Warszawski Zamek Królewski został po wojnie zbudowany praktycznie od podstaw. Nie skrywa wielkich tajemnic, nie ma tam zamaskowanych korytarzy, podziemnych przejść ani lochów. Każdy detal znany jest architektom od podszewki. Ale jest pewna tajemnicza historia, o której nie wszyscy wiedzą – w latach 70. planowano w nim stworzyć przestrzeń hotelową dla politycznych dygnitarzy. Część tych projekcji odtworzono na wystawie „Sekretne komnaty władzy ludowej”.

Po wojnie Zamek praktycznie nie istniał. Już we wrześniu 1939 roku płonął w wyniku niemieckich bombardowań, zagrabiono też zgromadzone tam dzieła sztuki – demontowano posadzki, marmury, kominki, rzeźby. W 1944 roku Niemcy dopełnili dzieła, podkładając pod mury ładunki wybuchowe. Po wojnie z historycznej budowli zostały sterty gruzu. Zachowały się tylko piwnice, budynek Biblioteki Królewskiej i Arkady Kubickiego. Decyzję o rekonstrukcji Zamku podjęto na wniosek Edwarda Gierka w styczniu 1971 roku. Prace były finansowane głównie ze zbiórek społecznych, w tym organizowanych wśród Polaków żyjących na emigracji.

Luksus dla wybranych
W 1974 roku stały już mury, wprawdzie bez gotowych wnętrz, ale zwieńczone dachem, z gotowymi oknami i zegarem na wieży. Wtedy to pojawił się pomysł, by część drugiego piętra przeznaczyć na pokoje gościnne dla politycznych dygnitarzy. Luksusowy hotel miał zająć blisko jedną czwartą powierzchni! Tymczasem projekt zakładał przeznaczenie budynku na cele muzealne. Koncepcja forsowana przez polityków burzyła pierwotny plan. Poza pokojami na drugim piętrze, konieczne było zaadaptowanie części parteru na recepcję, duże lobby, zaplecze administracyjne. Wiązało się to również z koniecznością budowy specjalnych klatek schodowych i m.in. części bankietowej na pierwszym piętrze oraz zaplecza gastronomicznego w podziemiach.

„Apartamenty mieszkalne utrzymane będą w charakterze wnętrz pałacowych. Pokoje hotelowe i pokoje gospodarcze przeznaczone dla osób towarzyszących wykończone i urządzone będą na poziomie współczesnych eleganckich wnętrz hotelowych” – zakładano. Plan stopniowo wdrażano w życie. Pomieszczenia wykończono, zakupiono część mebli i wyposażenia. Tyle że nigdy nikt tam nie zamieszkał, a w ogromnej kuchni nie ugotowano żadnego posiłku. Stało się tak m.in. dzięki staraniom muzealników, którzy nie czekali na rozwój wydarzeń z założonymi rękami i zabiegali o to, by cały budynek pełnił funkcję muzeum. Na ich czele stał Stanisław Lorenz, historyk sztuki, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprzewodniczący Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego.
Historia i design z lat 70.
Wystawa w Zamku Królewskim prezentuje niedoszłe pokoje dygnitarzy. Na co dzień znajduje się w nich przestrzeń biurowa dla pracowników Zamku. Na potrzeby ekspozycji ich biurka i szafki tymczasowo przeniesiono do innych części budynku, zapełniając komnaty meblami i bibelotami wydobytymi z magazynów. Ale kilka gabinetów w sąsiedztwie komnat pozostawiono, żeby zwiedzający mogli na własne oczy przekonać się, jak wygląda praca w tak nietypowym otoczeniu. Niezależnie od tego, w każdym z oglądanych pomieszczeń znajdują się zdjęcia, na których widać pokoje w ich codziennej, biurowej odsłonie.

