Mieczysław Wajnberg – życie w cieniu

Mieczysław Wajnberg przez całe życie tworzył w cieniu – wojny, emigracji, politycznego terroru i cudzej sławy. Pozostawił muzykę o niezwykłej sile ekspresji, która dopiero od niedawna zdobywa należne sobie miejsce na światowych estradach. Dziś coraz wyraźniej widać, że gdyby mógł rozwijać talent w ojczyźnie, historia polskiej muzyki mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. 26 lutego mija trzydzieści lat od śmierci kompozytora.

Szmul Wajnberg z dziećmi – Esterą i Mietkiem (1921)

Młodość w Warszawie

Mieczysław Wajnberg, na świecie znany również jako Weinberg lub Vainberg, urodził się 8 grudnia (według innych źródeł 12 stycznia) 1919 roku w Warszawie, w muzycznej rodzinie żydowskiej. Jego ojciec Szmul był skrzypkiem i kompozytorem muzyki teatralnej, matka Sara była aktorką. Mały Mietek od najmłodszych lat obcował z muzyką: pomagał ojcu w przygotowywaniu spektakli, grał na fortepianie na żydowskich weselach. W wieku 12 lat wstąpił do Konserwatorium Warszawskiego, gdzie został studentem prof. Józefa Turczyńskiego – wówczas jednego z najznakomitszych pianistów i pedagogów gry na fortepianie. Szybko zyskał opinię jednego z najzdolniejszych studentów. W połowie lat trzydziestych zaczął zajmować się także kompozycją, przede wszystkim jednak rozwijał karierę pianistyczną. Dorabiał również jako pianista w warszawskich kawiarniach i lokalach dancingowych. Wiosną 1939 roku grę Wajnberga usłyszał wielki Józef Hoffmann i zaproponował mu podjęcie studiów pianistycznych w USA. Wybuch II wojny światowej pokrzyżował te plany.

Kamienica przy ul. Żelaznej 66 w Warszawie – dom rodzinny Mieczysława Wajnberga, fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL, via Wikimedia Commons
Tablica upamiętniająca Mieczysława Wajnberga na jego rodzinnym domu

Lata II wojny światowej

We wrześniu 1939 roku, po ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę, rodzina Wajnbergów ruszyła na wschód. Po siedemnastu dniach pieszej wędrówki Mieczysław dotarł do granicy polsko-radzieckiej. Po drodze przypadkowo rozdzielił się z bliskimi, których już nigdy więcej nie zobaczył. Dopiero wiele lat później dowiedział się, że cała jego rodzina zginęła, prawdopodobnie w obozie pracy w Trawnikach.

Gdy na granicy potwierdził, że jest Żydem, radzieccy pogranicznicy wpisali mu do dokumentów imię Mojsiej i zezwolili na wjazd do ZSRR (do imienia Mieczysław wrócił oficjalnie w latach osiemdziesiątych XX wieku). Początkowo Wajnberg osiedlił się w białoruskim Mińsku, gdzie uzyskał obywatelstwo radzieckie i podjął studia kompozytorskie w klasie Wasilija Zołotariowa. Jego kolegą z klasy kompozycji był starszy o trzy lata Ryszard Sielicki, również uciekinier z okupowanej Polski. Wajnberg poznał w tym czasie twórczość Dmitrija Szostakowicza, który wkrótce został jego bliskim przyjacielem i mentorem.

Mieczysław Wajnberg - Dlakultury.pl
Prof. Wasilij Zołotariow ze studentami, z prawej siedzi Mieczysław Wajnberg, stoi Ryszard Sielicki (1939)

Po ataku Niemiec na Związek Radziecki Wajnberg ponownie musiał uciekać – tym razem do Taszkentu w Uzbekistanie. Pracował tam w operze jako korepetytor i pianista. W 1943 roku, dzięki pomocy Szostakowicza, osiedlił się w Moskwie razem z niedawno poślubioną żoną, Natalią Wowsi-Michoels.

Lata stalinowskiego terroru

W drugiej połowie lat czterdziestych sytuacja kompozytorów w Związku Radzieckim gwałtownie się pogorszyła – nawet najwybitniejsi twórcy znaleźli się pod ostrzałem zmasowanej krytyki. Choć Wajnberg nie został wymieniony w sławetnym dekrecie Żdanowa z 1948 roku, to i tak jego dziełom zarzucano pesymizm, zbytnią indywidualność i „nadmierną troskę o formę kosztem idei melodycznych”. Ograniczano wykonania, wstrzymywano publikacje partytur.

