Nieczęsto na koncertach jazzowych usłyszeć można septet, a tym bardziej złożony z samych gwiazd. W piątkowy wieczór taka gratka trafiła się słuchaczom Radziejowickich Wieczorów Jazzowych. Projekt Macieja Sikały zgromadził śmietankę polskich jazzmanów, którzy zauroczyli wprost festiwalową publiczność.

Ostatni koncert tej formacji odbył się w 2017 roku. Grają okazjonalnie, bo zgromadzenie siedmiu rozchwytywanych muzyków w jednym czasie i w jednym miejscu jest nie lada wyzwaniem organizacyjnym. Tym razem się udało, propozycja z Radziejowic padła na tyle wcześnie, że wszyscy mieli jeszcze wolny termin. – Oni są jak Rolling Stones, grają albo w stałym składzie, w którym nagrali płytę, albo wcale. A więc bardzo rzadko – skwitował prowadzący koncert Jerzy Szczerbakow.
Na czele grupy stoi Maciej Sikała, saksofonista, kompozytor i pedagog. Muzyk grał z wieloma artystami, m.in. z Leszkiem Możdżerem, Henrykiem Miśkiewiczem, Arturem Dutkiewiczem, Wojciechem Niedzielą, Janem Ptaszynem Wróblewskim i wieloma gwiazdami zagranicznymi, w tym choćby Lesterem Bowiem, Kennym Wheelerem czy Davidem Liebmanem. Sikała mistrzowsko operuje barwą i nastrojem, ma bogatą muzyczną wyobraźnię, czerpie w swoim wykonawstwie z najlepszych tradycji jazzowych.

W wywiadach przyznawał, że w młodości zżył się z płytami swoich idoli, słuchał bez końca kilku krążków, w tym m.in. „Blue train”. W tamtej Polsce nie było dostępu do dużej ilości nagrań. Tak bliskie obcowanie z dziełem konkretnych wykonawców przynosiło jednak dobre efekty, młodzi ludzie nasiąkali muzyką swoich idoli. – Nie da się nauczyć swingowania słuchając niejazzowej muzyki. Najwięcej uczymy się słuchając, inaczej nie da się złapać bakcyla swingu lub artykulacji – mówił kilka lat temu Sikała w wywiadzie dla Jazzpressu.
W skład grupy, poza liderem Maciejem Sikałą, wchodzą Robert Majewski (trąbka, flugelhorn), Grzegorz Nagórski (puzon), Tomasz Klepczyński (klarnet), Piotr Wyleżoł (fortepian), Andrzej Święs (kontrabas) i Sebastian Frankiewicz (perkusja). Nic dziwnego, że nie grali razem od dziewięciu lat – każdy z nich jest mistrzem w swoim fachu i realizuje mnóstwo bieżących projektów. Grają, prowadzą działalność pedagogiczną. To legendy polskiego jazzu, zdobywcy rozlicznych nagród, zwycięzcy plebiscytów.

Muzycy zaprezentowali program z płyty zarejestrowanej podczas koncertu Jazz Jantar w 2017 roku w klubie Żak. – Dzięki inicjatywie klubu Żak (…) udało mi się zebrać tylu kolegów i napisać muzykę, która od dłuższego czasu brzmiała gdzieś w mojej głowie, właśnie na taki zespół. Szczególnie zależało mi na klarnecie basowym, który jest dosyć niszowym instrumentem. Uważam, że w tym zestawie brzmieniowo sprawdza się bardzo dobrze – mówił Sikała w przytaczanym już wyżej wywiadzie. Obecni na koncercie mogą potwierdzić bez wahania – wybór tego instrumentu był strzałem w dziesiątkę!
Tak duża liczba muzyków na scenie wymusza pewne podejście do grania. Lider cały czas kontrolował sytuację, dając sygnały do kolejnych wejść czy zamykania fraz. O ile jednak całość pozostawała w ryzach formy, o tyle już w partiach improwizowanych muzycy mogli sobie pofolgować. To mistrzowski kompromis między gęstą fakturą brzmieniową zespołu a wolnością wypowiedzi jednostki. Sam lider projektu mówił, że w przypadku części utworów zaproponował dość ścisły zapis, jak mają być zagrane. – Balans pomiędzy graniem zgodnie z nutami, a lekkim improwizowaniem jest wzorcowy – mówił.


Zdawałoby się, że rozruszać puzon czy klarnet basowy nie jest łatwo. Tymczasem sekcja od początku nadała spore tempo. Pociąg się rozpędzał i trzeba było udowodnić, że wciąż się w nim siedzi. Dla muzyków tej klasy nie było to jednak wyzwaniem. Frazy płynęły wartko, każdy z artystów wnosił przy tym do kolejnych utworów swój indywidualny rys, wciągając słuchaczy w muzyczną opowieść grupy.
Pojawiały się ujmujące zestawienia, jak wstęp do kompozycji „Nie na temat”, gdzie z ciszy wyłania się nietypowy duet kontrabasu i klarnetu basowego o jakże cudnym brzmieniu! Ciepłe, niskie tony w połączeniu z ujmującą melodią odgrywaną przez Tomasza Klepczyńskiego dały niezwykły efekt. Albo początek „Septymozy małej”, gdzie wspaniałe intro gra kontrabas… Fortepian pod palcami Piotra Wyleżoła czarował, chwilami miało się wrażenie, jakby przez frazy wygrywane przez pianistę przebijał impresjonistyczny koloryt. Brzmienie samej sekcji bywało już tak wciągające, że nawet gdy tworzyli tło dla solistów, przykuwali uwagę słuchaczy.

Instrumenty dęte raz zachwycały wyrafinowanymi solówkami, kiedy indziej tworzyły ciepłe harmonie. Dwukrotnie podczas koncertu zdarzyło się, że cały zespół grał tutti, wprowadzając na scenie istny rozgardiasz, zupełnie jakby grupa ludzi mówiła jednocześnie. Podobnie bywa w zatłoczonym pubie, gdy zapada wieczór, a dźwięki unoszą się pod sufitem, komunikaty zlewają się w jedno, tworząc szemrzący gwar. Jak piękna była ta paplanina instrumentów!
Ten koncert za nami, ale już za chwilę kolejna muzyczna przygoda. W sobotę na scenie wystąpi Dawid Lubowicz Quartet w składzie: Dawid Lubowicz (skrzypce, mandolina), Michał Jakubczak (fortepian), Robert Kubiszyn (gitara basowa) i Paweł Dobrowolski (perkusja). Czeka nas zatem kolejna porcja doskonałej muzyki i kolejny wieczór pełen wrażeń!
Monika Borkowska

