowił więc oszukać przeznaczenie. Jego kolejne dzieło symfoniczne nie otrzymało numeru – zatytułował je Pieśń o ziemi. Przekonany, że w ten sposób przechytrzył fatum, przystąpił następnie do pracy nad kolejną symfonią, którą tym razem bez obaw nazwał Dziewiątą. Los okazał się jednak przewrotny: Mahler zmarł w 1911 roku, w wieku 51 lat, po rozpoczęciu pracy nad Dziesiątą Symfonią. Ukończył jedynie pierwszą część, Adagio, i w tej jednoczęściowej postaci dzieło jest dziś najczęściej wykonywane, choć później podejmowano kilka prób rekonstrukcji pozostałych części na podstawie zachowanych szkiców.

Gustav Mahler i partytura IX Symfonii

Dla współczesnych śmierć Mahlera stała się niemal ostatecznym dowodem, że dziewiątej symfonii nie da się przekroczyć, a z przeznaczeniem nie wolno igrać. Po prawykonaniu jego Dziewiątej – które odbyło się w 1912 roku, już po śmierci kompozytora – krytycy zaczęli pisać o zawartym rzekomo w partyturze „przeczuciu śmierci”, zestawiając przypadek Mahlera z Beethovenem i innymi twórcami XIX wieku. Arnold Schönberg ujął to wprost: „Dziewiąta to granica. Kto chce ją przekroczyć, musi odejść. Wygląda na to, że w Dziesiątej czeka nas coś, czego nie powinniśmy jeszcze wiedzieć, na co nie jesteśmy jeszcze gotowi”.

XX wiek: kolejne „ofiary”

W XX wieku losy kolejnych twórców zdawały się potwierdzać istnienie „klątwy dziewiątej symfonii”. Aleksandr Głazunow po ukończeniu Ósmej Symfonii w 1906 roku cieszył się statusem jednego z najważniejszych rosyjskich kompozytorów. W 1910 roku rozpoczął pracę nad Dziewiątą – i aż do śmierci w 1936 roku nie zdołał jej ukończyć. Pozostały jedynie szkice pierwszej części.

Wybitny brytyjski symfonik Ralph Vaughan Williams zmarł w 1958 roku, wkrótce po ukończeniu Dziewiątej Symfonii. Jego rodak Malcolm Arnold ukończył swoją Dziewiątą w 1986 roku, w okresie intensywnych zmagań z problemami psychicznymi; przez następne dwadzieścia lat życia nie podjął już kolejnych prób w tym gatunku. Polski kompozytor Aleksander Tansman pozostawił dziewięć symfonii, z których ostatnią napisał w 1958 roku, dwadzieścia osiem lat przed śmiercią. Ukraiński twórca Walentyn Sylwestrow po ukończeniu Dziewiątej w 2019 roku wprost zadeklarował, że nie zamierza „ścigać się” z Beethovenem. Na dziewięciu symfoniach zamknęli również swój dorobek w tym gatunku między innymi Amerykanie Roger Sessions i Vincent Persichetti, Austriak Egon Wellesz, Szwed Kurt Attenberg oraz Ormianin Awet Terterian.

Reginald Gray, Portret Alfreda Schnittkego

Szczególnie poruszający był przypadek rosyjskiego kompozytora Alfreda Schnittkego. Nad Dziewiątą Symfonią pracował w latach 1996–97, po serii ciężkich udarów mózgu. Stracił mowę i został częściowo sparaliżowany, a nuty pisał z trudem jedynie lewą ręką. Zmarł wkrótce po ukończeniu partytury. Rękopis był tak trudny do odczytania, że dzieło wymagało mozolnej rekonstrukcji – ostateczną wersję wykonano dopiero w 2007 roku.

Sibelius i Penderecki: przypadki szczególne

Historia Jeana Sibeliusa nie pasuje do klasycznego schematu „klątwy”: kryzys pojawił się u niego nie przy Dziewiątej, lecz już przy Ósmej. W 1924 roku ukończył Siódmą Symfonię – dzieło niezwykle nowatorskie pod względem formalnym, które uznano za podsumowanie jego dotychczasowej twórczości symfonicznej. Wielokrotnie wspominał, że pracuje nad Ósmą, a w 1933 roku obiecał jej prawykonanie dyrygentowi Siergiejowi Kusewickiemu. Dzieło nigdy nie ujrzało jednak światła dziennego, a w połowie lat czterdziestych Sibelius spalił wszystkie zachowane szkice. Kompozytor był niezwykle krytyczny wobec własnej twórczości i obawiał się, że nowa symfonia nie dorówna poprzedniczce. W jego przypadku „klątwa” nie była więc związana z konkretną cyfrą, lecz z dziełem, po którym kolejny krok okazał się niemożliwy.

Jean Sibelius przy fortepianie

Do ofiar „klątwy” można w pewnym sensie zaliczyć również Krzysztofa Pendereckiego. Kompozytor wielokrotnie mówił, że zamierza skomponować dziewięć symfonii – liczba ta miała dla niego wymiar symboliczny. Ostatecznie ukończył osiem, przy czym tworzył je nie po kolei – ostatnią była Szósta,„Pieśni chińskie”, prawykonana w 2017 roku. Upragnionej Dziewiątej nie zdążył już napisać – zmarł w 2020 roku. W jego przypadku dziewiątka stała się nieosiągalnym ideałem, symbolem artystycznego absolutu.