Nasilała się również kampania antysemicka. W styczniu 1948 roku teść Wajnberga Solomon Michoels, dyrektor Państwowego Teatru Żydowskiego w Moskwie, został zamordowany przez NKWD. Kompozytor znalazł się pod szczególną obserwacją. W lutym 1953 roku aresztowano go pod zarzutem „burżuazyjnego nacjonalizmu żydowskiego” i udziału w rzekomym „spisku lekarzy kremlowskich”, który w rzeczywistości był prowokacją polityczną wymierzoną w Żydów. Wajnberg trafił do więzienia na Łubiance. Groziło mu wieloletnie zesłanie do łagru, a nawet kara śmierci. Szostakowicz napisał list w obronie przyjaciela, podkreślając jego lojalność wobec państwa i znaczenie artystyczne jego twórczości. Dopiero po śmierci Stalina, gdy sprawa „spisku lekarzy” została zakończona, Wajnberg – po jedenastu tygodniach spędzonych w więzieniu – został zwolniony.

Portret Mieczysława Wajnberga
Portret Mieczysława Wajnberga (ok. 1949)

Dalsze życie

Choć po wyjściu z więzienia szybko powrócił do pracy kompozytorskiej, doświadczenie aresztowania pozostawiło trwały ślad w jego psychice. Żył ostrożnie, unikał publicznych deklaracji, a poczucie zagrożenia towarzyszyło mu już do końca życia. Stopniowo odzyskiwał możliwość wykonywania swoich dzieł i choć w latach sześćdziesiątych jego muzyka zaczęła cieszyć się pewnym uznaniem, to kompozytor wciąż pozostawał w cieniu. Znany był głównie jako twórca muzyki filmowej – między innymi do słynnego, nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes filmu wojennego Lecą żurawie i do niezwykle popularnej w ZSRR serii filmów animowanych o Kubusiu Puchatku. Występował także jako pianista.

Wajnberg przez całe życie mówił biegle po polsku i pielęgnował pamięć o Polsce. W 1966 roku odwiedził Warszawę jako członek oficjalnej delegacji radzieckiej na festiwal „Warszawska Jesień”. Miasto, które pamiętał z młodości, już nie istniało; dopiero wtedy dowiedział się o tragicznym losie bliskich. Poczuł, że nigdzie już nie może czuć się w pełni „u siebie” – a do Warszawy nigdy więcej nie powrócił.

Dalsze lata życia spędził w poczuciu coraz większego osamotnienia. Odchodzili kolejni przyjaciele, a jego muzyka coraz rzadziej pojawiała się w programach koncertowych. W latach osiemdziesiątych wystąpił o oficjalną zmianę imienia w dokumentach na Mieczysław, krótko przed śmiercią przyjął chrzest w obrządku prawosławnym. Kilka ostatnich lat życia spędził przykuty do łóżka, stan zdrowia nie pozwalał mu już na komponowanie.

Zmarł 26 lutego 1996 roku w Moskwie, pochowany został na cmentarzu w podmoskiewskim Domodiedowie.

Pasażerka i „odkrycie” Wajnberga

Jednym z najważniejszych utworów Mieczysława Wajnberga jest opera Pasażerka – dzieło, od którego pośmiertnej prapremiery rozpoczęło się ponowne zainteresowanie twórczością kompozytora. Skomponowana w latach 1967–68 roku do libretta według powieści Zofii Posmysz (na jej podstawie powstał również słynny film Andrzeja Munka pod tym samym tytułem), opowiada historię przypadkowego spotkania byłej więźniarki i byłej strażniczki obozu w Auschwitz podczas rejsu transatlantykiem; spotkanie wywołuje wspomnienia z obozowego piekła… Radziecka cenzura nie zgodziła się na wystawienie opery, obawiając się, że sceny obozowe mogą wywołać skojarzenia z łagrami. W wersji koncertowej Pasażerka zabrzmiała po raz pierwszy w Moskwie dopiero w 2006 roku, a prapremiera sceniczna odbyła się w roku 2010 na festiwalu w Bregencji. W tym samym roku dzieło wystawił warszawski Teatr Wielki (opera wciąż pozostaje w jego repertuarze), a wkrótce także liczne sceny operowe Europy i Ameryki. Pasażerka to nie tylko arcydzieło na najwyższym artystycznym poziomie, ale również jedno z najważniejszych – i najbardziej wstrząsających – muzycznych świadectw pamięci o Holokauście.

To właśnie sukces Pasażerki rozpoczął gwałtowny wzrost zainteresowania twórczością Wajnberga, po śmierci kompozytora popadającej w coraz większe zapomnienie. Wystawiane są jego kolejne opery, wykonywane i nagrywane dzieła instrumentalne. W Warszawie działa Instytut Mieczysława Wajnberga, podejmujący liczne działania na rzecz promocji jego twórczości. I choć od kilkunastu lat muzyka kompozytora pojawia się coraz częściej w programach koncertowych (kilka lat temu obliczono, że jest drugim po Chopinie najczęściej wykonywanym na świecie polskim twórcą muzyki poważnej), to wciąż jeszcze jego spuścizna nie zakorzeniła się w powszechnej świadomości muzyków i melomanów w takim stopniu, w jakim na to niewątpliwie zasługuje.

