Przez stulecia młodych chłopców poddawano brutalnym okaleczeniom, by stworzyć głosy o niezwykłej sile, skali i ekspresji. To one kształtowały estetykę muzyki baroku, napędzały kariery i generowały fortuny. Sławę zdobywali jednak tylko nieliczni – większość pozostawała anonimowa. Fenomen popularności kastratów to studium współzależności kultury i przemocy oraz dowód na to, jak wysoka potrafi być cena piękna.

Geneza zjawiska
Pojawienie się kastratów w muzyce XVI-wiecznej Europy było skutkiem zakazu śpiewu kobiet w liturgii katolickiej, który wywodzono ze słów św. Pawła: „kobiety mają milczeć w kościele”. Partie sopranów i altów w wielogłosowych utworach religijnych wykonywali wcześniej chłopcy lub falseciści, ale oba te rozwiązania miały ograniczenia: głosy chłopięce zanikały wraz z mutacją, a falseciści dysponowali mniejszą skalą i słabszym brzmieniem. Kastraci łączyli rejestr głosu chłopięcego z pojemnością płuc dorosłego mężczyzny, byli więc idealnymi wykonawcami tej muzyki. W chórach kościelnych pojawiali się od lat sześćdziesiątych XVI wieku, a pod koniec stulecia śpiewali już nawet w watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej.
Narodziny opery na początku XVII wieku całkowicie zmieniły ich status. Wirtuozowskie, bogato ornamentowane arie wymagały głosów o wyjątkowej skali, sile i sprawności. Wysokie rejestry zaczęto utożsamiać z doskonałością – role herosów, królów i bogów powierzano więc właśnie kastratom. Publiczność w niemal całej Europie przyjmowała ich entuzjastycznie. Okrzyk „Evviva il coltello!” („Niech żyje nóż!”), który często wznoszono w teatrach, świadczy o tym, że w pełni akceptowano ekstremalną cenę artystycznej doskonałości.
Procedura medyczna i jej kontekst społeczny
Kastracja przyszłych śpiewaków polegała na usunięciu jąder. Zabieg przeprowadzano zwykle między siódmym a dwunastym rokiem życia. Wykonywali go cyrulicy, bez zachowania zasad antyseptyki i bez znieczulenia. Aby uśmierzyć ból, chłodzono mosznę lodem, podawano opium, stosowano gorące kąpiele lub uciskano tętnice szyjne, co wywoływało chwilowe niedotlenienie mózgu. Wiele dzieci nie przeżywało operacji, umierając z powodu zakażeń lub krwotoków.

Jądra produkują testosteron odpowiedzialny za rozwój krtani i mutację głosu. Ich usunięcie przed okresem dojrzewania sprawiało, że dorosły mężczyzna zachowywał dziecięcy rejestr – sopran lub alt. Kastraci wyróżniali się charakterystyczną budową ciała: byli ponadprzeciętnie wysocy, mieli nienaturalnie długie kończyny, gładką skórę oraz szeroką, beczkowatą klatkę piersiową. Potężne płuca połączone z niewielką krtanią dawały niezwykłe możliwości wokalne – pozwalały śpiewać wyjątkowo długie frazy na jednym oddechu, osiągać ogromną siłę brzmienia i wykonywać brawurowe ornamenty.
Proceder napędzała przede wszystkim bieda. Dla ubogich rodzin okaleczenie syna było często jedyną nadzieją na awans społeczny i finansowy. Prawo zakazywało kastracji, jednak panowała wokół niej zmowa milczenia. Oficjalnie utratę jąder tłumaczono koniecznością medyczną lub nieszczęśliwymi wypadkami: upadkiem z konia czy pogryzieniem przez zwierzęta. Pozwalało to elitom korzystać z talentu kastratów, ignorując ich cierpienie. Szczególnie uderzająca była instytucjonalna hipokryzja Kościoła – choć uznawał on kastrację za grzech ciężki, a wszystkim uczestnikom procederu groził ekskomuniką, to przez kilka stuleci kastraci byli filarami chórów kościelnych w większości krajów katolickiej Europy.