Szostakowicz: świadomy sabotaż fatum

Dmitrij Szostakowicz podszedł do „klątwy” inaczej: postanowił świadomie ją przełamać. Jego Siódma Symfonia, monumentalna „Leningradzka”, ukończona na początku 1942 roku, zyskała światową sławę jako symbol bohaterstwa oblężonego miasta. Ósma była mrocznym i przejmującym obrazem okrucieństwa wojny. Kiedy więc w 1945 roku II wojna światowa dobiegła końca, od kompozytora oczekiwano dzieła na miarę Dziewiątej Beethovena – monumentalnego muzycznego pomnika zwycięstwa Związku Radzieckiego nad faszyzmem. Sam Szostakowicz deklarował zresztą, że pracuje właśnie nad takim utworem.

Dmitrij Szostakowicz nad partyturą

Kompozytor znał z własnego doświadczenia cenę politycznego nieposłuszeństwa. Mimo ogromnej presji stworzył jednak dzieło, które zaskoczyło wszystkich. Zamiast oczekiwanego monumentu napisał symfonię lekką, neoklasyczną, pełną ironii i groteski. Całość trwa niespełna pół godziny – mniej niż sama pierwsza część „Leningradzkiej”. Prawykonanie Dziewiątej odbyło się 3 listopada 1945 roku. Oficjalna krytyka nie pozostawiła na utworze suchej nitki, a trzy lata później Szostakowicz stał się ofiarą partyjnej nagonki.

Z perspektywy „klątwy” jego strategia okazała się jednak wyjątkowo skuteczna. Pisząc symfonię, która demonstracyjnie odmawiała spełnienia oczekiwań związanych z dziewiątką, uwolnił ją od symbolicznego ciężaru, który przez dziesięciolecia narastał wokół tego numeru. Przez następne trzydzieści lat życia Szostakowicz napisał jeszcze sześć symfonii, zamykając ich katalog na liczbie 15.

Inni „buntownicy”

Kompozytorów, którym udało się przekroczyć „magiczną dziewiątkę”, było oczywiście znacznie więcej. Po dziesięć symfonii skomponowali między innymi niemiecki twórca Hans Werner Henze i polski kompozytor Andrzej Panufnik. Jedenaście – Estończyk Eduard Tubin, Włoch Gian Francesco Malipiero i Rosjanin Aleksandr Łokszyn. Dwanaście – Brazylijczyk Heitor Villa-Lobos i Francuz Darius Milhaud. Amerykanin Philip Glass niedawno ukończył piętnastą, Fin Kalevi Aho skomponował dotychczas osiemnaście symfonii.

Dwudziestkę przekroczyli między innymi jeden z pionierów amerykańskiej awangardy Henry Cowell (21 symfonii, ostatnia zachowana jedynie w szkicach), znakomity łotewski symfonik Jānis Ivanovs (21 symfonii, ostatnia nieukończona), działający w ZSRR polski twórca Mieczysław Wajnberg (22 symfonie, ostatnia nieukończona), ukraiński kompozytor Alemdar Karamanow (24 symfonie), holenderski neoromantyk Julius Röntgen (25 symfonii), uważany za jednego z największych mistrzów radzieckiej symfoniki Nikołaj Miaskowski (27 symfonii) i przedstawiciel „Młodej Polski” w muzyce Apolinary Szeluto (28 symfonii).

Jeszcze bardziej płodni byli między innymi brytyjski twórca Havergal Brian (32 symfonie), Rosjanin Siergiej Słonimski (34 symfonie), polski kompozytor i dyrygent Benedykt Konowalski (44 symfonie) oraz Amerykanin pochodzenia ormiańskiego Alan Hovhannes (67 symfonii).

Ponad sto symfonii skomponowali między innymi Anglik Derek Bourgeois (116 symfonii) i Amerykanin Rowan Taylor (265 symfonii). Za rekordzistę wszech czasów uważany jest zmarły w 2024 roku fiński kompozytor i dyrygent Leif Segerstam (371 symfonii).

Leif Segerstam, fot. Soppakanuuna, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Spojrzenie racjonalne

„Klątwa dziewiątej symfonii” to jeden z najbardziej rozpowszechnionych, a zarazem najbardziej mrocznych mitów w dziejach muzyki. Doskonale wpisuje się w romantyczny wizerunek artysty jako jednostki tragicznej, która rzuca wyzwanie siłom wyższym i płaci za to najwyższą cenę.

Czy „klątwa” istnieje naprawdę? W sensie ścisłym – nie. W sensie psychologicznym – istnieje dla tych, którzy w nią wierzą. Nie jest jednak wynikiem działania sił nadprzyrodzonych, lecz efektem samospełniającej się przepowiedni: poprzez lęk i wywołany nim stres może wpływać negatywnie na psychiczną i fizyczną kondycję twórcy.

Warto zwrócić uwagę na mechanizm, który przez dekady przyczyniał się do utrwalenia legendy: dostrzegano jedynie kilka tragicznych przypadków potwierdzających wzorzec, ignorowano zaś dziesiątki twórców, którzy albo zatrzymali się na długo przed dziewiątką, albo bez trudu przekroczyli mityczną granicę. Statystyka nie pozostawia jednak wątpliwości: między liczbą ukończonych symfonii a momentem śmierci kompozytora nie ma żadnego związku.

Historia muzyki to historia przekraczania rozmaitych barier. Jedną z wielu, z pewnością nie najważniejszą, była „klątwa dziewiątej symfonii”. Bariery istnieją jednak tylko dla tych, którzy je widzą – reszta zasiada do komponowania Dziesiątej.

Paweł Markuszewski


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.