Jak ogromną moc potrafi mieć słowo, dowodzi odbiór dzieł Henryka Sienkiewicza. Współcześni pisarzowi oszaleli na punkcie Trylogii. Bohaterów jego powieści traktowano jak żywych ludzi, mówiono o nich podczas spotkań towarzyskich i rodzinnych, żałowano ich, a nawet… modlono się za nich! Dzieła autora odegrały ważną rolę również później, kształtując kolejne pokolenia Polaków. W trudnych momentach historii, także podczas okupacji, miały moc krzepiącą.

5 maja 2026 roku obchodzimy 180 rocznicę urodzin Sienkiewicza. To pisarz wyjątkowy. Miał niezwykły zmysł tworzenia barwnych historii, umiejscawiał je w czasie, doskonale oddając realia epoki. Bohaterów jego książek można ich było kochać albo nienawidzić, ale nie sposób było pozostać wobec nich obojętnym. Bolesław Prus zarzucał, że postaci z trylogii były nierealne, „papierowe”. Ale czytelnicy potrzebowali w wielu momentach właśnie takich właśnie bohaterów, którzy potrafili wlać w serca trochę ciepła, radości, wiary, którzy dodawali otuchy, a czasem wzruszali do głębi.
Rodzicami Henryka Sienkiewicza był Józef i Stefania z domu Cieszkowska. Matka pisarza popełniła mezalians, wychodząc za Józefa. Pochodziła ze starej majętnej rodziny podlaskiej, która jednak czasy świetności miała już za sobą. Gdy stanęła na ślubnym kobiercu, była – jak na tamte czasy – dojrzałą kobietą. Nie miała ochoty zostać starą panną, skoro więc pojawiła się możliwość zamążpójścia, skwapliwie z niej skorzystała. Również rodzina dała ciche przyzwolenie na ślub, choć Stanisław nigdy nie cieszył się uznaniem wśród członków świetnego niegdyś rodu.
Henryk przyszedł na świat 5 maja 1846 r. w Woli Okrzejskiej na Podlasiu jako drugie dziecko w rodzinie. Chodził do gimnazjum w Warszawie, interesy rodzinne nie szły jednak dobrze, toteż na rok przed maturą przerwał naukę i podjął pracę jako guwerner. Do egzaminu przygotowywał się sam i zdał go bez większych problemów. Na świadectwie miał oceny dostateczne, ale z języka polskiego, historii i geografii oceniono go na piątkę.
Kierunek: literatura!
Rozpoczął studia w Szkole Głównej w Warszawie, początkowo na kierunku medycznym, ale szybko zmienił wydział na filologiczno-historyczny. Nie uzyskał jednak dyplomu, przeszkodą był brak końcowego egzaminu z greki. Uznał, że papier nie jest mu potrzebny do tego, by zostać pisarzem. Zaczął poszukiwać dla siebie miejsca w świecie literackim. Był pracowity, pisał już w trakcie gimnazjum. Zadebiutował w prasie recenzją teatralną i tekstem o Mikołaju Sępie-Sarzyńskim. Ale to była namiastka, ambicje Henryka były dużo większe.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Współpracował z różnymi gazetami. W 1876 r. udał się do Stanów Zjednoczonych, skąd przesyłał „Listy z podróży do Ameryki” publikowane w „Gazecie Polskiej”. Włóczył się po kraju z myśliwymi, pędził bydło z hodowcami, odwiedzał farmy, małe miasteczka, obserwując z bliska amerykańską rzeczywistość. Egzemplarze gazety z relacjami Sienkiewicza zza Oceanu wyrywano sobie z rąk, młody korespondent stawał się gwiazdą… Gdy wrócił do Polski, wygłaszał odczyty o Ameryce i prezentował publicznie swoje utwory. Sale były wypełnione po brzegi, zwłaszcza przedstawicielkami płci pięknej, a prasa tonęła w zachwytach. Panowie fryzowali się tak jak on, zapuszczali hiszpańską bródkę. „Już po powrocie z Ameryki prawie każda z dam, przechodząc ulicą, posądzała każdego wyższego i przystojnego mężczyznę o to, że jest Sienkiewiczem” – pisał Bolesław Prus.