Szacuje się, że w XVIII wieku we Włoszech kastrowano nawet kilka tysięcy chłopców rocznie.
System edukacji
Sam zabieg nie gwarantował sukcesu. Decydowały o nim przede wszystkim wrodzone predyspozycje głosowe oraz wieloletni, niezwykle intensywny trening.
Niekwestionowanym centrum kształcenia śpiewaków stał się Neapol. Tamtejsze konserwatoria przyjmowały chłopców w wieku siedmiu lub ośmiu lat i w pełni finansowały ich edukację oraz utrzymanie, zapewniając sobie w zamian prawo do udziału w ich przyszłych dochodach. Nauka trwała od ośmiu do dziesięciu lat, a każdy dzień zaplanowany był niemal co do minuty. Program obejmował nie tylko lekcje śpiewu, ale także teorię muzyki, kompozycję, grę na klawesynie i retorykę muzyczną. Kilka godzin dziennie poświęcano ćwiczeniom oddechowym i emisyjnym. Najzdolniejsi uczniowie trafiali później pod opiekę prywatnych mistrzów śpiewu.
Efektem takiego szkolenia był głos o niezwykłej nośności i charakterystycznym, metalicznym brzmieniu. W przeciwieństwie do dzisiejszych kontratenorów kastraci nie śpiewali falsetem, lecz pełnym rejestrem piersiowym – głosem naturalnym dla ich zmienionej anatomii.
Wizja kariery i wielkich pieniędzy przyciągała do Neapolu tysiące dzieci z biednych rodzin. Statystyki były jednak bezwzględne: sławę i wysokie zarobki osiągał średnio jeden na stu kastrowanych chłopców. Pozostali kończyli jako prowincjonalni śpiewacy kościelni, lokalni nauczyciele muzyki lub kopiści nut. Ci, których głos nie spełniał oczekiwań, albo którzy doznali trwałych powikłań po zabiegu, trafiali często na margines społeczny.
Aspekt ekonomiczny
Opera barokowa była potężnym przemysłem rozrywkowym, którego najcenniejszymi „aktywami” byli kastraci. W XVIII-wiecznych Włoszech działały dziesiątki scen operowych, a włoskich śpiewaków masowo angażowały również największe stolice Europy. Teatry i dwory zaciekle rywalizowały o najgłośniejsze nazwiska. Nierzadko na honorarium gwiazdy przeznaczano nawet kilkadziesiąt procent budżetu inscenizacji – sławny kastrat był gwarancją sukcesu komercyjnego. Najlepsi otrzymywali gaże porównywalne z dochodami zamożnej arystokracji. Farinelli zarabiał w Londynie około 1500 funtów za sezon, nie licząc kosztownych podarków od bogatych fanów; dla porównania, roczny dochód wykwalifikowanego rzemieślnika wynosił wówczas kilkadziesiąt funtów. Skromniejsze, ale stabilne warunki finansowe oferował śpiewakom Kościół.
Największe gwiazdy funkcjonowały jak międzynarodowi celebryci. Farinelli przez wiele lat pełnił wpływową funkcję doradcy na dworze hiszpańskim, Senesino za zgromadzony majątek wybudował luksusowy pałac, a Caffarelli kupił tytuł arystokratyczny oraz zamek. Jednak zdecydowana większość śpiewaków nigdy nie zbliżyła się do takiego statusu.
Życie prywatne
Społeczna pozycja kastratów była niejednoznaczna. Na scenie traktowani jak gwiazdy, w życiu codziennym funkcjonowali na obrzeżach społeczeństwa, poza tradycyjnymi kategoriami płci. Mimo bogactwa i protekcji najpotężniejszych mecenasów często spotykali się z pogardą. W odpowiedzi wielu manifestowało swoją tożsamość poprzez ostentacyjny luksus: najdroższe jedwabie, klejnoty, wyzywający makijaż i wyszukane peruki.
