Współczesna sztuka nie powstaje z myślą o koneserach. Rozmowa z Jerzym Kornowiczem

Współczesna sztuka nie powstaje z myślą o koneserach. Rozmowa z Jerzym Kornowiczem - DlaKultury.pl
fot. Grzegorz Mart, materiały prasowe Warszawska Jesień

Osoby, które odwiedzają festiwal Warszawska Jesień, nie są zazwyczaj muzycznie wykształcone. To by obalało stereotyp o dużych kompetencjach muzycznych, które trzeba mieć, aby chłonąć sztukę współczesną – mówi w wywiadzie dla portalu dlakultury.pl Jerzy Kornowicz, kompozytor, pedagog, dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień.

Jak ocenia pan odbiór muzyki współczesnej? Zdaje się, że wielu słuchaczy wciąż nie jest do niej przekonanych, pozostają zdystansowani.

Po pierwsze, zaznaczyć trzeba, że jest łatwiejsza niż np. muzyka tworzona w latach 60. A to dlatego, że ma innego wyobrażonego odbiorcę. Wraz ze zmianami ustrojowymi w Polsce zmienił się adresat. Kiedyś sztuka była adresowana do elit artystycznych, do kręgów akademickich, do znakomitej, ale jednak wąskiej liczebnie inteligencji. Dziś jest inaczej. Szczególnie młodzi twórcy inaczej wyobrażają sobie odbiorcę sztuki. Zmieniło się też tworzywo, muzyka przejęła język codzienności, język popkultury. Przetwarza go rzecz jasna, ale nie pozostaje głucha na to, co dzieje się wokół. Kierowana jest do szerszego grona słuchaczy. Z jej odbiorem nie jest więc tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Jaką frekwencją może pochwalić się festiwal Warszawska Jesień?

Mamy stabilne 12 tysięcy wejść. A więc dużo. Nasz festiwal jest jednym z najbardziej uczęszczanych festiwali muzyki współczesnej na świecie. To niesamowity fenomen kulturowy. Mamy dane dotyczące publiczności, bo co kilka lat prowadzimy badania. Okazuje się, że osoby, które odwiedzają Warszawską Jesień, nie są zazwyczaj muzycznie wykształcone. To by obalało stereotyp o dużych kompetencjach muzycznych, które trzeba mieć, aby chłonąć sztukę współczesną. Wręcz przeciwnie, ostatnim wyobrażonym odbiorcą dla współczesnych twórców jest muzyk. Muzycy są często zamknięci w swoich kodach klasyczności, skrępowani wymogami czysto zawodowymi, skoncentrowani na prezentowaniu swojej zręczności. Trend przekierowywania strumienia sztuki na nowych odbiorców zaczął się jakieś dwadzieścia pięć lat temu. Ma to związek z decentralizacją ekonomiki kultury. Pieniądz trafiał coraz niżej i różne nieduże grupy zaczęły same kreować nowe zjawiska kulturowe. To nie był już dyktat centrum.

W jaki sposób potencjalny słuchacz zostaje wciągnięty w tą przestrzeń nowej muzyki? Jak dawca muzyki znajduje tego odbiorcę? Gdzie jest punkt styku?

Z naszych badań wynika, że to nie reklama, nie internet, tylko polecenie znajomych jest kluczowe w podjęciu decyzji o udziale w festiwalu. Czyli bezpośrednio wyrażona opinia będąca też niejako gwarancją dla takiej osoby. To o tyle ważne, że my nie prezentujemy „gwiazd”, kiedy one są już rozpoznane, a ich spojrzenie na rzeczywistość jest już znane. Pokazujemy artystów i sztukę „na krawędzi” publicznego rozpoznania i nominowania do istotności. Działamy jak festiwal nauki, który dzieli się wiedzą o tym, co naukowcy właśnie odkryli. Staramy się popularyzować wartościowe nowości. I fakt, że publiczność licznie odwiedza nasze wydarzenia, świadczy o olbrzymim zaufaniu. Bez niego sale z naszymi wydarzeniami byłyby puste, a są często przepełnione.

Kto konkretnie odwiedza Warszawską Jesień? To głównie młodzi ludzie?

Najwięcej jest osób pomiędzy 18 a 44 rokiem życia. Więc faktycznie, są to młodzi ludzie. Psychologicznie można to tłumaczyć tym, że są otwarci na poszukiwanie nowego, gotowi są poznawać rzeczywistość wszelkimi sposobami. W miarę upływu lat mamy już trochę mniej czasu i bardziej potwierdzamy niż szukamy. Trochę martwi, że aż 60 procent osób uczestniczących w festiwalu ma wyższe wykształcenie. Z drugiej strony ta grupa ma większe potrzeby edukacyjne, poznawcze.

Pana zdaniem te 60 procent to dużo? Dla mnie fenomenem jest, że aż 40 procent osób bez wyższego wykształcenia uczestniczy w festiwalu muzyki współczesnej.

Jest pani większą optymistką niż ja. Biorę to jako lekcję. Ale po namyśle właściwie zgadzam się z panią. Może trzeba na to spojrzeć od tej drugiej strony.

