Niedzielny koncert godny był finału radziejowickiego festiwalu! Wspaniały program, wspaniali wykonawcy! W pierwszej części wieczoru malezyjska pianistka Magdalene Ho i orkiestra Filharmonii Łódzkiej pod batutą Pawła Przytockiego zagrali oszałamiająco koncert Mozarta. Wieczór zakończyła IV symfonia Mahlera w wykonaniu tejże orkiestry i sopranistki Hanny Sosnowskiej-Bill. To była bajka!

Pianistka z Malezji nie olśniła wieczorową suknią z cekinami ani wieczorowym makijażem. Wyszła na scenę jak na próbę, w brązowych szerokich spodniach i czarnej koszuli. Jest drobniutka i niziutka, jak dziecko. Od razu zasiadła przed instrumentem i cierpliwie czekała na wejście fortepianu, poprawiając grzywkę, która co chwila opadała jej na oczy. Orkiestra zaczęła z przytupem, a gdy solistka dołączyła do zespołu, publiczność oniemiała. Wszyscy zastygli w swojej pozie i pozostali w bezruchu już do końca utworu.
To był XIII Koncert fortepianowy C-dur Mozarta. Spod malutkich palców instrumentalistki posypały się prawdziwe perły! Jej gra była hipnotyzująca! Wszystkie nuty wybrzmiewały w punkt, wydobyła z instrumentu piękną barwę, doskonale kontrolowała siłę uderzenia, moc dźwięku, długość jego trwania. Potrafiła z lekkością oddać klimat jasnych mozartowskich fraz, ale cudnie wypadła też w przepełnionej liryzmem części drugiej. Ona nie grała, ona wyśpiewywała kolejne motywy, budując przy tym spójną narrację całości. Obsługiwała klawiaturę niemal bezwzrokowo. Skoncentrowana była tylko i wyłącznie na muzyce, jakby zapomniała, że jest scena, publiczność… Miało się wrażenie, że schowała się za firaną gęstych włosów, by unikać rozpraszających widoków i oddać się na dobre muzyce.

Chyba nie czuła się komfortowo wśród ludzi. Na scenę wychodziła, by zagrać. Po występie szybko wracała za kulisy. Nie nawiązywała kontaktu wzrokowego, nie mówiąc już o werbalnym. Nie jest wylewna, zdaje się być zamknięta w sobie. Była jednak w stanie całkowicie pochłonąć uwagę publiczności, która zastygła, by nie uroić nawet jednej nuty. Cały przekaz zawarła w muzyce. To jest język, w jakim pianistka się komunikuje, którym wyraża wszystko, co potrzeba. Magdalene Ho zyskała międzynarodową sławę po wygranej w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Clary Haskil w 2023 r. Miała wówczas 19 lat. Dziś studiuje u Dmitrija Alexeeva w Royal College of Music i coraz więcej koncertuje, dzieląc scenę z uznanymi muzykami.
Solistka miała podczas niedzielnego występu doskonałych partnerów! Łódzka orkiestra, którą poprowadził Paweł Przytocki, jest w świetnej formie. Muzycy koncertowali niedawno w Niemczech, budząc zachwyt tamtejszej publiczności. Odnieśli sukces i trudno się dziwić, są perfekcyjnie przygotowani. Zagrali cudownie! Występ był doskonale zsynchronizowany, zarówno jeśli chodzi poszczególne sekcje, jak i współpracę z solistką. Ale rytm to dopiero początek. Ile tam było barw, subtelności, liryzmu, bajkowych wizji! Muzycy malowali wprost dźwiękami, co szczególnie widoczne było w IV Symfonii G-dur Gustava Mahlera, która jest niezwykle wdzięczną materią. Różni się od pozostałych mahlerowskich symfonii, nie jest tak monumentalna, ciężka od brzmienia i gęstych faktur. Przebija z niej radosny, sielankowy nastój podkreślany przez wyraziste muzyczne motywy, które pięknie wyeksponowali łódzcy filharmonicy.

Dyrygent mistrzowsko poprowadził orkiestrę. Miałam okazję słuchać nie tylko koncertu, ale i fragmentu próby. Ile taktu, ciepła, zrozumienia i szacunku miał dla muzyków! Jak klarownie i przejrzyście przedstawiał swoją wizję utworu! Przytocki kieruje łódzką filharmonią od dziewięciu lat, miał więc sporo okazji, by pracować z zespołem i realizować rozmaite projekty. Ta praca właśnie przynosi wspaniałe owoce. On sam pięknie opowiada o czasie spędzonym w łódzkiej instytucji. Podkreśla, że to niezwykła przygoda, która wniosła również do jego życia wiele dobra.

Przepiękne pożegnanie z Radziejowicami zgotowali nam organizatorzy! Festiwal zakończył się z przytupem. To był piękny czas, mieliśmy w ciągu ośmiu festiwalowych dni okazję posłuchać dużych i małych składów, muzyki dawnej i współczesnej, klasyki i rozrywki, podziwialiśmy wielkie gwiazdy i wschodzące talenty. Nie zabrakło doskonałej pianistyki w wykonaniu uczestników Konkursu Chopinowskiego i zupełnie nietypowych zestawień instrumentów. W tym czasie odbyło się czternaście koncertów na dwóch scenach. To ogromne przedsięwzięcie!
Kolejna odsłona wydarzenia dopiero za rok, ale – jak mówił Paweł Kos-Nowicki, dyrektor Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach – przyszłoroczny program jest już prawie dopięty. W związku z tym, że w 2027 roku przypada dwusetna rocznica śmierci Ludwiga van Beethovena, nie zabraknie utworów tego wielkiego kompozytora. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać z wytęsknieniem na kolejną edycję, zaglądając w międzyczasie do Radziejowic. Bo tu dzieje się bardzo dużo przez okrągłych dwanaście miesięcy. Do zobaczenia!
Monika Borkowska