Prawo kanoniczne zabraniało kastratom zawierania małżeństw, uznając ich za niezdolnych do prokreacji. Ich życie uczuciowe było przedmiotem licznych plotek i spekulacji. W kręgach arystokratycznych uchodzili za modnych i pożądanych kochanków – relacja z kastratem nie stwarzała ryzyka nieślubnej ciąży i związanej z nią towarzyskiej kompromitacji.
Trauma dziecięcego okaleczenia i społecznej izolacji odciskała piętno na psychice kastratów. Słynna arogancja Caffarellego była mechanizmem obronnym – próbą odzyskania kontroli nad życiem przez człowieka, któremu odebrano prawo do decydowania o własnym ciele. Starość była dla kastratów szczególnie bolesna – wraz z utratą głosu tracili fundament swej pozycji. Brak testosteronu prowadził do zaburzeń metabolicznych: wielu cierpiało na skrajną otyłość, osteoporozę i ciężką depresję. Ci, którzy nie zgromadzili majątku, kończyli życie w ubóstwie i zapomnieniu. Bogatsi dożywali starości w luksusie, funkcjonując jako żywe relikwie minionej epoki.
Kastraci i ich kompozytorzy
Opery barokowe i wczesnoklasyczne powstawały dla konkretnych śpiewaków. Kontrakt z gwiazdą wyznaczał ramy dramaturgiczne i muzyczne dzieła: kompozytorzy dostosowywali muzykę do skali głosu, techniki oraz indywidualnego stylu wykonawcy. Najwięksi wirtuozi wywierali także ogromny wpływ na ostateczny kształt oper. Potrafili wymuszać zmiany w partyturze, odrzucać arie lub domagać się bardziej eksponowanych scen. Relacje między kompozytorami a kastratami były często napięte, a wizja twórcy często musiała mierzyć się z kaprysami wykonawców i wymaganiami rynku.
Głównym narzędziem wokalnej dominacji były arie da capo. Ich trójdzielna forma zakładała, że po kontrastowej części środkowej powracał motyw początkowy, który śpiewak wzbogacał o kunsztowną, improwizowaną ornamentykę. Dawało to kastratom możliwość prezentowania zapierających dech w piersiach koloratur i spektakularnych popisów technicznych. Dla publiczności był to najbardziej wyczekiwany element spektaklu.

Panteon bóstw
Carlo Broschi, znany jako Farinelli (1705–1782), był najsłynniejszym kastratem w historii. Kształcił się w Neapolu u Nicoli Porpory i szybko stał się gwiazdą włoskich scen operowych. Dysponował skalą trzech i pół oktawy oraz legendarną kontrolą oddechu, dzięki której potrafił prowadzić frazy trwające ponad minutę. Słynny okrzyk „Jeden Bóg, jeden Farinelli!” oddawał niemal religijny charakter kultu, jakim go otaczano. W 1737 roku, u szczytu sławy, porzucił scenę dla dworu w Madrycie, gdzie spędził ponad dwadzieścia lat. Z czasem stał się zaufanym doradcą hiszpańskich monarchów i zdobył realne wpływy polityczne. Ostatnie lata życia spędził w Bolonii, w luksusowej willi, która stała się obowiązkowym punktem na mapie podróży europejskich intelektualistów i artystów.
Caffarelli (Gaetano Majorano, 1710–1783) stanowił absolutne przeciwieństwo statecznego, dystyngowanego Farinellego. Uosabiał wszystkie stereotypy przypisywane kastratom: pychę, agresję i kapryśność, które szły jednak w parze z wybitnym talentem. Według legendy Porpora przez sześć lat kazał mu ćwiczyć wyłącznie jedną stronę wokaliz, po czym oznajmił, że uczynił z niego największego śpiewaka Europy. Caffarelli słynął z krystalicznej intonacji i koloratur „szybszych niż myśl”. Jego kariera była jednak nieustannym pasmem skandali: na scenie potrafił ostentacyjnie żuć orzechy podczas arii swoich rywali albo publicznie obrażać widzów, co kilkukrotnie kończyło się aresztem. Po powrocie do rodzinnego Neapolu kupił tytuł książęcy i zamek San Donato. Zmarł jako jeden z najbogatszych artystów epoki.