Kilka lat później zaczął pisać Trylogię. Słał do Warszawy kolejne odcinki „Ogniem i mieczem”, jeżdżąc po Europie. Powieść odniosła ogromny sukces. Prasa, w której drukowano kolejne odcinki, rozchodziła się na pniu, jak świeże bułeczki wyprzedawały się też wydania książkowe. Choć pojawiały się też głosy zawiści. I tak m.in. Józef Ignacy Kraszewski ocenił, że powieść jest… „nudna i rozwlekła”! Z kolei Teodor Tomasz Jeż, który też pisał o czasach powstania Chmielnickiego, zarzucał Sienkiewiczowi stosowanie „tanich sztuczek literackich”. Prus wypominał, że bohaterami powieści są „papierowe” postaci, zupełnie nierealne. Ale czymże są te słowa krytyki ze strony konkurentów po piórze w morzu pochwał, jakie płynęły do Sienkiewicza? O bohaterach jego powieści mówiło się podczas spotkań towarzyskich, zabiegano o wycinki z prasy lub streszczenia kolejnych rozdziałów. Autora błagano w listach, by nie uśmiercał Skrzetuskiego i pozwolił mu poślubić Helenę.
„Kiedy wychodziło ‘Ogniem i mieczem’, nie było rozmowy, która by się od niego nie zaczynała i na nim nie kończyła, o bohaterach powieści mówiło się i myślało jak o żywych ludziach. (…) Jak legenda wyglądać będą opowiadania o tej pani, co zapytana przy powitaniu, czy jej się nie stało coś złego, że taka smutna, odpowiadała: ‘Bar wzięty!’, o tym pacierzu, który ktoś mówił za duszę Podbipięty i aż w połowie spostrzegł się sam, że to wymyślona śmierć i wymyślona dusza” – pisał Stanisław Tarnowski, historyk literatury i publicysta. Podobnie było z „Potopem”. Stefan Żeromski przytaczał relację znajomego, który czekał na poczcie na prowincji na przesyłkę. „Razem z nim czekało ze dwudziestu szewców, czeladników, sklepikarzy – czekali na ‘Słowo’. Gdy poczta przyszła, urzędnik pocztowy zaczął czytać ‘Potop’ na głos. Ci ludzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści” – pisał.
Afrykańska przygoda i sukces wszech czasów
Trylogia postawiła pisarza finansowo na nogi, mógł więc planować kolejne podróże. Jeździł po Europie, planował też wyprawę do Afryki. Ta wycieczka przybrała nieciekawy obrót. Już w Egipcie zdiagnozowano u niego wrzód gardła, a w Tanzanii dopadła go febra. Wkrótce doznał kolejnego ataku febry, w efekcie spędził dwa tygodnie w szpitalu w Zanzibarze, w pojedynczej co prawda sali, za to z widokiem na cmentarz. Feralna wyprawa zaowocowała jednak kolejnym zbiorem tekstów: „Listy z Afryki” (1890).

W marcu 1895 roku ukazał się w „Gazecie Polskiej” pierwszy odcinek „Quo vadis”.Powieść odniosła ogromny sukces. Zachwycali się nią recenzenci z całego świata. Została przełożona niemal na wszystkie języki świata. Książkę adaptowano na potrzeby teatru, baletu, pantomimy, opery, filmu. Sienkiewicz stał się ikoną swoich czasów. Gdy podczas pobytu w hotelach wystawiał buty do czyszczenia, znajdował w nich róże. Krążyli wokół niego reporterzy, ludzie próbowali nawiązać z nim kontakt. Otrzymywał mnóstwo zaproszeń i listów.
W 1900 roku urządzono obchody 25-lecia działalności pracy twórczej Sienkiewicza. Uroczystości odbywały się w trzech zaborach – organizowano galowe wieczory, akademie, w teatrach grano jego utwory, w prasie ukazywały się artykuły na jego cześć. Z całego świata słano gratulacje. Komitet jubileuszowy za zebrane środki kupił dla pisarza posiadłość w Oblęgorku pod Kielcami. W 1905 roku Sienkiewicz otrzymał nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Doceniono go za „wybitne osiągnięcia w dziedzinie epiki i rzadko spotykany geniusz, który wcielił w siebie ducha narodu”.