Warszawska Jesień
fot. Grzegorz Mart, materiały prasowe Warszawska Jesień

Co dzieje się dziś w muzyce współczesnej? Zdaje się, że było już wszystko, przeszliśmy przez tyle epok i tyle stylów muzycznych. Co nas jeszcze czeka? W którą stronę idziemy? Możliwe jest zdefiniowanie muzyki tworzonej w tej chwili?

Wszystko się zmienia bardzo prędko. Pojawiają się nowe urządzenia, nowe dźwięki, nowy sposób układania tych dźwięków. Więc to jest takie kryterium obiektywne. Mamy też kryterium oryginalności. Mamy w końcu kryterium skomunikowania z różnymi innymi środowiskami – muzyka współczesna otwiera się na środowiska teatralne, na filmowe, na sztuki wizualne. Pojawia się zjawisko kooperacji, już nie sam kompozytor, ale całe zespoły interdyscyplinarne są zaangażowane w proces twórczy. I do tego trzeba dodać stale zmieniający się pejzaż idei, czyli rzeczywistość, która wpływa na sztukę, dyktuje jej kierunek narracji. Dziś odchodzi się od pojęcia kompozytor, bardziej mówi się o twórcach dźwiękowych. Odchodzi się też od pojęcia utworu, idziemy raczej w stronę instalacji, soundscape – krajobrazów dźwiękowych. Dzisiejsze programy do komponowania są też programami do edycji obrazu. Obecnie każdy kompozytor może być tak naprawdę totalnym twórcą.

Uważa pan, że to dobrze?

Bardzo dobrze, bo przynosi coś świeżego. Sztuka dźwięku zbliża się do filmu, do teatru swoją funkcjonalnością, odchodzi od strukturalizmu i czystej abstrakcji. Muzyka współczesna stara się nam coś opowiedzieć. To jest proces odczuwalny i bardzo wyraźny. Choć pojawił się też kierunek odwrotny, niektórzy chcą uciekać od znaczeń, pracują niejako w laboratoriach, w mikrostrojach dźwiękowych, badają jak one brzmią. Każdy trend ma swoją kontrreakcję, zawsze tak było.

Jedno jest pewne – kategoria ładny do muzyki współczesnej nie pasuje. Ciekawa, interesująca, odkrywcza – owszem. Ale nie ładna.

Tak, bo mówimy o prawdzie. A kryterium estetyczne do prawdy nie pasuje. To zjawisko z innego kręgu. Jeśli mówimy o ładnym z przeszłości, to dlatego, że od tych dzieł oderwały się już w dużej mierze atrybuty tamtych znaczeń, tego, przeciwko czemu były pisane i za czym były pisane. Dziś one nadają się do osądów czysto estetycznych, a nie kontekstualnych.

Czyli sądzi pan, że barokowy słuchacz, odbierając barokową muzykę, również kategoriami estetycznymi się nie kierował?

Wydaje mi się, że słuchacz z XVII wieku czytał dzieła barokowe zupełnie inaczej niż my dziś. Jesteśmy skłonni zbyt biernie interpretować tę muzykę. Pozbawiamy ją znaczeń, które były jej przypisane, które ją tworzyły. To dotyczy zresztą nie tylko muzyki, ale i literatury, malarstwa. Na przykład „Boska komedia” Dantego – tam każda postać jest obarczona konotacjami, są pewne odniesienia do realnych osób. Można ją oczywiście czytać, nie uwzględniając tych ukrytych znaczeń. W muzyce odruchowo staramy się dostrzegać jej struktury, wymiar abstrakcyjny i przez to pewnie doskonalszy dla niektórych, bo czysty. Ale nie da się ukryć, że na przestrzeni dekad czy wieków wytrącały się sensy, przesłania. Muzyka została odarta ze swojej obudowy. Choćby dzieła Beethovena przepełnione są sprzeciwem. Można je odczytać jako pewien bunt systemowy wobec społeczeństwa, w jakim żył. Wystarczy wspomnieć „Eroikę”, która była dziełem poniekąd politycznym, z dedykacją dla Napoleona, po jego koronacji zmienioną. Dziś słuchacze odbierają tę twórczość w oderwaniu od jej czasów.

Na koniec jeszcze pytanie o sztuczną inteligencję. Czy stanowi ona zagrożenie dla dzisiejszych twórców? Czy pozostawia miejsce dla człowieka?

Przyznam szczerze, że nie wiem. Testowałem sztuczną inteligencję na słowie. Znam też np. qusi-jazzowe nagrania ze sztuczną muzyką i wykonaniem. Zdumiewające jest, jakie ma możliwości. Z pewnością wiele jest w stanie zrobić w zakresie faktury, a nawet formy słowa czy dźwięku. Natomiast raczej nie zapewni owych punktów węzłowych, kluczowych dla tożsamości dzieła, nie zapewni pomysłu centralnego i sensu. Może odpowiadać za to, co jest rzemiosłem twórczym, wypełnieniem przestrzeni pomiędzy zasadniczymi punktami dzieła – czy to będzie rzeźba, obraz czy muzyka – ale nie zdefiniuje za nas istoty dzieła decydującej o jego wiarygodności. Mam więc nadzieję, że nie wyprze człowieka.

Rozmawiała Monika Borkowska


Opublikowano

w

Tagi:

Przegląd prywatności
Dla Kultury

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.