Senesino (Francesco Bernardi, 1686–1758) był filarem londyńskiego imperium operowego Georga Friedricha Händla. Choć jego relacje z kompozytorem były niezwykle burzliwe – obaj słynęli z trudnych, despotycznych charakterów – nazwisko Senesina na afiszu gwarantowało komplet na widowni. Dysponował potężnym, głębokim i wyrazistym głosem o heroicznym brzmieniu. Oprócz olśniewającej techniki wyróżniał się rzadkim wśród kastratów talentem aktorskim i magnetyczną charyzmą sceniczną, dzięki której potrafił doprowadzić widzów do łez. Jego odejście do konkurencyjnej trupy operowej przyczyniło się do upadku Królewskiej Akademii Muzycznej prowadzonej przez Händla.

Zmierzch epoki i ostatni kastrat
W pierwszej połowie XVIII wieku kastracja rzadko spotykała się z moralnym potępieniem, wyraźny zwrot w tej kwestii przyniosło dopiero Oświecenie. Voltaire wprost nazywał ten proceder barbarzyństwem, a Jean-Jacques Rousseau krytykował sztuczność estetyki operowej, wpisując te uwagi w debatę o potrzebie „naturalności” w sztuce.
W muzyce dominacji kastratów pierwszy poważny cios zadał Christoph Willibald Gluck. Choć nadal powierzał im główne role, odrzucił pustą wirtuozerię i samowolę solistów na rzecz dramatycznej prawdy oraz jedności słowa i dźwięku. Głos kastrata – dotąd uznawany za ideał – zaczął być stopniowo postrzegany jako zjawisko nienaturalne. Ostatnimi kompozytorami operowymi tworzącymi partie dla kastratów byli Gioacchino Rossini i Giacomo Meyerbeer w pierwszych dekadach XIX stulecia.
Zmierzch epoki kastratów miał wiele przyczyn. Romantyczny teatr muzyczny wymagał innego rodzaju ekspresji, odrzucając barokową konwencjonalność. Wraz z rozpadem dawnych struktur dworskich i rosnącą presją moralną publiczność zaczęła faworyzować nowe rodzaje głosów – naturalne soprany oraz bohaterskie tenory. Zmienił się również kulturowy wzorzec męskości: romantyzm cenił głos naturalny, utożsamiany z siłą.
Po proklamowaniu zjednoczonego Królestwa Włoch w 1861 roku kastracja została oficjalnie uznana za ciężkie przestępstwo. Ostatni bastion kastratów, Watykan, poddał się dopiero w 1903 roku, gdy papież Pius X zakazał zatrudniania ich w chórach kościelnych.

Alessandro Moreschi (1858–1922) był ostatnim kastratem chóru Kaplicy Sykstyńskiej i jedynym, którego głos zachował się na nagraniach, zarejestrowanych w latach 1902–1904. Mają one ogromną wartość dokumentalną, nie oddają jednak brzmienia „złotej ery” kastratów. Moreschi był już wówczas dojrzałym mężczyzną po czterdziestce, a jego technika i głos nosiły wyraźne ślady upływu czasu; ponadto ukształtowała go rzymska tradycja liturgiczna, a nie wymagająca szkoła operowa. Mimo to nagrania pokazują, że jego głos wyraźnie różnił się od brzmienia współczesnych kontratenorów czy sopranistek – był jaśniejszy, bardziej „szklisty”, z charakterystycznym vibrato i specyficznym sposobem atakowania dźwięku.