Projektanci mieli pogodzić historyczną formę z komfortem, przez co komnaty zyskały charakterystyczny sznyt – klasycyzujące wykończenia zestawiono z modernizmem, marmurowymi łazienkami i garderobami wykończonymi boazerią. Zakupiono meble, lampy, tkaniny, artystyczne szkło i inne przedmioty dekoracyjne. Wszystko to oglądać można w odtworzonym apartamencie głównym, który składał się z przestronnego holu, salonu, dwóch sypialni, garderób i łazienek.

Dostępna dla zwiedzających jest winda, którą goście mieli docierać do pokoi, obita drewnem, ze starym telefonem z tarczą zamontowanym na bocznej ścianie. Takich elementów rzeczywistości z lat 70. jest więcej. To wszechobecne popielnice, kryształowe kieliszki, butelki po koniakach, kineskopowe telewizory a nawet kultowe czerwone goździki (świeże, prawdziwe!). Wszystko to rzucone pomiędzy luksusowe meble, sofy wykonane z najlepszej jakości materiałów, obrazy i bibeloty z Desy.

Biuro w łazience
Spore wrażenie robi salon, gdzie w półmroku pobrzmiewa hipnotyzująca, orientalna muzyka. Klimatu nadają mu bordowe ściany, kanapy i okno zacienione grubą, ciemną kotarą. Rzucony niedbale na oparcie sofy płaszcz ma wskazywać na obecność gościa, dla którego ten zbytek to codzienność. Tymczasem za oknami rezydencji toczyło się zwykłe życie szarych ludzi spędzających długie godziny w kolejkach, mierzących się z pustymi sklepowymi półkami, spijających z ekranów telewizorów pustą nowomowę. I to między innymi odbudowywany z ich składek, pracą ich rąk Zamek, miał służyć dygnitarzom…

Dopełnieniem luksusu są obszerne łazienki w marmurach, z najlepszej jakości ceramiką sanitarną, ze zdobionymi kranami (a nawet z bidetem!). Również ta niecodzienna przestrzeń służy na co dzień za biuro, czego dowodzą fotografie prezentowane na wystawie. Zazwyczaj ściany łazienki obstawione są regałami z książkami i dokumentami, znajdują się tu biurka, tablice korkowe z warstwami poprzypinanymi do nich kartek, a na wannie leży nakładka, na której zalegają sterty przedmiotów i kolejne papiery.

Na wystawie obejrzeć można dokumentację, projekty (robione ręcznie, m.in. przy pomocy ołówków i zwykłych flamastrów), rzuty i schematy, rachunki, zamówienia, listy, czy próbki materiałów. Odtworzono też salę bankietową z wyposażeniem. Znalazły się tam również zdjęcia autorstwa Chrisa Niedenthala, jednego z najwybitniejszych europejskich fotoreporterów dokumentującego polską rzeczywistość przełomu lat 70. i 80.

Rządowa rezydencja na Placu Zamkowym ostatecznie nie powstała – w 1979 roku prezydium rządu powołało muzeum, wykreślając z funkcji zamku część gościnną. Co się stało, że tajemne komnaty nigdy nie spełniły swojej roli? Na pewno nie bez znaczenia było tu stanowisko muzealników. Ale z ich oporem politycy z pewnością by sobie poradzili. Do tego doszły też inne istotne czynniki – w końcu 1979 roku nastąpił szczyt kryzysu socjalistycznej gospodarki skutkujący przesileniem na szczytach władzy, coraz bliżej było do rewolucji pierwszej Solidarności, słabła pozycja Edwarda Gierka, I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, który wkrótce miał stracić stanowisko.
W efekcie osłabiona partia wycofała się z pierwotnych planów, które – szczególnie w ówczesnej trudnej rzeczywistości, niedostatków, drożyzny, protestów – mogły budzić ogromne kontrowersje. Tym sposobem przestrzeń została uwolniona i obecnie Zamek pełni wyłącznie funkcje muzealne. Dziś można na chwilę wrócić do tamtych czasów, by poznać czy też przypomnieć sobie smak luksusu z lat 70. Polecamy! Wystawa potrwa do 17 stycznia 2027 roku.
Monika Borkowska
mecenas kultury