Pasażerka Wajnberga w Houston Grand Opera na Florydzie (2016),
fot. Florida Grand Opera, CC BY 2.0

Symfonie

Mieczysław Wajnberg był przede wszystkim jednym z najgenialniejszych symfoników w muzyce XX wieku. Jego 22 symfonie łączą klarowność neoklasycznej formy z głęboką ekspresją, często stanowiąc komentarz do osobistych przeżyć kompozytora.

Jednym z największych osiągnięć twórczych Wajnberga jest IV Symfonia a moll op. 61 (1957), dzieło niezwykle dynamiczne, o potężnym ładunku dramatycznym, z licznymi nawiązaniami do żydowskiego folkloru. Gdy kompozytor pracował nad tym utworem, żadna z poprzednich trzech symfonii nie doczekała się jeszcze prawykonania. IV Symfonia zabrzmiała po raz pierwszy w 1961 roku, kompozytor wprowadził wówczas do partytury liczne zmiany.

Do najbardziej osobistych wypowiedzi Wajnberga należy niewątpliwie VIII Symfonia „Kwiaty polskie” op. 83 do słów Juliana Tuwima na tenor, chór mieszany i orkiestrę (1964). Kompozytor często sięgał po poezję Tuwima, twórcy podobnie jak on wychowanego na styku dwóch kultur, polskiej i żydowskiej – i podobnie balansującego w swej twórczości między radością życia a tragizmem historii.

Jednym z najbardziej poruszających utworów kompozytora jest XXI Symfonia „Kaddish” op. 152 (1989–91), dzieło poświęcone pamięci ofiar warszawskiego getta, łączące echa osobistych przeżyć z uniwersalizmem przesłania. W pierwszej części pojawia się cytat z Ballady g-moll Chopina, w finale do orkiestry dołącza sopran bez słów, śpiewający żałobną wokalizę.

Inne dzieła

Niezwykle bogata i obfita twórczość Wajnberga (154 opusy) obejmuje kompozycje rozmaitych form i gatunków, wśród których odnaleźć można wiele arcydzieł.

Spośród licznych koncertów instrumentalnych warto wymienić przede wszystkim wiolonczelowy, skrzypcowy i trąbkowy, a spośród innych dzieł na instrument solowy z orkiestrą – brawurową Rapsodię na tematy mołdawskie, jedną z najczęściej wykonywanych kompozycji Wajnberga, często także w wersji na skrzypce z fortepianem.

Kameralistyka to przede wszystkim 17 kwartetów smyczkowych, ale także wspaniały Kwintet fortepianowy czy Trio fortepianowe. Twórczość instrumentalną uzupełniają liczne sonaty na instrumenty solo i z towarzyszeniem fortepianu, jak również solowe utwory fortepianowe.

Bogata jest twórczość pieśniowa Wajnberga – niezwykłe Pieśni żydowskie do słów Icchaka Lejba Pereca (znane także jako Pieśni dziecięce – pod oryginalnym tytułem nie miały szans na publikację w ZSRR w realiach lat czterdziestych), ale również liczne pieśni i cykle do słów Juliana Tuwima, a także między innymi Adama Mickiewicza, Williama Szekspira, Aleksandra Błoka.

Z muzyki wokalno-instrumentalnej warto pamiętać o poruszającym Requiem wykorzystującym teksty różnych poetów o tematyce antywojennej – utwór ten, podobnie jak wiele innych, za życia kompozytora nie został nigdy wykonany. Opery – poza wspomnianą Pasażerką – to także między innymi Lady Magnesia według George’a Bernarda Shawa, Portret według Nikołaja Gogola i Idiota według Fiodora Dostojewskiego.


„Problem współczesności mojego języka muzycznego nigdy dla mnie nie istniał. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze pisałem i nadal piszę tak, jak słyszę i czuję. Każdy kompozytor powinien przede wszystkim pracować – to jest aksjomat, nad którym nie należy się długo zastanawiać, gdyż o tym, czy zajmie się miejsce w centrum panteonu, czy może tylko na jego obrzeżach i tak zadecyduje naturalna selekcja” – mówił Wajnberg w jednym z wywiadów.

Te słowa wydają się kwintesencją życia i twórczości Mieczysława Wajnberga. Kompozytor, który przeszedł przez dramaty historii, osobiste tragedie i represje polityczne, nigdy nie uległ presji ani modom epoki. Wajnberg pisał tak, jak czuł – i w tym tkwi jego siła: w szczerości muzyki, która mówi więcej niż słowa, w emocjach niewrażliwych na upływ czasu, w prawdzie, która nie potrzebuje niczyjej aprobaty. Losy jego spuścizny za życia i po śmierci dowodzą, że prawdziwa wartość twórczości nie zależy od natychmiastowego uznania, lecz od jej nieprzemijającej siły przekazu. Dziś, gdy dzieła Wajnberga odkrywają kolejne pokolenia wykonawców i słuchaczy, jego miejsce w historii muzyki jest oczywiste: nie na obrzeżach, lecz w centrum światowego repertuaru; w panteonie najwybitniejszych twórców XX wieku.

Paweł Markuszewski


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.