Moreschi odszedł z chóru Kaplicy Sykstyńskiej w 1913 roku, a jego śmierć dziewięć lat później symbolicznie zamknęła epokę kastratów w muzyce, trwającą ponad trzy i pół stulecia.
Próby rekonstrukcji
Dziś nie jesteśmy w stanie odtworzyć, jak brzmiały głosy Farinellego i jemu współczesnych. Archiwalne nagrania Moreschiego są jedynym bezpośrednim świadectwem dźwiękowym głosu kastrata, jednak dokumentują one schyłek możliwości dojrzałego śpiewaka liturgicznego z początku XX wieku, a nie pełnię świetności operowej gwiazdy z epoki baroku.
Alessandro Moreschi „Ave Maria”
Współczesne próby rekonstrukcji tego fenomenu opierają się na kilku źródłach. Pierwszym są relacje świadków, pełne metafor o „anielskim” czy „niebiańskim” brzmieniu – mówią one jednak więcej o emocjach słuchaczy niż o rzeczywistych cechach głosu. Drugim źródłem są partytury: arie pisane dla kastratów wymagają ogromnej skali, niezwykle długich fraz, perfekcyjnej koloratury i subtelnej kontroli dynamiki – na tej podstawie można częściowo odtworzyć techniczne możliwości dawnych śpiewaków. Trzeci filar to współczesna praktyka wykonawcza kontratenorów – ich technika opiera się jednak na rejestrze falsetowym, nie są więc w stanie odtworzyć potęgi i gęstości brzmienia głosu kastratów. Rzadkie przypadki mężczyzn śpiewających naturalnym sopranem to jego najbliższe biologiczne odpowiedniki.
W ostatnich dekadach do rekonstrukcji włączono zaawansowane technologie. Na potrzeby głośnego filmu Farinelli z 1994 roku stworzono elektroniczną hybrydę głosów amerykańskiego kontratenora Dereka Lee Ragina oraz polskiej sopranistki Ewy Małas-Godlewskiej. Najnowsze projekty wykorzystują sztuczną inteligencję do modelowania hipotetycznego brzmienia głosu kastratów. Są to jednak wciąż tylko rekonstrukcje – jego prawdziwe brzmienie pozostaje bezpowrotnie utraconym sekretem historii muzyki.
Bilans zysków i strat
Bilans zjawiska jest niejednoznaczny. Kastraci współtworzyli fundamenty europejskiej opery i stylu bel canto, przesuwając granice techniki wokalnej oraz wyobraźni kompozytorskiej. Opery Händla, Vivaldiego, Scarlattiego, Porpory czy Hassego po latach zapomnienia przeżywają dziś renesans na światowych scenach. Model edukacji wypracowany w neapolitańskich konserwatoriach stał się fundamentem europejskiej tradycji bel canto i ukształtował nowożytną pedagogikę wokalną.
System działał jak samonapędzający się mechanizm i służył interesom wielu środowisk: Kościoła, teatrów, dworów i ubogich rodzin. Najwięcej zarabiały wielkie gwiazdy, ale zyski czerpali także nauczyciele śpiewu, konserwatoria, impresariowie oraz właściciele teatrów. Dla ubogich, wielodzietnych rodzin okaleczenie syna oznaczało często awans społeczny, a cyrulicy wykonujący zabiegi traktowali je jako stałe i intratne źródło dochodu.
Fenomen kastratów opierał się na przemocy i okrucieństwie, a jego koszty ponosili przede wszystkim ci, którym odebrano prawo do decydowania o własnym życiu. Przez kilka stuleci wykastrowano setki tysięcy chłopców – karierę na miarę Farinellego zrobiło kilkudziesięciu. Pozostali, z niespełnionymi ambicjami i zrujnowanym zdrowiem, egzystowali na marginesie życia muzycznego i społecznego. Arcydzieła stworzone dla kastratów są dziś częścią kanonu muzyki europejskiej. Warunki, w jakich powstały, należą jednak do najbardziej mrocznych rozdziałów historii kultury.
Paweł Markuszewski