Serce nie sługa…
Droga literacka wydawała się mniej wyboista niż sprawy sercowe. Henryk nie pozostawał obojętny na wdzięki kobiece, miłostki zajmowały ważne miejsce w jego życiu. Zauroczenia były na porządku dziennym. Rosnąca popularność pisarza sprawiała, że i przedstawicielki płci pięknej bardzo się nim interesowały. Miał sporo przygód miłosnych. Wystarczy wspomnieć zaręczyny z Marią Keller, które zostały ostatecznie zerwane przez rodziców dziewczyny obawiających się o przyszły status materialny córki, uwielbienie, jakie żywił dla aktorki Heleny Modrzejewskiej (w tym akurat nie było nic dziwnego, kochała się w niej połowa mężczyzn w Polsce). A to przyciągnęła jego uwagę przypadkowa kobieta w pociągu, a to zauroczyła go siostrzenica jednego z wydawców, a to bogata Hiszpanka, którą poznał podczas pobytu w Ameryce, a to Angielka płynąca z nim statkiem. Jednak to dla Marii Szetkiewiczówny stracił na dobre głowę.
Historia lubi się powtarzać… Rodzina Szetkiewiczów, podobnie jak rodzina matki Henryka, należała w przeszłości do majętnych i uznanych, ale czasy świetności minęły bezpowrotnie. Ojciec Marii za udział w Powstaniu Styczniowym został wywieziony na Ural, skonfiskowano też jego majątek. Po 10 latach został zwolniony, kupił wtedy niewielki folwark w pobliżu Puszczy Kampinoskiej. Pieniędzy nie było, ale ambicje pozostały. Nie udałoby się przekonać przyszłych teściów do małżeństwa, gdyby nie pozyska, którą Sienkiewicz zyskał już w tym czasie. W 1881 r. stanęli na ślubnym kobiercu.
Maria była prawdziwą i wielka miłością Henryka. Urodziła mu córkę i syna, ale zdrowie jej nie dopisywało. Chorowała na gruźlicę. Choroba to nasilała się, to odpuszczała. Małżeństwo jeździło po różnych kurortach, by poreperować stan kobiety, wciąż jednak pojawiały się nawroty. Sienkiewicz troskliwie opiekował się żoną, pracował jednocześnie cały czas nad kolejnymi powieściami. Córkami w tym czasie zajmowali się teściowie. Maria zmarła w październiku 1885 r. w wieku 31 lat.

Kilka lat później pisarz znów zaczął myśleć o założeniu rodziny. Starał się o rękę Marii Romanowskiej, młodszej o 27 lat. Tu również mocno dała o sobie znać przepaść finansowa między możliwościami pisarza a oczekiwaniami bogatej panny. Ślub odbył się w 1893 r., ale była to jedna z największych pomyłek życiowych obojga małżonków. Matka dziewczyny zaczęła zabiegać o unieważnienie małżeństwa, czym ostatecznie doprowadziła Sienkiewicza do furii. W tym czasie Henryk pisał „Rodzinę Połanieckich”. Powszechnie odczytywano, że pod postacią Linety Castelli i jej ciotki, pani Bronowiczowej, kryje się nie kto inny jak Maria Romanowska i jej matka, znielubiona teściowa literata, którą w jednym z listów określił mianem „starej żółtej małpy”. Ostatecznie małżeństwo unieważniono. Pojawiały się jeszcze kolejne kobiety, ostatecznie jednak poślubił jako trzecią Marię Babską, swoją cioteczną siostrzenicę. Nastąpiło to w 1904 roku. Ona miała 40 lat, on 57.
Po wybuchu I wojny światowej wyjechał w 1914 r. wraz z rodziną do Szwajcarii, do Vevey. Wraz z Ignacym Janem Paderewskim był jednym ze współzałożycieli Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Zmarł na atak serca w 1916 r. Tuż przed śmiercią wyszeptał z bólem, że „nie zobaczy już wolnej Polski”. Został pochowany na miejscowym cmentarzu. Osiem lat później, w 1924 r., prochy Sienkiewicza sprowadzono do wolnej już Polski. Złożono je w sarkofagu w podziemiach katedry św. Jana, tuż obok prezydenta Gabriela Narutowicza.
Monika Borkowska

